-
Rządowy poradnik bezpieczeństwa został rozesłany do polskich domów z zaleceniem przygotowania podstawowych zapasów na pierwsze 72 godziny kryzysu.
-
Specjaliści ds. bezpieczeństwa oraz survivalu podkreślają wagę zgromadzenia wody, żywności oraz środków higienicznych i przedstawiają proste metody przetrwania.
-
Poradnik sugeruje przygotowanie plecaka ewakuacyjnego oraz wyposażenie gospodarstw domowych w mapy i alternatywne środki łączności. Czy te rzeczywiście mogą się przydać?
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
„W ciągu ostatnich lat zagrożenie wobec Polski wzrosło. Dezinformacja, cyberataki, zagrożenia hybrydowe, sabotaż czy dywersja są wykorzystywane do destabilizacji państwa. (…) Wzrasta też ryzyko ekstremalnych zjawisk pogodowych”. To pierwsze zdania, na które natrafimy, otwierając rządowy poradnik bezpieczeństwa, jaki dotarł do milionów polskich domów. Z biało-czerwonej broszury dowiadujemy się m.in. jak przygotować się na wypadek wojny lub innych kryzysów, np. powodzi czy blackoutu i jak przetrwać pierwsze dni.
Specjaliści ds. bezpieczeństwa i survivalu, z którymi rozmawiamy, są zgodni w jednym – dobrze, że takie porady mają szansę dotrzeć do dużej liczby osób. Polska idzie za przykładem Szwecji, Finlandii czy Norwegii, które od lat edukują swoje społeczeństwa w tym zakresie.
Ekspert o kluczowych 72 godzinach kryzysu
– To naprawdę dobre opracowanie. Poradnik jest zdecydowanie lepszy niż broszura „Bądź gotów”, która pojawiła się w wersji online zaraz po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Fakt, że rozesłano go po całej Polsce to duży krok naprzód – mówi Interii prof. Artur Gruszczak z Katedry Bezpieczeństwa Narodowego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Choć jak dodaje – spóźniony.
– Trzeba było wojny tuż za naszą granicą, żebyśmy zaczęli edukować społeczeństwo w kwestii zagrożeń. Natomiast Polacy powinni podejść do tego poradnika z pełną odpowiedzialnością. To nie żarty. Trzeba traktować wymienione zagrożenia jako potencjalne i mieć świadomość ich różnorodności – mówi.
Ekspert ds. bezpieczeństwa nie ma złudzeń, że po rozesłaniu broszur w każdym polskim domu znajdzie się plecak ewakuacyjny. A jak słyszymy, najważniejsze, by mieć na stanie rzeczy absolutnie niezbędne, jak zapas żywności i wody, leki, czy alternatywne źródło zasilania i aby te zapasy pozwoliły nam przetrwać przez trzy dni.
Dlaczego akurat trzy? – Zakłada się, że odpowiedź na sytuację kryzysową, czyli przywrócenie systemu do względnej równowagi powinno nastąpić w ciągu 72 godzin – wyjaśnia prof. Gruszczak, choć jak zaznacza, nie dotyczy to wojny, która jest o wiele bardziej nieprzewidywalna.
Trzy dni są marginesem bezpieczeństwa, mającym także osłabić efekt początkowej paniki, której uniknąć się nie da. Profesor Gruszczak tłumaczy to nie tylko z pespektywy psychologii społecznej. – To także element naszej kultury bezpieczeństwa. Z reguły w sytuacjach nadzwyczajnych nie do końca ufamy władzom. Chcemy zabezpieczyć się na własną rękę i ruszamy gromadnie do sklepów, by uzupełnić zapasy – tłumaczy.
Zapasy na ciężkie czasy. „Kierujmy się dwoma zasadami”
– To króciutki poradnik, dobry, ale dający wiedzę teoretyczną na podstawowym poziomie – mówi Interii Marcin Surowiec, specjalista w zakresie survivalu i bushcraftu.
Praktycy w dziedzinie przetrwania w ciężkich czasach, komentując wskazówki zawarte w poradniku bezpieczeństwa, dorzucają dodatkowe, praktyczne rady.
Biorąc na tapet zapasy na czas kryzysu, Surowiec radzi, by zamiast trzech litrów wody na osobę (jak sugeruje rządowy poradnik) przygotować pięć. – To pozwoli nam uwzględnić nie tylko zapotrzebowanie na wodę pitną, ale także tę potrzebną do zapewnienia higieny – tłumaczy.
– Zgromadźmy żywność gotową do spożycia, żebyśmy nie musieli zużywać dodatkowego paliwa, by coś podgrzać, czy długo gotować. Jeśli to mają być produkty suche, niech będą w formie instant, wymagającej jedynie zalania wodą – wylicza.
W sytuacjach awaryjnych najlepiej sprawdzą się konserwy, batony czy żywność liofilizowana. – Robiąc takie zapasy, zadajmy sobie dwa pytania: czy dany produkt możemy otworzyć i od razu zjeść, i czy na wypadek ewakuacji można go łatwo ze sobą zabrać – wskazuje Surowiec.
Woda, woda i jeszcze raz woda. Opcje są trzy
By przetrwać, potrzebujemy wody pitnej. Umiejętność pozyskiwania jej podczas kryzysu jest kluczowa, gwarantuje nam bezpieczeństwo i niezależność od zewnętrznych dostaw. Jeśli skończą się nasze zapasy, bardzo ważne, by wiedzieć, jak uzdatnić wodę ze strumyka, czy rzeki. Specjaliści od survivalu podkreślają, że w kryzysowej sytuacji można spożyć nawet wodę z kałuży, pod warunkiem, że umie się ją uzdatnić.
W rządowym poradniku bezpieczeństwa wskazano, by w zapasach znalazły się filtry lub tabletki do uzdatniania wody. Jak jednak ich użyć i co jeszcze możemy zrobić, by woda nadawała się do spożycia?
– Po pierwsze zagotować ją – to najprostszy sposób uzdatnienia wody, który usuwa zanieczyszczenia biologiczne. Radziłbym, aby gotowanie było zawsze naszym pierwszym wyborem. Do tego trzeba mieć jednak energię i naczynie – mówi Interii Marcin Surowiec.
W grę wchodzą także wspominane – tabletki i filtry, które nie wymagają użycia energii.
Tabletki to metoda chemicznego uzdatnienia wody. Jest szybka i łatwa. Wystarczy nabrać cieczy do butelki, wrzucić do niej tabletkę i zgodnie z instrukcją odczekać określony czas, zwykle to około 30 min.
Specjaliści podkreślają jednak, by pilnować terminu ważności (około 3-5 lat), bo po jego upływie tabletki tracą stopniowo swoje właściwości.
Nie miejmy też zbyt wygórowanych oczekiwań smakowych. – Ta woda będzie smakować mniej więcej jak z basenu – mówi Surowiec.
Woda z kałuży zdatna do picia. Jak to zrobić?
Survivalowcy wskazują także na filtry mechaniczne, które usuwają zanieczyszczenia biologiczne i mechaniczne (czyli to, co popularnie nazwiemy brudem).
– Pamiętajmy, że filtry kranowe się nie nadają. W tym przypadku chodzi o turystyczne filtry do wody, część z nich można nakręcić na butelkę i pić bezpośrednio – wyjaśnia Paweł Frankowski, instruktor survivalu, bushcraftu oraz ratownik.
Frankowski zachęca, by każdy Polak miał w domu filtr, który można przechowywać przez około 5-10 lat (w zależności od daty ważności).
Co ze wspomnianą wodą z kałuży? Kiedy gołym okiem widzimy zanieczyszczenia mechaniczne, zanim zaczniemy gotować, stosować tabletki czy specjalistyczne filtry, eksperci radzą, by zacząć od prostej czynności. W tym celu można wykorzystać rzeczy, które większość z nas ma w domach: filtry do kawy i ubrania.
– Nie możemy wziąć przysłowiowej wody z kałuży, wrzucić do niej tabletki i sądzić, że będzie ok. Musimy ją wstępnie oczyścić. Najbardziej survivalowa metoda to przepuszczenie takiej wody przez kilka warstw ubrania. Koszulkę składamy najlepiej na sześć części i powoli przelewamy przez nią brudną wodę. W tym celu świetnie sprawdzają się także zwykłe filtry do kawy, które dodatkowo są tanie i nie zajmują dużo miejsca. Możemy naraz użyć dwóch takich filtrów, co da lepszy efekt – radzi Frankowski.
Higiena podczas kryzysu. „Można się umyć w litrze wody”
Woda potrzebna będzie także w celach higienicznych, a higiena w kryzysie to wątek niezwykle ważny, choć jak mówią rozmówcy Interii, mało popularny.
Brak bieżącej wody i działającej kanalizacji może prowadzić do zagubienia. – Pamiętajmy, by zadbać o wodę do tego celu i mieć dodatkowy, ale niewielki pojemnik na mycie. Najlepsza będzie miska – plastikowa lub składana silikonowa, łatwa w przechowywaniu. Mając miskę i gąbkę jesteśmy w stanie umyć się w litrze wody. A jej oszczędzanie podczas kryzysu jest bardzo ważne – mówi Paweł Frankowski.
Radzi też, by wyposażyć się w chusteczki nawilżone oraz zapas płynu do dezynfekcji, bo w kryzysie higiena rąk jest szczególnie istotna.
– Pamiętajmy także o zapasie worków, które w przypadku braku wody, możemy użyć nakładając na toaletę, a następnie wyrzucając zawiązany worek – mówi.
– Na wsiach można wykopać sobie dołek w ogródku i zasypywać ekskrementy. Pamiętajmy, by nie robić tego w okolicach studni, bo może dojść do skażenia bakteriami coli. W mieście natomiast jest to absolutnie zakazane i mogłoby grozić wybuchem epidemii – ostrzega.
Plecak ewakuacyjny. Krótkofalówka to nie fanaberia
W rządowym poradniku bezpieczeństwa zaleca się także przygotowanie plecaka ewakuacyjnego. „Powinien go mieć każdy domownik, nawet dzieci” – czytamy.
Na liście rzeczy, które mają się w nim znaleźć są m.in. mata i śpiwór – co zdaniem survivalowców jest bardzo ważne. Poza żywnością, dokumentami, gotówką, lekami, źródłem energii, wymieniono także mniej oczywiste rzeczy jak mapa i alternatywna łączność (np. walkie-talkie).
Mapa w razie konfliktu, kiedy główne węzły komunikacyjne stają się celami ataków a nawigacja zawodzi, jest niezastąpiona. – Nie zawsze znamy alternatywne trasy np. udając się do rodziny – zwraca uwagę Marcin Surowiec.
W jego opinii także krótkofalówki w domowych zapasach nie są przesadą.
– Zapewniają komunikację niezależnie od infrastruktury. W sytuacji gdyby nie działały telefony i GPS-y, mamy dwa radiotelefony i możemy się niezależnie komunikować na określonym dystansie. Co więcej niektóre walkie-talkie mają opcję nasłuchu na normlanych falach radiowych, w ten sposób możemy zdobywać informacje podawane w mediach. Takie funkcje ma wiele podstawowych modeli – wyjaśnia.
Eksperci zgodnie przyznają: w sytuacji kryzysowej przygotowanie ma istotne znaczenie.
Jolanta Kamińska-Samolej (kontakt do autorki: jolanta.kaminska@firma.interia.pl)
Kosiniak-Kamysz w ”Graffiti” chwali prezydenta w sprawie Rady Pokoju Trumpa: To jest dobre posunięciePolsat NewsPolsat News
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
