W założeniu Trumpa Rada Pokoju ma się stać konkurencją dla ONZ. Niezaprzeczalną różnicą będzie przywództwo. Bo — jakżeby inaczej — Radą Pokoju będzie kierować on sam. Zaproszenia członkowskie Trump wystosował do przywódców ponad 50 państw, w tym Putina i jego wasala Aleksandra Łukaszenki. Obaj się zgodzili. Nie ma nic za darmo: wieść globalna niesie, że za członkostwo trzeba zapłacić symboliczne wpisowe w wysokości 1 mld dolarów. Ale co to dla cara Rosji i traktorzysty z Białorusi.

W ostatnich dniach pan Karol miał z powodu zaproszenia do Rady nietęgą minę. Nie chodzi nawet o kasę, której mu Tusk nie da. Bardziej chodzi o towarzystwo. Wszak niedawno prezydent odwołał spotkanie z premierem Węgier Viktorem Orbanem tylko dlatego, że wcześniej Orban poleciał do Moskwy na audiencję u Putina.

A teraz miałby Nawrocki zasiadać z Putinem w tym organie o groteskowej nazwie, ryzykując, że trzeba będzie się z nimi obściskiwać tak, jak Trump?

Władimir Putin i Donald Trump na AlasceThe White House / PAP

Władimir Putin i Donald Trump na Alasce

Ale z drugiej strony odmówić swemu amerykańskiemu protektorowi — to ryzyko. Tym bardziej że Don wpadał w szał za każdym razem, gdy ktoś mu odmawiał uczestnictwa w Radzie Pokoju. Weźmy takiego prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Gdy odmówił, to Trump zagroził, że wprowadzi 200 proc. cła na francuskie wina i szampana.

A potem, występując na Forum Ekonomicznym w Davos, drwił z Macrona, który ze względów zdrowotnych występował w okularach słonecznych. „Widzieliście Emmanuela w jego pięknych okularach przeciwsłonecznych. Co tu się do diabła stało?”

Nawrocki dzwoni do Tuska. Musiał być w niezłych nerwach, wszak wcześniej gardził odbieraniem połączeń od premiera

W tej sytuacji Nawrocki nagle sobie przypomniał, że w Polsce za politykę zagraniczną odpowiada rząd. Dokonał tego przełomowego odkrycia po pół roku kadencji, które spędził na dowodzeniu, że to on ma szczególne relacje z amerykańskim Donem, uprawniające go do budowania stosunków z Ameryką i kreowania polityki bezpieczeństwa.

Nagle, w obliczu zaproszenia do Rady z Putinem, to wszystko uległo fundamentalnej zmianie. I — cóż za gest! — prezydent zwrócił się do premiera i do MSZ z wnioskiem o opinię na temat członkostwa Polski w Radzie Pokoju. Do Tuska nawet zadzwonił, co dowodzi, że był w niezłych nerwach, wszak wcześniej gardził odbieraniem połączeń od premiera.

Doskonale wiedział pan prezydent, jaka będzie odpowiedź. I taka była. Premier mu przypomniał, że przystąpienie Polski do organizacji międzynarodowej wymaga zgody rządu i ratyfikacji przez Sejm. Zaś MSZ — rekomendował Nawrockiemu, żeby trzymał się od budowy pokoju z Trumpem i Putinem jak najdalej.

Karol Nawrocki i Donald TuskSupernak Paweł / PAP

Karol Nawrocki i Donald Tusk

Żeby nie było za miło, publicznie pan prezydent zbeształ MSZ. Narzekał, że jemu, prezydentowi Najjaśniejszej, odpisał urzędnik zbyt niskiej rangi. — Jedyny formalny dokument, jaki dostaliśmy z MSZ, to opinia wicedyrektora — stwierdził. — Opinia jednego z wicedyrektorów jednego z departamentów Ministerstwa Spraw Zagranicznych to trochę mało, jak na moment, w którym zmienia się pewna geopolityka świata i powstaje nowa organizacja międzynarodowa. Jest to nie do końca poważne — stwierdził.

To teatrzyk dla mas, bo dokładnie takiej samej rangi urzędnik Kancelarii Prezydenta przysłał wniosek do MSZ. Harda publiczna reakcja ma odwrócić uwagę od meritum — a meritum jest takie, że opinia rządu jest Nawrockiemu wielce miła. Bo może się nią ochronić przed gniewem Trumpa.

Chwali więc nasz pan prezydent publicznie Radę Pokoju. Strofuje liderów innych państw, którzy krytykują Trumpa. Ale po cichu oddycha z ulgą.

Ostatecznie Nawrocki pojawił się na uroczystości inauguracyjnej Rady Pokoju, ale jako gość, bo niczego nie podpisał. Wśród członków-założycieli był tylko jeden przywódca kraju członkowskiego UE — Orban.

Nawrocki: — Udział Polski w Radzie Pokoju jest ważny i potrzebny, natomiast tego typu porozumienie międzynarodowe musi przejść całą procedurę konstytucyjną, co było tematem rozmowy z prezydentem Donaldem Trumpem i zostało przyjęte z wielkim zrozumieniem.

Trump: — Karol wykonuje świetną pracę. Ale musi zdobyć zgodę.

Tusk: — Cieszę się, że moja opinia, którą bezpośrednio przekazałem prezydentowi, została zrealizowana.

Zapomniane śmierci żołnierzy z Europy. Trump twierdzi, że unikali walki w Afganistanie

Gdy już Nawrocki odetchnął z ulgą, że nie będzie musiał przybijać „piątki” z Putinem, to jego amerykański protektor wywinął kolejny numer. W szale krytyki sojuszników z NATO — to już nałogowe u złotowłosego — przekroczył kolejną granicę. W trakcie wywiadu udzielonego stacji Fox News bagatelizował zaangażowanie sojuszników podczas operacji w Afganistanie. — Nigdy ich nie potrzebowaliśmy. Tak naprawdę nigdy ich o nich nie prosiliśmy. Mówią, że wysłali żołnierzy do Afganistanu i to prawda. Ale pozostali nieco z tyłu, nieco z dala od linii frontu — stwierdził Trump.

Reakcje w Europie były ostre. Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, wspominając 457 brytyjskich żołnierzy, którzy zginęli w Afganistanie, oznajmił: — Uważam wypowiedź prezydenta Trumpa za obraźliwą i, szczerze mówiąc, skandaliczną. Nie dziwi mnie, że przysporzyła tak wiele bólu bliskim tych, którzy zginęli lub zostali ranni.

Giorgia Meloni, Donald Trump i Keir StarmerThe Presidential Office of Ukraine / PAP

Giorgia Meloni, Donald Trump i Keir Starmer

Ba, Trumpa zaatakowała nawet premierka Włoch Giorgia Meloni — czyli europejska sojuszniczka PiS. „Włoski rząd przyjął ze zdumieniem wypowiedzi prezydenta Trumpa. Niedopuszczalne są słowa, które umniejszają wkład państw NATO w Afganistanie”. Włosi stracili tam 53 żołnierzy.

Nawrocki długo milczał. Wreszcie napisał w serwisie X parę okrągłych zdań.

„Nie ma wątpliwości, że Polscy żołnierze to Bohaterowie. Zasługują na szacunek i słowa podziękowania za ich służbę. W Afganistanie poległo 44 odważnych Polaków: 43 żołnierzy i cywil. Na zawsze zostaną w naszej pamięci!”.

Tusk nie mógł nie skorzystać z takiej okazji. Zaproponował Nawrockiemu i Jarosławowi Kaczyńskiemu — który także nie jest w stanie skrytykować Trumpa za tę wypowiedź — aby wstali z kolan. To nawiązanie do opowieści polityków PiS, że za ich czasów polska polityka zagraniczna wstała z kolan.

Jarosław Kaczyński i Karol NawrockiTomasz Gzell / PAP

Jarosław Kaczyński i Karol Nawrocki

Nawrocki odpowiedział Tuskowi znacznie szybciej niż Trumpowi. „Wolne żarty, Panie Premierze — trzecią dekadę Pan klęczy, od Berlina po Brukselę. W Moskwie też się zdarzało…”

Tak jakoś się składa, że pan prezydent odgryza się tylko jednemu Donaldowi.

Nawrocki chce położyć swe muskularne łapy na mundurówce

Są tacy, którzy uważają, że w sprawie Rady Pokoju Tusk i Nawrocki po cichu się dogadali. Każdy odgrywa jakąś rolę wobec swego elektoratu. Tusk jest krytyczny wobec pomysłów Trumpa i przypomina prezydentowi, że to rząd podejmuje decyzje. A Nawrocki chwali Radę Pokoju i krytykuje MSZ. A w finale Polski nie ma przy stole z Trumpem i Putinem, bo premier i prezydent tego nie chcą.

Donald Tusk i Karol NawrockiAdam Warżawa / PAP

Donald Tusk i Karol Nawrocki

Taki taktyczny sojusz nie jest wykluczony, co nie zmienia faktu, że wojna między prezydentem a rządem wciąż się toczy. Ba, zajmuje coraz to nowe — i coraz bardziej wrażliwe — obszary.

My, w „Stanie Wyjątkowym” już dawno zauważyliśmy oznaki tego, że Nawrocki chce położyć swe muskularne łapy na mundurówce.

Sygnałów było wiele. Próbował wzywać szefów specsłużb na operatywki — mimo że podlegają premierowi. Blokował awanse oficerskie w ABW i SKW, by pokazać funkcjonariuszom, od kogo zależą ich kariery. Powoływał generałów w armii — ale w ramach dealu z wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. WKK musiał za swoich generałów zapłacić nominacjami dla ludzi Nawrockiego — dla przykładu kolejną gwiazdkę dostał gen. Michał Sprengel, ulubieniec Sławomira Cenckiewicza, szefa prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Generał w przeszłości służył w Wojskowych Służbach Informacyjnych, oficjalnie znienawidzonych przez PiS — ale szkoda czasu na szukanie w tym logiki. Widocznie był Wallenrodem z WSI.

Karol Nawrocki i Władysław Kosiniak-KamyszRafał Guz / PAP

Karol Nawrocki i Władysław Kosiniak-Kamysz

Ale najpoważniejsza wojna wybuchła właśnie teraz. A zaczęło się od lexusa premiera. Ów srebrzystoszary japoński bolid został skradziony we wrześniu minionego roku.

Złodziej szybko został znaleziony, co nie jest dziwne, skoro ukradziona fura należała do szefa rządu.

Ale — umówmy się — to, że złodzieje gwizdnęli auto premierowi to gigantyczna wpadka jego ochrony. Prości złodzieje aut pokazali, jak łatwo zbliżyć się do premiera. Nie musieli kraść auta, mogli je uszkodzić tak, by premier uległ wypadkowi. Mogli założyć w nim podgląd i podsłuch. Mogli podłożyć materiały wybuchowe. Mogli podrzucić narkotyki. Mogli zrobić wszystko.

Nie ma się co dziwić, że szef MSWiA Marcin Kierwiński — który nadzoruje Służbę Ochrony Państwa, pilnującą VIP-ów — się wściekł. Z miejsca wysłał na urlop dowódcę SOP gen. Radosława Jaworskiego.

Radosław JaworskiRadek Pietruszka / PAP

Radosław Jaworski

I tu zaczyna się gra prezydenta. Ponieważ na początku roku kadra kierownicza SOP ujęła się za Jaworskim, domagając się jego powrotu, Nawrocki postanowił to wykorzystać. Gdy w ostatnich dniach Kierwiński pofatygował się do prezydenta, by prosić go o wymaganą prawem zgodę na dymisję generała, usłyszał odmowę. Prezydent machnął ręką na oskarżenia Kierwińskiego pod adresem generała — narażenie Skarbu Państwa na utratę blisko 1 mln zł w związku z nienaliczaniem kar umownych firmie, od której SOP kupił samochody, zastrzeżenia do planów działań wobec osób ochranianych oraz przyjęcie do pracy funkcjonariusza skazanego za prowadzenie auta po alkoholu.

Donald Tusk i Marcin KierwińskiArtur Reszko / PAP

Donald Tusk i Marcin Kierwiński

To ewidentna próba zbudowania przez Nawrockiego nieformalnych wpływów w SOP — prezydent chce się pokazać najważniejszym oficerom jako gwarant ich bezpieczeństwa.

A SOP to służba kluczowa z punktu widzenia najważniejszych ludzi w państwie. Przypomnijmy, że na początku 2024 r. — tuż po zmianie władzy — to funkcjonariusze SOP z ochrony prezydenta Andrzeja Dudy umożliwili policji wejście do Kancelarii Prezydenta i zatrzymanie ukrywających się tam przed odsiadką posłów PiS Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Duda uznał wówczas, że sopiści go zdradzili. Nawrocki nie chce być zdradzony, wręcz przeciwnie.

Mariusz Kamiński, Maciej WąsikSupernak Paweł / PAP

Mariusz Kamiński, Maciej Wąsik

Nie mamy wątpliwości — po armii i po SOP przyjdzie czas na inne służby. Pamiętać należy, że Nawrocki ma niejasne kontakty z ludźmi służb sprzed prezydentury. Raz się przypadkiem wygadał — gdy opowiadał o swym nałogu. Stwierdził wówczas, że zażywać snusy nauczyli go „koledzy ze służb”. A, umówmy się, snusowanie nie było raczej główną osnową tych kontaktów.

Tajny czat Hołowni i jego ludzi. Znamy jego treść

Kontakty z panem prezydentem oraz z jego promotorem Jarosławem Kaczyńskim nie wyszły na dobre Szymonowi Hołowni. Jego partia się rozpada, a brutalność wojny wewnętrznej jest niewyobrażalna. W Polsce 2050 dzieje się tyle, że moglibyśmy wypełnić tym cotygodniowe wydanie słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy”.

Skupmy się jednak na tym, co nas najbardziej pociąga — walce o władzę i pieniądze.

Pod koniec ubiegłego roku Szymon Hołownia zapowiada, że nie wystartuje w kolejnych wyborach na przewodniczącego założonej przez siebie partii. Czuje się przegrany: porażka w wyborach prezydenckich, utrata fotela marszałka Sejmu, fiasko starań o posadę Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców. W tej sytuacji do wyścigu o przywództwo stają: ministra funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, ministra środowiska Paulina Hennig-Kloska, posłanka Joanna Mucha oraz posłowie Ryszard Petru i Rafał Kasprzyk.

Paulina Hennig-Kloska, Szymon Hołownia, Katarzyna Pełczyńska-NałęczMarcin Obara / PAP

Paulina Hennig-Kloska, Szymon Hołownia, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz

Tyle oficjalnie. Bo to, co ciekawsze, dzieje się z daleka od niepożądanych oczu. Otóż 31 grudnia Hołownia zakłada na jednym z komunikatorów grupę „2026”. Zaprasza do niej 12 najbardziej zaufanych posłów i ministrów Polski 2050. W partii mówi się o nich „szymonici” — ludzie bezwarunkowo lojalni wobec lidera.

Z korespondencji jasno wynika, że omawiany jest tam pomysł storpedowania wyborów i znalezienia sposobu, by Hołownia dalej kierował partią — nawet bez mandatu z wyborów.

To ważny moment — właśnie pod koniec roku Hołownia zaczyna coraz częściej utyskiwać swoim ludziom, że popełnił błąd, rezygnując ze startu w wyborach.

Szymon Hołownia i Marta Cienkowska (przy mikrofonie)Supernak Paweł / PAP

Szymon Hołownia i Marta Cienkowska (przy mikrofonie)

Na czacie „szymonitów” inicjatorką dyskusji na ten temat jest ministra kultury Marta Cienkowska. Od 3 stycznia kilkakrotnie wraca do tematu, pytając wprost:

„Nie da się przesunąć tych wyborów na świętego nigdy? Albo wywalić tych wszystkich cudownych walczących ze sobą kandydatów na zbity pysk?”

Wiadomość Marty CienkowskiejOnet / Onet

Wiadomość Marty Cienkowskiej

Poseł Kamil Wnuk wyraża obawy o odbiór takiego ruchu. Cienkowska je bagatelizuje: „Je**ć przychylne media. Jak zmienimy zarząd i się weźmiemy do roboty, to wszyscy zapomną o tej napi**dalance i planowanym przewrocie”.

Wiadomość Marty CienkowskiejOnet / Onet

Wiadomość Marty Cienkowskiej

Szybko powstaje konkretny scenariusz działania, którego autorem jest poseł Bartosz Romowicz, z wykształcenia prawnik. Wedle planu, najpierw Rada Krajowa partii uchyla własną uchwałę o głosowaniu internetowym, powołując się na „możliwe nieprawidłowości w trybie głosowania online”.

Szymon Hołownia, Bartosz RomowiczMarcin Obara / PAP

Szymon Hołownia, Bartosz Romowicz

W drugim kroku Rada Krajowa zobowiązuje zarząd do zwołania w ciągu 90 dni stacjonarnego zjazdu krajowego — z możliwością zgłaszania nowych kandydatów, w tym Hołowni. A do czasu wyborów partią zarządza Hołownia.

Wiadomość Bartosza RomowiczaOnet / Onet

Wiadomość Bartosza Romowicza

Plan spotyka się z entuzjazmem. Niektórzy idą jeszcze dalej. Szef klubu Polski 2050 Paweł Śliz deklaruje: „Gotowy jestem zmniejszyć klub”, a po chwili doprecyzowuje: „Wypie**olić wszystkich złych ludzi”.

Sam Hołownia jest bardziej powściągliwy. 3 stycznia wieczorem ostrzega:

„Mnie na pewno nie interesuje sytuacja »Hołownia kurczowo walczy o stołek rozpaczy, bo wszystkie już przegrał«. To musi być inicjatywa oddolna z jasnym kontekstem”.

Wiadomość Szymona HołowniOnet / Onet

Wiadomość Szymona Hołowni

Dzień później pisze wprost do Cienkowskiej: „Samo odłożenie wyborów jest sygnałem: tam już jest taki burdel, że nie ma co zbierać”.

SMS Szymona HołowniOnet

SMS Szymona Hołowni

Plan ostatecznie upada, bo Hołownia nie decyduje się na otwarte starcie i nie dogaduje się z kandydatami w sprawie ich wycofania. 10 stycznia odbywają się wybory. Do drugiej tury wchodzą Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz (277 głosów) i Paulina Hennig-Kloska (131 głosów).

Gdy Romowicz 3 stycznia pisze o „możliwych nieprawidłowościach w trybie głosowania online”, do wyborów pozostaje jeszcze ponad tydzień. Tymczasem 12 stycznia faktycznie dochodzi do awarii systemu w drugiej turze. To rodzi w partii podejrzenia, że problem techniczny mógł nie być przypadkowy.

W dodatku po awarii — zgodnie z wcześniejszym planem, opracowanym na czacie — „szymonici” wracają do ponownego forsowania pomysłu oddania Hołowni władzy na 90 dni.

Wtedy wybucha awantura na całego. Aleksandra Leo ujawnia zapisy rozmów z grupy „2026”, do której zaprosił ją sam Hołownia. Rada Krajowa zostaje przerwana, a „szymonici” ponoszą porażkę — delegaci decydują o powtórzeniu drugiej tury online, co utrudnia Hołowni drogę powrotu.

Aleksandra LeoTomasz Gzell / PAP

Aleksandra Leo

„Szymonici” ostro reagują. Śliz odwołuje Leo z funkcji wiceszefowej klubu, a jej miejsce zajmuje Romowicz. A Romowicz z miejsca ogłasza, że to Leo przygotowywała „pucz”, bo próbowała zwołać posiedzenie klubu Polski 2050, by wybrać nowych członków Rady Krajowej. Rada Krajowa ma wpływ na wybór zarządu, więc jej skład jest elementem wojny.

Śliz nie spieszył się z wyborem, bo w niepełnym składzie „szymonici” mieli większe wpływy. Leo próbowała ominąć jego blokadę.

Wojna domowa w Polsce 2050. Hołownia ma plan, jak przejąć władzę

W sytuacji wojny totalnej Hołownia ustawia się w roli tatusia i arbitra. Nawołuje do opamiętania. I oficjalnie ogłasza, że chce wrócić. — Najlepszym rozwiązaniem byłoby przesunięcie wyborów na znacznie odleglejszy termin i doprowadzenie do posprzątania sytuacji i zahamowania destrukcji ugrupowania. Ona zaszła zdecydowanie za daleko i przekroczyła już absolutnie wszystkie granice. To trzeba zakończyć. Jeżeli będą nowe wybory, to oczywiście wystartuję. Nie uchylę się od odpowiedzialności — mówi.

Musi jednak zakładać, że powtórka może się nie udać. Dlatego spotyka się z Pełczyńską-Nałęcz oraz Hennig-Kloską. Namawia je na to, by zostały współprzewodniczącymi partii. Z jednej strony wie, że to osłabi ich przywództwo i pozwoli mu zachować nieformalną kontrolę nad partią. Z drugiej — blisko współpracuje z Pełczyńską-Nałęcz i obawia się zwycięstwa Hennig-Kloski, a to jest możliwe, biorąc pod uwagę poparcie dla niej ze strony wszystkich przegranych kandydatów z pierwszej tury.

Tak naprawdę nie jest to wybór między jedną ministrą a drugą. To wybór między konfrontacją z Tuskiem (Hołownia i Pełczyńska-Nałęcz) a koalicją z Tuskiem w kolejnych wyborach (Hennig-Kloska). Na pewno w interesie Hołowni nie jest dogadanie się z Tuskiem — on Tuska nienawidzi i obwinia za rozpad Polski 2050, wierząc, że premier steruje niechętną mu grupą posłów.

Hołownia jest zbyt słaby, aby odzyskać niekwestionowane przywództwo, bo flirtowanie z PiS, antytuskowa retoryka i seria porażek zdewastowały jego pozycję wewnątrz partii.

Z drugiej strony wciąż jest na tyle silny, że może rzucać kłody pod nogi nowym władzom partii. Powtórzone wybory powinny się odbyć najdalej za tydzień, a nie ma żadnych przygotowań. Nieoficjalnie słyszymy, że Hołownia rozważa rozwiązanie siłowe: może dokonać czystki w klubie Polski 2050. Otwarcie mówi o wyrzuceniu Ryszarda Petru, ale na liście jest jeszcze kilkoro innych polityków, którzy zaleźli mu za skórę: posłanki Aleksandra Leo i Ewa Szymanowska, europoseł Michał Kobosko, poseł Rafał Komarewicz i senator Jacek Trela. Wyrzucenie ich zmieniłoby proporcje w Radzie Krajowej partii na korzyść „szymonitów” i umożliwiło przegłosowanie powtórki wyborów z panem Szymonem jako kandydatem na pana Szymona.

Choć sondaże nie dają Polsce 2050 szans na polityczne przetrwanie, stawka pozostaje wysoka. Partia dysponuje niemal 8 mln zł rocznego budżetu. Kto zachowa kontrolę nad szyldem, ten zachowa pieniądze — i pozycję do negocjacji koalicyjnych przed wyborami w 2027 r.