Jeszcze pod koniec zeszłego roku włoskie media wskazywały Piotra Zielińskiego do odejścia z drużyny, powołując się na źródła z klubu. Pomocnik w krótkim czasie stał się bardzo ważnym graczem Interu.

– Zacznijmy od tego, że Piotrek później zaczął przygotowania do sezonu. Latem pojechał z drużyną na Klubowe Mistrzostwa Świata do USA i nie grał. Ciągnął się za nim uraz, nie mógł go w stu procentach wyleczyć. Wiedzieliśmy, że początek może być trudny – tłumaczy nam Bogusław Zieliński.
To samo mówili w Neapolu

Reprezentant Polski aż do listopada był głównie rezerwowym w Interze. Później nastąpił przełom: piękny gol z powietrza w meczu ligowym z Hellasem Verona, bramka zdobyta w Lidze Mistrzów z Atletico Madryt i wiele ważnych zagrań rozpoczynających ofensywne akcje zespołu.

ZOBACZ WIDEO: Grzegorz Krychowiak znów w podróży. Zobaczył „Wrota Piekieł”

– Byłem spokojny, syn także – kontynuuje Bogusław Zieliński. – Już na początku sezonu Piotrek rozmawiał z trenerem i otrzymał pozytywny przekaz. Chivu był za nim. Nikt nie planował jego sprzedaży, takie spekulacje pojawiały się jedynie w mediach – tłumaczy nasz rozmówca.

Bogusław Zieliński przyzwyczaił się do tego typu komentarzy. – Pamiętam wiele takich sytuacji z czasów Napoli. Do drużyny przychodził nowy zawodnik i mówiono, że syn usiądzie na ławce, ale grał – zauważa.

Włosi w pewnym momencie wzięli piłkarza na celownik, nazywając „bezużytecznym„.

– W Interze sytuacja się powtórzyła. Latem niby Piotrek miał odejść, a teraz czytam, że jest najlepszym zawodnikiem. Tak to już funkcjonuje. Nie grasz, to cię pewnie sprzedadzą. Włosi to temperamentni ludzie – uśmiecha się ojciec zawodnika.

Zieliński senior ma świadomość, że w takim klubie jak Inter trudniej jest o regularne występy w pierwszym składzie. – Rywalizacja jest duża, trener rotuje. Cieszę się, że Piotrek gra, jest pod tym względem lepiej, ale w takim towarzystwie nie możesz zdjąć nogi z gazu, bo chętnych do gry jest wielu – zauważa. – Pamiętajmy, o jakim klubie mówimy: to Inter, naprawdę wielki zespół – przypomina.

Bogusław Zieliński wraca jeszcze do gola syna zza pola karnego. – Ah, to był majstersztyk – nawiązuje do strzału z powietrza z Hellasem. – Nie na siłę, nie z prostego podbicia, a plasowane, techniczne uderzenie. Moim zdaniem trudniejsze, niż typowy wolej – komentuje.

– Fajnie, że syn wyróżnia się w meczach nawet, gdy nie trafia do bramki. Szkoda ostatniego spotkania z Arsenalem w Lidze Mistrzów, ale Anglicy robili wszystko lepiej, widać, że są rozpędzeni – komentuje.
Będzie kolejne trofeum?

Zieliński ma na koncie 407 meczów w Serie A. Potrzebuje jeszcze dwóch występów, by zostać piątym obcokrajowcem z największą liczbą gier w historii tych rozgrywek. Przez trzynaście lat we Włoszech wywalczył mistrzostwo i puchar kraju z Napoli.

Być może po kolejne trofeum sięgnie już w tym roku. Inter jest pierwszy w tabeli i ma trzy punkty przewagi nad Milanem. Drużyna Christiana Chivu walczy też o najlepszą ósemkę w fazie ligowej Ligi Mistrzów.

– Mam nadzieję, że syn zdobędzie coś w tym sezonie, choć w Serie A jest bardzo ciasno na górze tabeli, a w Lidze Mistrzów też mamy wiele klasowych drużyn. W takim klubie wygrywanie to jednak obowiązek – kończy Bogusław Zieliński.

Mateusz Skwierawski, WP SportoweFakty