Kontrowersje w wielkoszlemowym turnieju zaczęły się niespodziewanie szybko. I nie chodzi o tensistki trzeciego rzędu, a o gwiazdy. Sporo mówi się o zachowaniu Naomi Osaki, która według tenisowego świata zrobiła coś, co nie jest akceptowalne. — Mogła mi o tym powiedzieć w trakcie gry — tłumaczyła się w wywiadzie na temat okrzyków między serwisami. Pretensje rumuńskiej rywalki były aż nadto widoczne.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Podopieczna Tomasza Wiktorowskiego naraziła się wielu ekspertom i zawodniczkom. „Sympatie na bok. Na korcie są niepisane zasady” — grzmiała „Sofa Sportowa”, a Sorana Cirstea ruszyła do Japonki z pretensjami zaraz po piłce meczowej.
— Nie sądzę, żeby w przepisach było szczegółowo napisane, że zabronione jest zagrzewanie się do walki pomiędzy pierwszym a drugim serwisem. Wszystko jest kwestią zachowania, proporcji i formy. Fakt, że robiła to jednak między pierwszym a drugim serwisem po błędzie, to słabe, bo na pewno tak się nie powinno zachowywać bez względu na to, co jest w przepisach, a co nie. Powinna sobie to darować — ocenia Tomasz Wolfke, ekspert tenisowy.
Alarmują na temat zachowania Kazaszki i Świątek
W rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet analizuje także pozostałe kontrowersje w Australian Open. — Tenis pod względem okrzyków dosyć mocno ewoluował, choć u wielu starszych widzów budziło to niesmak i przeszkadzało w oglądaniu tenisa — nie ma wątpliwości i wspomina o słynnych już okrzykach Moniki Seles, które budziły ogromne kontrowersje. Dziś naśladuje ją m.in. Aryna Sabalenka.
Znać o sobie dała też Julia Putincewa, nazywana często „skandalistką ze światowych kortów”. Trzeba jednak przyznać, że tym razem była mocno prowokowana. Tureccy kibice głośno wspierali Zeynep Sonmez i przeszkadzali Rosjance reprezentującej Kazachstan.
Po meczu okazała wielką radość, robiła dziwne miny, tańczyła i wskazywała na ucho, chcąc sprowokować fanów znad Bosforu, a potem przemówiła. — Jestem bardzo szczęśliwa, że zachowałam spokój, bo Julia w zeszłym roku pewnie by w nich czymś rzuciła — nie ukrywała Putincewa.
Dla polskiego komentatora to znak, że granice przesuwają nie tylko kibice, ale i tenisistki. Często zaczyna się jednak od poważnych zmian zachowań na trybunach.
— My jako środowisko tenisowe niespecjalnie byśmy chcieli, żeby zachowania ze stadionów piłkarskich przenosiły się na trybuny kortów. Wiem jednak, że pewnie się tego nie zmieni. Akurat Australia jest chyba pod tym względem „najgorsza”, bo z jednej strony jest tam największy tygiel narodowościowy, mieszka tam wiele osób z całego świata, a z drugiej przyjeżdża do Australii sporo ludzi, w tym z Europy. To przekłada się na to, że jest tu najwięcej zachowań na granicy szowinizmu — analizuje dziennikarz.
— Tenis ma trochę inne kanony zachowania. Dobrze by było, żeby ich przestrzegać, ale niektóre się zdezaktualizowały, tak jak wspomniane głośne dopingowanie nie tylko za swoją zawodniczką, ale też przeciwko rywalce. I tutaj dużo łatwiej przekroczyć granice dobrego smaku. I pewnie ci Turcy ją przekroczyli — mówi nam o jednej z głośnych kontrowersji.
Iga Świątek zrobiła to kolejny raz. Przemówiła nawet arbiter
Wśród polskich kibiców i ekspertów najgłośniej zrobiło się o zachowaniu Igi Świątek. Trudno mówić o podważaniu klasy zawodniczki z Raszyna, ale jest coś, co ma w zwyczaju robić. I nie musi się to podobać ani rywalkom, ani sędziemu.
Po ostatnim meczu Polki więcej niż o samym wyniku mówiło o sytuacji spod siatki. Tam doszło do starcia z Marie Bouzkovą. Rywalka wpadła w siatkę, straciła punkt, ale arbiter zastanawiał się, czy nie odebrać go Polce. Wszystko przez możliwe przeszkadzanie Czeszce. Po uwadze z jej strony nie zdecydował się jednak na radykalny ruch.
— Nie jest to sytuacja do końca fair — mówił Adam Romer. Teraz kontrowersję komentuje także komentator Tomasz Wolfke. — Myślę, że z jednej strony można ją zrozumieć, bo to było instynktowne, ale z drugiej strony to nie pierwszy raz. Już kiedyś robiła takie „Dudek dance” i pajacyki. Być może to zachowanie Igi troszeczkę opóźniło reakcję Czeszki — ocenia dziennikarz i uważa, ze nie powinna tak robić. A jako osoba preferująca konserwatywne zasady tenisa zaznacza, że kiedyś takie sytuacje pod siatką były nie do pomyślenia.
— Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby mijać przeciwnika waląc w niego piłką. A w deblu i w singlu to jest już chleb powszedni. Nikt się nie zastanawia, czy można byłoby subtelnie przelobować rywala lub zagrać ciasnego crossa, tylko bardzo często jest stosowane rozwiązanie siłowe — uważa.
Była polska sędzia odniosła się do sytuacji z udziałem Świątek i wskazuje na możliwe ukaranie zawodniczki. „Bardzo ciekawa sytuacja, myślę że Iga nie miała powodu żeby wystawiać rakietę, bo to nie była jej kolejność uderzenia piłki. Mogło się skończyć przeszkodą w grze IMHO [według mnie]” — pisała na X była arbiter Gabriela Załoga.
— Nie wiem, na ile to było zachowanie instynktowne, a na ile zachowanie przemyślane, ale to nie pierwszy raz — odpowiada Wolfke, pamiętając, że pod siatką zachowywała się już nieco gorzej. — Tu oczywiście w ostatniej chwili Iga się uchyliła, jak jakby wtedy zdała sobie sprawę, że nie powinna tak robić. Ale wtedy było już pozamiatane — słyszymy.
— Marie Bouzkova na ułamek sekundy została wytrącona z rytmu. Ładnie się zachowała. Zapytała się sędziego, czy tak wolno, ale przyjęła to wszystko z uśmiechem. Być może w bardziej wyrównanym meczu, przy ważnej piłce, mieli byśmy z tego większą awanturę — zastanawia się.
Nie zdziwiłby się, gdyby arbiter podjął w tamtym pojedynku inną decyzję. — To jest kwestia interpretacji sędziego, ma prawo podjąć taką decyzję — dodaje i analizuje, czy sztab szkoleniowy z Wimem Fissette’em na czele powinien interweniować w tej sprawie. — Myślę, że po tym pajacyku Iga sama się przyznała, że nie było to za dobre i już ich nie robi — porównuje, wskazując, że ostatnie zachowanie Polki nie było tak jednoznaczne.
Oglądając 24-latkę na Australian Open, widzi, że chce dojść do finału w duchu sportowej rywalizacji i nie ma mowy o celowym deprymowaniu przeciwniczek. — Tutaj Iga jest niezwykle waleczna. Ma instynkt killera. Jest bardzo, bardzo pozytywnie nastawiona na wygrywanie — chwali Świątek Wolfke.
A afer w rywalizacji kobiet było więcej. Wystarczy przypomnieć o 18-letniej Rosjance i tym, jak zachowała się w Melbourne. Zdaniem dziennikarzy „Daily Mail” Mirra Andriejewa po meczu przeklinała w stronę kibiców, którzy dopingowali jej przeciwniczkę.