Głównym tematem rozmowy w podcaście jest historia obywatela Ukrainy, który przez dziewięć dni przebywał na warszawskim lotnisku Chopina, dysponując sprzętem do zagłuszania sygnałów. Choć po jego zatrzymaniu, służby oficjalnie ogłosiły jego zatrzymanie jako swój sukces, to jednak na bazie zdobytych przez dziennikarzy Onetu informacji wynika, że rzeczywistość była kompromitująca dla organów bezpieczeństwa.

Wiadomo, że zatrzymany mężczyzna posiadał w paszporcie pieczątki z Syrii, Libanu i Emiratów Arabskich, a w Ukrainie nie był od wielu lat. W bagażu miał kilogramy owsianki i cebulę, co pozwalało mu na długotrwałe bytowanie na lotnisku. Służby lotniskowe podejrzewają też, że sprzęt, który przy nim znaleziono mógł być przyczyną problemów technicznych, z którymi lotnisko borykało się w tamtym czasie. Tymczasem Służba Ochrony Lotniska (SOL), oraz funkcjonariusze Policji i Straży Granicznej, którzy pełnili wówczas służbę na lotnisku przez wiele godzin nie potrafiły uzyskać decyzji od zwierzchników o zatrzymaniu podejrzanego mężczyzny, a ABW początkowo w ogóle nie wykazało zainteresowania sprawą. Sukces w tej sprawie był więc efektem determinacji pojedynczych funkcjonariuszy z lotniska Chopina niż sprawnego działania służb.

Edyta Żemła nazywa sytuację wprost: „Człowiek przesiadujący na lotnisku, to był przeszkolony rosyjski agent. Cała historia wygląda jak z powieści szpiegowskiej, ale wydarzyła się naprawdę”. Marcin Wyrwał dodaje zaś z ironią, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zareagowała: „Powiedziała, że nie jest zainteresowana sprawą”. Dziennikarz przypomniał też, że po poniedziałkowym tekście w Onecie komunikat wydał rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych, Jacek Dobrzyński. Niczego jednak nie wyjaśnił.

Dziennikarze podkreślają lenistwo i przerzucanie się odpowiedzialnością przez dowództwo służb. Dodają, że symptomy zapaści pojawiały się już wcześniej. Jednak nikt nie był skłonny zabrać się za naprawę sytuacji.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Archaiczne procedury i brak szkoleń

Dziennikarze dotarli do dokumentów, z których wynika, że już w 2019 r. ówczesny szef SOL, płk Robert Stachurski, alarmował, że od 2016 r. nie są prowadzone obowiązkowe szkolenia dla pracowników tej formacji. Obecnie sytuacja wcale nie wygląda lepiej — pracownicy ochrony lotniska przyznają, że nie przechodzą szkoleń antyterrorystycznych (np. active shooter) ani z zakresu nowych technologii, takich jak systemy antydronowe czy wykrywanie zagłuszarek. W momencie zatrzymania wspomnianego agenta, policjanci musieli używać sztucznej inteligencji w swoich prywatnych telefonach, by rozpoznać, czym jest znalezione przy nim urządzenie.

Marcin Wyrwał cytuje jednego z informatorów: „My wciąż tkwimy w takich archaicznych czasach, kiedy nam się wydaje, że głównym zagrożeniem dla lotniska są porzucone walizki”. Edyta Żemła komentując brak zmian w szkoleniu służb lotniskowych po wybuchu wojny w Ukrainie dodaje: „To brzmi jak ponury żart. Przy czym należy wiedzieć, że Służba Ochrony Lotniska nie jest de facto służbą, tylko zakładem pracy zatrudniającym ludzi, którzy właściwie mają się przechadzać po lotnisku, wykonując prace stróżujące i porządkowe”

Płk Robert Stachurski w 2016 r.

Płk Robert Stachurski w 2016 r.Marcin Obara / PAP

Wojna balonowa: Testowanie polskiej czujności

Kolejnym tematem podcastu jest zagrożenie jakim jest masowe wlatywanie balonów z terytorium Białorusi. Początkowo w oficjalnych komunikatach nasze władze próbowały to bagatelizować, tłumacząc działalnością przemytniczą. Sprawa zaczęła być jednak poważna, kiedy w okresie świątecznym wleciało do Polski 59 balonów, a w połowie stycznia naszą granicę przekroczyło jednocześnie aż 150 obiektów znad Białorusi.

Rzeczywiście pod białoruskie balony były podczepione papierosy o dużej wartości, ale wojsko uznało te incydenty za element ataku hybrydowego. Tym bardziej, że do balonów oprócz papierosów dołączone były też nadajniki GPS i inna elektronika, co sugeruje, że strona białoruska i rosyjska testowały polskie systemy reagowania oraz walki radioelektronicznej. Polskie MSZ w tej sprawie wezwało na dywanik białoruskiego chargé d’affaires, jednak wyjaśnienia o „balonach przemytników” uznano za niewystarczające.

Marcin Wyrwał zwraca uwagę na bierność naszych służb: „Cały czas jesteśmy w systemie reakcji na coś, co nam wymyślą. Nie potrafimy przewidywać kolejnych kroków przeciwnika”. Edyta Żemła dodaje: „Białorusini testowali nasze systemy, nasze zabezpieczenia, nasz sposób reagowania. Wojna hybrydowa trwa w najlepsze”.

Przykłady balonów z kontrabandą, które nadleciały do Polski z terytorium Białorusi

Przykłady balonów z kontrabandą, które nadleciały do Polski z terytorium BiałorusiStraż Graniczna

Przyszłość NATO w obliczu imperialnych zapędów mocarstw

Kolejna część rozmowy to analiza geopolityczna dotycząca trwałości sojuszu NATO w kontekście nowej strategii Stanów Zjednoczonych. Wiele krajów ma obawy, czy dotychczasowy gwarant stabilności i globalnego bezpieczeństwa sam nie stanie się agresorem. Co wówczas?

Dziennikarze przywołują obawy Kanady, która po raz pierwszy od stu lat opracowała plan na wypadek inwazji amerykańskiej i w razie przegranej rozważa prowadzenie wojny partyzanckiej na wzór mudżahedinów w Afganistanie. Wspominają o zainteresowaniu Donalda Trumpa Grenlandią oraz Azorami, które należą do Portugalii.

Analiza prawna Traktatu Waszyngtońskiego wskazuje na lukę: Artykuł 5 nie przewiduje sytuacji, w której jeden członek Sojuszu napada na drugiego. Artykuł 1 natomiast zobowiązuje państwa jedynie do pokojowego rozwiązywania sporów. Marcin Wyrwał jest pesymistą co do trwałości Sojuszu: „Nieważne co będzie na papierze, NATO faktycznie przestanie istnieć, jeśli jedno z państw wkroczy na terytorium innego”. Edyta Żemła zauważa specyficzne podejście polskiej kadry dowódczej do tej sprawy: „Nasi wysocy rangą wojskowi są przekonani, że Sojusz się nie rozpadnie. Armią dowodzi obecnie pokolenie oficerów, które zostało wychowane w szkołach amerykańskich. Oni mają wdrukowane, że Stany Zjednoczone są strażnikiem bezpieczeństwa”. Żemła zastanawia się, czy nie jest to jedynie „myślenie życzeniowe”.

Zachód słońca nad Nuuk, Grenlandia, 21 stycznia 2026 r.

Zachód słońca nad Nuuk, Grenlandia, 21 stycznia 2026 r.PAP/EPA/MADS CLAUS RASMUSSEN / PAP

Odejścia doświadczonych generałów

Ostatnim, niezwykle gorzkim wątkiem rozmowy jest fala odejść kluczowych dowódców z polskiego wojska oraz systemowa niezdolność państwa do zatrzymania najbardziej doświadczonych oficerów w służbie.

Kilka dni temu Onet ujawnił, że z mundurem pożegnał się gen Arkadiusz Szkutnik, dowódca 18. Dywizji Zmechanizowanej, który ustabilizował sytuację żołnierzy na granicy. Mimo jego ogromnej wiedzy operacyjnej, nie otrzymał jednak propozycji dalszego wykorzystania swoich kompetencji w strukturach sztabowych. Z kolei „Wirtualna Polska” poinformowała, że z wojska odchodzi gen. Tadeusz Nastarowicz, były dowódca 21. Brygady Strzelców Podhalańskich. To młody, ale bardzo sprawny dowódca, lubiany przez żołnierzy.

Teraz okazuje się, że mundur wiesza na kołku również gen. Janusz Adamczak, jeden z najbardziej doświadczonych oficerów na arenie międzynarodowej, pełniący funkcję dyrektora generalnego Międzynarodowego Sztabu Wojskowego w Kwaterze Głównej NATO — najwyższe stanowisko sprawowane kiedykolwiek przez Polaka w strukturach Sojuszu. Dziennikarze wskazują również na „wyrwę kadrową” po czystkach z czasów Antoniego Macierewicza, w wyniku których odeszło kilkuset doświadczonych oficerów.

Gen. Janusz Adamczak

Gen. Janusz AdamczakTytus Żmijewski / PAP

Edyta Żemła krytykuje przedmiotowe traktowanie żołnierzy: „My traktujemy ich jak zużyty sprzęt. Kończy się resursy. Do widzenia. Tak nie powinno być”. Wskazuje również na brak ciągłości szkoleniowej: „To są ostatni Mohikanie. Nie możemy im pozwalać tak po prostu odejść. Oni muszą zostać i przekazywać wiedzę kolejnym”. Marcin Wyrwał podsumowuje ten proces jeszcze dosadniej, zauważając, że państwo marnuje ogromne pieniądze zainwestowane w szkolenie elit wojskowych: „Budujemy armię, ale kompletnie nie potrafimy wykorzystać potencjału żołnierzy sił specjalnych, czy pilotów myśliwców”.