Michał Mokrzycki to bez wątpienia jeden z najważniejszych piłkarzy ŁKS-u w ostatnich latach. Gdy nie mógł grać ze względu na zawieszenia za kartki albo kontuzje, cały zespół wyglądał zazwyczaj słabiutko. Był liderem nie tylko drugiej linii, ale całej drużyny. To jeden z niewielu graczy, który znajdował uznanie w oczach kolejnych trenerów i utrzymał miejsce w składzie po ostatniej letniej rewolucji kadrowej – rewolucji, która zakończyła się niepowodzeniem, bo ŁKS z dorobkiem 26 punktów jest obecnie 11. w ligowej tabeli.
Co więcej, niewiele wskazuje na to, by w klubie dalej wierzyli w projekt, który zapoczątkowano przed obecnym sezonem. Nie ma już Szymona Grabowskiego, który miał być trenerem na lata i człowiekiem, który zapewni ŁKS-owi awans. Ewidentnie nie ma też pieniędzy na kolejne wzmocnienia.
Wygląda na to, że latem przy al. Unii postawiono wszystko na jedną kartę. Sprowadzono kosztownych graczy z przeszłością w ekstraklasie, mających zapewnić ŁKS-owi natychmiastowy sukces. Na papierze wszystko się zgadzało. Niestety rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te założenia i chociaż ŁKS traci do szóstej Wieczystej Kraków raptem cztery punkty, to brak zimowych wzmocnień i wypuszczenie do ligowego rywala Michała Mokrzyckiego nie wróży dobrze nadchodzącej wiośnie przy al. Unii.
Awans robi się ekstraklasowymi piłkarzami
Akademia ŁKS-u jest jedną z najlepszych w Polsce. To przecież jeden z niewielu klubów, który w ostatnich sezonach miał rezerwy w drugiej lidze, a do tego nieźle spisujące się kolejne zespoły szkolone w klubowych strukturach. W związku z tym przez chwilę pojawiła się w mojej głowie myśl, że brak transferów z zewnątrz tworzy świetną szansę dla młodych i zdolnych zawodników z ŁKS-u II, by zabłysnąć na poziomie pierwszej ligi. Chwilę później przypomniały mi się jednak słowa jednego z byłych trenerów Łódzkiego Klubu Sportowego, który stwierdził, że „awans do ekstraklasy robi się ekstraklasowymi piłkarzami”. Tych w drużynie rezerw – co jasne – próżno szukać. W kluczowych momentach sezonu potrzeba nie tylko jakości, ale przede wszystkim doświadczenia, którego młodzi piłkarze mieć nie mogą.
Chociaż więc jeszcze kilka tygodni temu wydawało się to niemożliwe, to piłkarze i trenerzy ŁKS-u będą mogli rozpocząć rundę rewanżową bez większej presji. Po ostatnich komentarzach w mediach społecznościowych widać, że kibice raczej już nie wymagają od drużyny awansu, bo widzą, jak jest ona budowana.
Wygląda na to, że zimą ŁKS wypisał się z walki o ekstraklasę. To smutne, bo jeszcze niedawno naprawdę liczyłem na to, że przy al. Unii wreszcie uda się wykorzystać ogromny potencjał drzemiący w tym klubie i tej społeczności [KLIKNIJ TUTAJ]. Chyba się jednak przeliczyłem.
Dziennikarz TVP3 Łódź, współpracujący z redakcją Łódzkiego Sportu. Magister dziennikarstwa i komunikacji społecznej na UŁ. Od 15 lat blisko łódzkiego sportu. Najpierw trochę w klubie sportowym, później w radiu, teraz w Internecie i telewizji. Zazwyczaj wolę słuchać niż mówić, ale w przypadku sportu lubię jedno i drugie. Łączę swoją pasję z obowiązkami. Wierzę, że systematyczna i sumienna praca jest kluczem do sukcesu.
