Nowe ustalenia to efekt wspólnego projektu Uniwersytetu Morskiego w Gdyni i GPSPatron. Od czerwca do października 2025 r. ich badania były prowadzone ze specjalnej łodzi poruszającej się po Bałtyku, także w pobliżu morskiej granicy z rosyjskim obwodem królewieckim.
Jak czytamy w wydanym raporcie, zakłócenia stawały się silniejsze wraz ze zbliżaniem się łodzi do Rosji. Zmieniał się także ich charakter.
Podejrzane działania dotyczą wszystkich satelitarnych systemów, z których korzystają współczesne urządzenia lokalizacyjne. Na Bałtyku zagłuszany jest nie tylko amerykański system GPS, ale też europejski Galileo, chiński Beidou i rosyjski GLONASS.
— Te wyniki nie są niespodzianką — mówi Onetowi Krasimir Hristov, specjalista z firmy GPSPatron. — Systemy nawigacyjne odgrywają ogromną rolę we współczesnym świecie, więc prędzej czy później musiały stać się celem ataku. Szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę obecną sytuację geopolityczną — dodaje.
Analiza zebranych informacji prowadzi do wniosku, że zakłócenia wytwarzane są przez cztery różne urządzenia, umieszczone w różnych lokalizacjach. Ich działania są jednak koordynowane: cały system włącza i wyłącza się w tym samym czasie.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Uzyskane przez nas dane wskazują na użycie wojskowej technologii. Wykresy zakłóceń są jak odcisk palca. Z pewnością wykorzystywane są analogowe, a nie cyfrowe narzędzia — dodaje Hristov.
— Działa to w ten sposób: zaczyna się od nadania silnego szerokopasmowego sygnału blokującego odbiornik. Odbiornik traci zwykły sygnał GPS i przechodzi w tryb wyszukiwania. Wtedy nadawany jest fałszywy sygnał, podszywający się pod ten prawdziwy. Odbiornik go znajduje i zaczyna polegać właśnie na nim. To bardzo niebezpieczne, bo daje użytkownikowi fałszywe poczucie, że wszystko jest w porządku — tłumaczy ekspert.
Badania wskazują lokalizacje urządzeń. Jedna z nich to zamknięte rosyjskie miasto
Współautor badań dr Jarosław Cydejko z Wydziału Nawigacyjnego Uniwersytetu Morskiego w Gdyni wyjaśnia, że zakłócenia są obserwowane w Zatoce Gdańskiej od 2024 r. Stojąca za nimi technika się zmienia. — Najogólniej mówiąc, staje się bardziej zaawansowana — zaznacza dr Cydejko.
— Na początku to był tylko jamming [zagłuszanie sygnału — red.]. Ubiegły rok przyniósł także spoofing [emitowanie fałszywego sygnału podszywającego się pod ten prawdziwy — red.]. Widzimy pogarszanie się sytuacji. Spoofing jest bardziej perfidny. Bardziej nieuważny użytkownik może zostać oszukany co do swojej pozycji.
— Nie widziałem wcześniej czegoś takiego na taką skalę. Spoofing to nie jest technologia, do której ma dostęp pierwszy lepszy radioamator — dodaje naukowiec.
Uniwersytet Morski w Gdyni przeprowadził dalsze badania we współpracy z amerykańskim University of Colorado. Wykorzystywały one kilka punktów pomiarowych, co pozwoliło na dokładne wskazanie na mapie źródeł problemów.
— Urządzenia zakłócające są zlokalizowane w obwodzie królewieckim — nie ma wątpliwości dr Cydejko. — Znamy konkretne miejsca, w których znajdują się te instalacje. To wybrzeże obwodu, miejscowości Bałtyjsk i Okunewo.

Bałtyjsk i Okunewo na mapie obwodu królewieckiegoGoogle Maps
Położony na Mierzei Wiślanej Bałtyjsk jest najbardziej wysuniętym na zachód miastem całej Federacji Rosyjskiej, a przy tym wysoce zmilitaryzowanym ośrodkiem. To właśnie w nim znajduje się w nim baza rosyjskiej Floty Bałtyckiej. Wciąż pozostaje zamkniętym miastem, do którego obcokrajowcy mają zakaz wstępu.
Na Bałtyku trwa gra w kotka i myszkę
Badacze zwracają uwagę, że działanie tajemniczych urządzeń może stanowić problem dla ruchu morskiego. To na podstawie lokalizacji satelitarnej statki raportują swoje położenie w specjalnym systemie AIS, dzięki czemu są widoczne dla innych jednostek. AIS na całym świecie jest podstawą unikania kolizji i wypadków na morzu.
Raport Uniwersytetu Morskiego w Gdyni i GPSPatron wskazuje na szczególne przypadki „teleportacji” statków. W okresach działania zakłóceń jednostki w systemie AIS pokazywały się w odległych częściach Bałtyku, a nawet na lądzie. Przykładowo, statek stojący w gdyńskim porcie raportował swoje położenie 150 km dalej, na wodach znajdujących się na północ od rosyjskiego Królewca.
Jak wpływa to na bezpieczeństwo żeglugi? — Ludzie przyzwyczaili się do tego, że GPS jest zawsze i wszędzie. Niestety kompetencje nawigatorów w zakresie alternatywnych metod trochę zwietrzały — odpowiada dr Cydejko. — Natomiast załogi wiedzą już, że takie zakłócenia występują w Zatoce Gdańskiej i trzeba tu być bardziej czujnym, tak jak np. podczas mgły. Mogą korzystać ze znaków nawigacyjnych i radarów. Zresztą i tak zawsze powinny to robić. Bez sygnału GPS też można bezpieczenie nawigować.
— Musimy nadal obserwować sytuację, ale też zacząć stosować lepszy sprzęt na statkach — dodaje ekspert z Uniwersytetu Morskiego w Gdyni. — Lepsze, bardziej nowoczesne anteny mogą zapewniać odporność odbiorników na fałszywe sygnały. Wreszcie trzeba budować alternatywne dla GPS systemy nawigacji. Istnieją już rozwiązania, które są odporne na zakłócenia.
Podobne spojrzenie ma Krasimir Hristov z GPSPatron. — Na Bałtyku widzimy elektroniczną grę w kotka i myszkę — mówi. — To jak wirus i antywirus. Pojawiają się nowe sposoby obrony, a zaraz potem technologia idzie do przodu i mamy nowe metody zakłócania. To bezustanna ewolucja.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: marcin.terlik@redakcjaonet.pl