W czwartek 22 stycznia wiceprezydent JD Vance próbował nadać nowy kierunek ogólnokrajowej dyskusji na temat kontrowersyjnych działań administracji Trumpa związanych z egzekwowaniem przepisów imigracyjnych w Minnesocie. To już drugi raz, gdy wiceprezydent zabiera głos publicznie od chwili, gdy na początku tego miesiąca agent ICE zabił Renee Good.
Podczas wystąpienia w Minneapolis, stojąc w otoczeniu agentów ICE, Vance apelował o empatię wobec protestujących i przyznał, że agenci ICE mogą popełniać błędy. Jak sugerował, większość napięć i oburzenia wynika z nieporozumień, które dałoby się rozwiązać, gdyby lokalne władze — wraz ze swoimi służbami policyjnymi — zaczęły współpracować z rządem.
Ale Trump zaostrza kurs, a jedno zdjęcie — zatrzymanego przez ICE 5-latka — zaczyna dominować w sporze o granice federalnej siły.
Było to jego drugie wystąpienie publiczne od czasu śmierci Renee Good. Chociaż część przekazu pozostała podobna, ton Vance’a był wyraźnie inny. Tym razem mniej było w nim połajanek pod adresem mediów czy krytyki protestujących za — jak mówił wcześniej w Białym Domu — podsycanie ataków na federalnych funkcjonariuszy.

Protest przed Białym Domem przeciwko agentowi Amerykańskiej Służby Imigracyjnej i Celnej (ICE), który śmiertelnie postrzelił Renee Nicole Good w Minneapolis, Waszyngton, USA, 8 stycznia 2026 r.Jose Luis Magana/Associated Press/East News / East News
W czwartek Vance skupił się raczej na kwestiach bezpieczeństwa publicznego i przestępczości, podkreślając, że zależy mu na „obniżeniu temperatury sporu” i wsparciu organów ścigania. Zauważył, że krążące w mediach społecznościowych viralowe nagrania mogą niepokoić wielu Amerykanów, ale — jak dodał — często nie pokazują całego kontekstu.
To nie znaczy, że nie ma od czasu do czasu historii czy nagrań, które sugerują, że ci ludzie, albo przynajmniej część osób z nimi współpracujących, nie postępują właściwie. Ale bardzo często, gdy spojrzy się na to, co działo się wcześniej i w jakich okolicznościach, widać, że oni działają pod ogromną presją, w ogromnym chaosie
— powiedział Vance. Winą obarczył przy tym „skrajnie lewicowych agitatorów” oraz brak współpracy ze strony władz lokalnych i stanowych z administracją federalną.
Dodał, że administracja chce egzekwować prawo imigracyjne, jednocześnie dbając o to, by „mieszkańcy Minneapolis mogli normalnie funkcjonować na co dzień”. Jednak — jak twierdził — część burmistrzów i funkcjonariuszy policji odmawia pomocy agentom ICE, nawet gdy ci są atakowani, albo nie chce wspierać federalnych służb w lokalizowaniu osób podejrzewanych o brutalne przestępstwa.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Rzecznicy gubernatora Tima Walza oraz burmistrza Minneapolis Jacoba Freya — którzy wielokrotnie wzywali ICE do wycofania się z agresywnych metod, a nawet do opuszczenia miasta — nie odpowiedzieli na prośby o komentarz.
Wizyta Vance’a w Minneapolis odbywa się w momencie, gdy Republikanie mają trudności z wypracowaniem spójnego przekazu, który wytłumaczyłby ich działania coraz bardziej zaniepokojonej opinii publicznej. Coraz więcej osób niepokoi się widokiem uzbrojonych agentów patrolujących lokalne społeczności.
Trump podkręca przekaz
Wiceprezydent przedstawiał swój wyjazd jako okazję do lepszego zrozumienia tego, dlaczego Minneapolis pogrążyło się w chaosie. W tle pozostaje fakt, że setki żołnierzy żandarmerii wojskowej pozostają w gotowości — na wypadek, gdyby prezydent Donald Trump zdecydował się powołać na Ustawę o powstaniu (ang. Insurrection Act). Demokraci ostrzegają, że taki ruch może jeszcze bardziej zaognić sytuację w mieście.
W tej chwili nie uważamy, że to konieczne. Oczywiście prezydent może zmienić zdanie, sytuacja może się pogorszyć, ale na teraz uważamy, że federalni funkcjonariusze są w stanie wykonać swoje zadanie
— powiedział Vance.
Słowa Vance’a padły krótko po wystąpieniu Trumpa w sali briefingowej Białego Domu, kiedy prezydent mówił, że jego administracja powinna mocniej eksponować przestępców zatrzymanych w Minnesocie podczas operacji wymierzonych w nielegalną imigrację.
Trump, który zapewnił, że współczuje rodzinie Good, przez kilka minut prezentował zdjęcia imigrantów skazanych za brutalne przestępstwa, w tym morderstwa, przekonując, że ludzie „nie mają pojęcia”, kogo ICE tak naprawdę zatrzymuje.

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podczas konferencji prasowej z dziennikarzami w Białym Domu w Waszyngtonie, USA, 20 stycznia 2025 r.JIM LO SCALZO / PAP
5-latek symbolem burzy
Tymczasem nowy sondaż POLITICO wykazał, że niemal połowa Amerykanów — 49 proc. — uważa, że kampania masowych deportacji Trumpa jest zbyt agresywna. W tej grupie znajduje się również co piąty wyborca, który poparł Trumpa w 2024 r. Ponadto ponad jedna trzecia jego wyborców twierdzi, że choć zgadza się z celami kampanii masowych deportacji, to nie akceptuje sposobu, w jaki prezydent ją realizuje.
Nasilenie działań administracji Trumpa w Minnesocie stało się centralnym punktem ogólnokrajowej debaty o agresywnych metodach ICE. Biały Dom wielokrotnie musiał tłumaczyć, dlaczego federalni agenci imigracyjni zatrzymywali obywateli USA, a także bronić działań funkcjonariuszy uwiecznionych na kolejnych kontrowersyjnych nagraniach i zdjęciach. Jednym z nich była fotografia 5-letniego chłopca, która w czwartek 22 stycznia obiegła internet.
Vance przyznał, że również poruszył go ten obraz — wspomniał, że sam jest ojcem 5-latka. Jednocześnie podkreślał, że to przykład fałszywych narracji rozprzestrzeniających się w mediach społecznościowych. Jak mówił, gdy zgłębił sprawę, dowiedział się, że ojciec dziecka przebywał w kraju nielegalnie i uciekł przed organami ścigania, zostawiając chłopca samego.
Według Vance’a ICE pozostało z dzieckiem, choć urzędnicy szkolni twierdzili, że chłopiec został użyty jako „przynęta”, by zwabić ojca — zarzut, który Demokraci mieli nagłaśniać i rozpowszechniać.
— Wiele z najbardziej viralowych historii z ostatnich dwóch tygodni okazało się tylko częściowo prawdziwych — podsumował Vance.