• Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

Dawno już prawica nie była w takiej konfuzji. Ich idol, Donald Trump zaprosił polskiego prezydenta do Rady Pokoju — organu, za wstęp do którego zapłacić trzeba „zaledwie” miliard dolarów. Do tego, przy stole miałby, w myśl pomysłu Trumpa, zasiadać także m.in. Władimir Putin oraz inni dyktatorzy. Niektórzy, jak Aleksander Łukaszenko, już stali się członkami Rady, powołanej w czwartek w Davos.

Karol Nawrocki do Rady nie przystąpił, musiałby mieć do tego zgodę tak rządu, jak Parlamentu, niechętnych inicjatywie Trumpa. Prezydent pojawił się jednak na uroczystej inauguracji Rady, gdzie chwalił go amerykański przywódca.

Duży i mały Pałac stają na wysokości zadania? „Słusznie, bo z dystansem”

Między Pałacami dużym i małym, czyli ośrodkiem prezydenckim i rządowym zapanowała niezwykła zgoda, że propozycję Trumpa należy odrzucić. Na tyle elegancko, by go nie zrazić.

— Przyznać trzeba, że zarówno obóz prezydencki, jak i obóz rządzący zachowały się słusznie, bo z dystansem. Inicjator, czyli Trump, nazwał to nowe ciało Radą Pokoju, co dobrze brzmi dla świata i dla jego populistycznego elektoratu. Jednak ja zakładam, że będzie to raczej „Rada Niepokoju” dla wszystkich państw i organizacji demokratycznych — mówi Onetowi prof. Dariusz Kozerawski, ekspert od spraw międzynarodowych i bezpieczeństwa, pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego, pułkownik rezerwy.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Nic o tej Radzie nie wiemy. Ani jak będzie działała, ani czym się konkretnie zajmie. Wiemy jedynie, że członkostwo w niej jest, przepraszam za określenie, trumpowsko drogie, i że przy stole usiądzie Putin, zbrodniarz wojenny oraz inni dyktatorzy. I zaproszenie prezydenta Nawrockiego do takiego organu to dla prawicy jest potężny problem — podkreśla ekspert. — A prezydent znalazł się w bardzo niezręcznej sytuacji. Podobnie jak wszyscy z PiS, zawsze na temat Trumpa wręcz piali z zachwytu, a teraz co? Niepewność i „niejasny partyjny przekaz dnia” — wskazuje.

  • Czym jest Rada Pokoju Donalda Trumpa?
  • Jakie są kontrowersje związane z Radą Pokoju?
  • Dlaczego prezydent ani rząd nie chcą przystąpić do Rady Pokoju?
  • Jakie są obawy dotyczące wizerunku polskiej prawicy w kontekście Trumpa?

Dystans na prawicy. „Nikt nie chce wdepnąć”

Prof. Kozerawski zaznacza, że żaden z racjonalnie myślących przywódców nie zdecydowałby się wstąpić do gremium, które wygląda na prywatną organizację jednej osoby. — A tym może stać się Rada Pokoju z dożywotnim kierowaniem nią przez Trumpa, który zagarnie po miliardzie dolarów „wpisowego” i nikt jeszcze nie wie, co się z tymi środkami stanie, ani na co zostaną przeznaczone — mówi ekspert.

— No i ten Putin z Łukaszenką… Nic dziwnego, że cała prawica i prezydent zachowują dystans, bo nikt nie chce „wdepnąć przedwyborczo”. Bo przecież wybory parlamentarne zbliżają się z miesiąca na miesiąc, a każdy wie, że w Polsce sklejenie polityka z Putinem lub Łukaszenką okazałoby się wybitnie szkodliwe i niebezpieczne politycznie — mówi prof. Kozerawski.

— Ten bezkrytyczny stosunek polskiej prawicy do Trumpa się nie zmienił, ale przy tej Radzie jest ogromny problem wizerunkowy. Bo każdy poważny polityk, nie tylko prawica, musi zabiegać o wyborców środka, bez nich wyborów się nie wygra. Tzw. betonowy elektorat zaakceptuje wszystko, ale ci głosujący ze środka Putina i Łukaszenki mogliby nie strawić — podkreśla ekspert.

— Dlatego prawica i prezydent mają problem: jak jednocześnie coraz bardziej pochlebiać Trumpowi i jak mu nie podpaść, ale jednocześnie odmówić udziału w Radzie — mówi prof. Kozerawski.

„To nie jest porozumienie, tylko zimna kalkulacja”

— Powiedzmy to wprost, jakby prezydent Nawrocki bez akceptacji rządu i parlamentu zgłosił akces do Rady Pokoju, to złamałby polską konstytucję i obowiązujące prawo. I sprawa kluczowa, musiałby mieć zgodę Parlamentu, żeby zasiąść w tym gremium organizowanym przez Trumpa — podkreśla. — Przy czym, nie łudźmy się, to nie jest żadne ponadpartyjne porozumienie prezydenta z rządem, tylko zimna kalkulacja każdej ze stron. Bo każda ma swój interes w tym, żeby przy okazji inicjatywy Trumpa politycznie skorzystać — zaznacza.

„Zadziałaliśmy strategicznie. Musimy stawiać na Europę”

— Polska tak naprawdę nie ma dobrego rozwiązania w sprawie Rady Europy, bo Ameryki na pewno nie chcemy zrazić. A dziś reprezentują ją Donald Trump i jego antyunijna administracja — mówi prof. Kozerawski.

— Zachowując się racjonalnie i przyzwoicie należałoby jego propozycję odrzucić. Ale Polska nie jest regionalnym graczem strategicznym tak silnym jak Niemcy czy Francja, które wstępu do Rady Pokoju od razu odmówiły. My musimy prowadzić skuteczną politykę balansu — wskazuje.

— I tak zadziałaliśmy strategicznie i rozważnie. Bo powinniśmy trzymać z kluczowymi mocarstwami Europy. Nie oszukujmy się, Stany Zjednoczone sprzyjają Federacji Rosyjskiej od początku kadencji Donalda Trumpa, nie dają twardych, czyli militarnych gwarancji bezpieczeństwa dla Polski i wschodniej flanki NATO, co zresztą wynika z ogłoszonej w grudniu 2025 r. Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA — przekonuje ekspert.

— Dlatego dbając o możliwie jak najlepsze relacje z Waszyngtonem, należy rozwijać współpracę i zdolności obronne z europejskimi państwami NATO oraz Ukrainą. A kwestia umiejętnej odmowy przystąpienia Polski do tej komercyjnej Rady Donalda Trumpa, to już decyzja polskiego rządu i parlamentu oraz kunszt naszej dyplomacji — podsumowuje prof. Kozerawski.