Sobota na Mistrzostwach Europy piłkarzy ręcznych zaczęła się od mocnego uderzenia. Jak się okazało, dosłownie. Na parkiet w Herning wyszły reprezentacje Francji i Portugalii. Mimo że obie ekipy do fazy głównej awansowały z dwoma punktami, to w pierwszych meczach drugiej rundy przegrały swoje spotkania. Portugalia z Niemcami, a Francja z Danią. Oba mecze toczyły się jednak na styku, zresztą jak niemal każde starcie w tej arcyciekawej grupie.

Sobotnie spotkanie miało w związku z tym ogromną wagę, bo przegrany w zasadzie mógł pożegnać się z półfinałem. Oprócz tego musiałby wygrać dwa ostatnie mecze i jednocześnie liczyć na korzystne wyniki w innych starciach. Stawka była więc ogromna, bo odpadnięcie zwłaszcza „Trójkolorowych”, czyli obrońców tytułu, byłoby niespodzianką.

ZOBACZ WIDEO: Były niemiecki piłkarz znów to zrobił. Tak wybrał się w góry

Po meczu w Herning można było spodziewać się wszystkiego i zupełnie nie wiadomo było, jak potoczy się to spotkanie, ale to, co wydarzyło się w pierwszej połowie, było niewyobrażalnym szokiem. Takie rzeczy nie dzieją się w spotkaniach na tym poziomie. Francja pobiła dotychczasowy rekord Polaków z meczu z Białorusią w 2014 roku w liczbie bramek rzuconych w jednej połowie na mistrzostwach Europy. 28 trafień w ciągu 30 minut i to nie byle komu, bo przecież mierzyli się z czwartą drużyną poprzednich mistrzostw świata. Totalna dominacja, na którą złożyło się kilka czynników.

Portugalscy bramkarze nie mają za sobą dobrego turnieju, ale mecz z Francją był w ich wykonaniu prawdziwą kulminacją problemów. Zaledwie jeden obroniony rzut w ciągu 30 minut. Tak nie da się grać na najwyższym poziomie. Do tego doszła fantastyczna gra ofensywna Francji i obraz był jaki był. Wynik 28:15 sprawiał, że w drugiej połowie zespół Paulo Pereiry nie bardzo miał o co walczyć. To już była musztarda po obiedzie. „Trójkolorowi” bawili się w ataku i robili to z ogromnym uśmiechem na twarzy.

W drugiej połowie niewiele się już działo. Francja spokojnie kontrolowała mecz i utrzymywała dziesięciobramkową przewagę. Nic złego „Trójkolorowym” nie mogło się przydarzyć. Już w 46. minucie zdobyli 40. bramkę. Nieprawdopodobny wyczyn.

W drugim kwadransie tempo nieco spadło, ale umówmy się, nie było już żadnej presji. Z obu stron oglądaliśmy finezyjne wykończenia oraz niekonwencjonalne podania. To była czysta zabawa. Portugalia wiedziała, że gra jedynie o poprawę wrażenia. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 46:38. I tu mamy kolejny rekord, czyli największa liczba bramek w meczu na mistrzostwach Europy. To już czwarty raz na tym turnieju, gdy obrońcy tytułu przekraczają granicę 40 bramek.

Co warte uwagi, znacznie słabszy mecz zanotowali bracia Costa, którzy razem zdobyli zaledwie pięć bramek. Najwięcej trafień dla Portugalii zdobyli obrotowi – Luis Frade  i Victor Iturriza. Z kolei we Francji niesamowitą skutecznością wyróżniał się Dika Mem. 8/8, tak wyglądały statystyki rzutowe rozgrywającego. Pozostałe bramki rozłożyły się na cały zespół, ponieważ aż 15 zawodników wpisało się na listę strzelców.

Mistrzostwa Europy 2026, 1 grupa:

Reprezentacja Francji – Reprezentacja Portugalii 46:38 (28:15)