Powodem ogromnych nerwów były narty, które spadały tuż przed skokiem Mariusa Lindvika. Norweg musiał zejść z belki, a po chwili okazało się, że to sprzęt Domena Prevca. W związku z tym Słoweniec nie oddał swojej pierwszej próby, a jego kadra zapowiadała wycofanie sie, by potem zmianić zdanie. Zanim to się stało, panował chaos, o którym opowiada skoczek z Polski.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Oto kulisy chaosu w Oberstdorfie. Aleksander Zniszczoł był w jego epicetrum
Najpierw zaczął tłumaczyć się z nieudanych skoków na odległość 175 i 138 metrów. — Probówałem swoich sił, żeby oddać jak najlepszą próbę. Ostatnia poszła totalnie po ambicjach i poszedłem całą siłą w przód. Poszedłem do zeskoku…. — relacjonuje. Ma jednak coś na swoje usprawiedliwienie.
— Przed moim skokiem było duże nieporozumienie. Padło, że Timi Zajc nie skacze, czyli ja pierwszy, goniłem na dół, puściłem przedskoczka, a tu okazało się, że Słoweńcy skaczą. To było duże zamieszanie — podkreśla w rozmowie przed kamerą Eurosportu.
Dla stacji wypowiedzieli się też inni Polacy. Kamil Stoch czuje spory niedosyt, ale nie chce dramatyzować. — Ogólnie powiedziałbym , że mam niedosyt, bo w marzeniach był złoty medal i walka. Natomiast realia życiowe przynoszą nam zupełnie inne scenariusze, niż planujemy. Było przyjemnie, flow, dużo latania, przyjemności, ale i męczarnie, siłowanie się ze skokami — podsumowuje.
Maciej Kot nie zdołał oddać w niedzielę ani jednego, a liczył na to mimo tego, że nie znalazł się w składzie polskiej drużyny. — Walczyłem o to, by skakać nie jako przedskoczek, a w treningu nieoficjalnym ze skoczków, którzy nie startowali w serii oficjalnej. Trenerzy pytali, dzwonili także bezpośredni do Sandro Pertile, ale nie znaleźli na to czasu, szkoda — żali się rezerwowy skoczek. —Siedzenie i nic nie robienie nie było moim planem — dodaje.