Po wprost tragicznym występie ze Slavią w Pradze tym razem Lewandowskiemu przytrafił się występ trochę lepszy. Co wciąż nie jest zbytnią pochwałą. Może tym razem aż tak nie raził brakami w operowaniu piłką, ale za to notorycznie dawał się wyprzedzać rywalom.
To był wspólny mianownik wielu sytuacji z jego udziałem. Po podaniach kolegów jak spod ziemi wyrastał jeden z Davidów (Costas lub Carmo) i pierwsi dopadali do piłki. A gdy Lewandowski w końcu zdołał oswobodzić się spod opieki obrońców, nie był w stanie trafić w bramkę. Tak jak w 44. minucie po dośrodkowaniu Erica Garcii. W tej sytuacji i tak był spalony, nawet jeśli minimalny.
Miały też miejsce niedokładne podania kolegów, co przy ogólnej indolencji strzeleckiej sprawiało, że do przerwy Barcelona zaskakująco remisowała bezbramkowo z zajmującym ostatnie miejsce w tabeli Realem Oviedo. Jeszcze większą sensacją było to, że goście mieli na koncie więcej strzałów, w tym celnych.
Obraz gry w wykonaniu Lewandowskiego nie zmienił się zbytnio po zmianie stron. Nie minęły dwie minuty drugiej połowy, a Polaka uprzedził Costas, a w kolejnej akcji Sibo. A gdy po chwili zupełnie niepilnowany wyskoczył do dośrodkowania Raphinhi, nie zdołał dobrze uderzyć piłki głową.
Później miał jeszcze dwie okazje. Z Costasem u boku uderzył głową prosto w bramkarza. Podobnie wykończył ostatnią akcję w meczu. A wydawało się, że po zagraniu Roony’ego Bardghjiego dopełni formalności w sytuacji sam na sam z Aaronem Escandellem.
Oto recepta na pozostanie Lewandowskiego na Camp Nou
Na swoją obronę Lewandowski ma na pewno fakt, że i inni ofensywni piłkarze Barcelony mieli w tym meczu kłopoty. Tyle że ostatecznie każdy z nich po przerwie nie tylko strzelił po golu, ale na dodatek Yamal i Olmo wznieśli się na wyższy poziom.
Raphinha nie był w tym meczu aż tak eksplozywny, ale na jego szczęście Hansi Flick ściągnął go niedługo po tym, jak trafił do siatki. Na nieszczęście Lewandowskiego nie miał za bardzo kogo za niego wprowadzić. I z każdą minutą Polak był coraz mniej aktywny. A po 73. minucie, gdy Yamal ustalił wynik spotkania, tempo gry już całkiem siadło.
Lewandowski jest jednak w takim położeniu, że nie powinien szukać wymówek dla swojej nie najlepszej gry, tylko uwypuklać cechy, które mogą przemawiać za pozostawieniem go na Camp Nou. Łatwiej to robić, gdy wchodzi się w końcówkach spotkań, a nie haruje od początku z twardo grającymi rywalami.
FC Barcelona — Real Oviedo 3:0. Skrót meczu:
Nikt już chyba nie ma złudzeń, że jeśli Lewandowski ma przyszłość w Barcelonie, to jako rezerwowy. Bo jeśli już na tym etapie sezonu odstaje fizycznie, i to po rozegraniu 43 proc. możliwych minut, trudno oczekiwać, że w kolejnych rozgrywkach będzie pod tym względem lepiej.
Powrót rywala wybawieniem
Nie będzie żadną przesadą stwierdzenie, że Polak nie wykorzystał kłopotów zdrowotnych rywala do miejsca w składzie. Nawet jeśli to Ferran Torres jest pierwszym napastnikiem, Lewandowski nie wywarł na nim większej presji.
Paradoks polega jednak na tym, że powrót Hiszpana do gry to dla Polaka wręcz zbawienna informacja. W ostatnim czasie i tak się zaharowywał, a skoro nie przynosiło to oczekiwanych rezultatów, niech pomęczą się teraz inni.
Pozostaje mieć tylko nadzieję, że jeśli Lewandowski na boisku się pojawi, to z podobnym skutkiem, co w niedawnym finale Superpucharu Hiszpanii. Za takie występy jak ostatnio dziękujemy. A na koniec sezonu mogą za nie podziękować Lewandowskiemu. Już definitywnie.