Kamil Wolnicki: Adam, od którego pożaru zacząć? Gdzie nie spojrzę, to coś płonie. Nasi skoczkowie wypadli katastrofalnie w mistrzostwach świata w lotach, obok toczy się awantura o powołania do kadry narciarek alpejskich i zarzuty do Polskiego Związku Narciarskiego.

Adam Małysz: Straszne zamieszanie. Zawsze przed igrzyskami są jakieś jaja, teraz też, a do tego nie ma wyników. W efekcie wszystko urosło i trudno to tłumaczyć tak, żeby każdy wysłuchał.

Spróbujmy i weźmy na początek skoczków. Ósme miejsce drużyny i wybitnie słabe skoki trzech z czterech członków drużyny. Jak to wytłumaczysz?

Było słabo, bez dyskusji, ale widzieliśmy już w konkursie indywidualnym, że na to się zanosi. Tylko Piotrek Żyła skakał w finale i w konkursie drużynowym potwierdził, że jest w najlepszej formie. Tak generalnie to były jednak dla nas bardzo kiepskie mistrzostwa.

Zapytaliśmy Adama Małysza o decyzję Macieja Maciusiaka

Kiepskie, a do tego i tutaj jest wiele głosów zdziwienia, że trener Maciej Maciusiak widział marną formę Dawida Kubackiego i Olka Zniczoła, a i tak wystawił ich w drużynie zamiast Maćka Kota. Trener mówił ci, skąd taka decyzja? Gdyby Kot dostał szansę, to chociaż nie siedziałby bez sensu w tym Oberstdorfie.

Nie rozmawiałem z Maćkiem, bo miałem w tym czasie inne problemy, do których pewnie przejdziesz. Podsumowując jednak, to tak wybrali trenerzy i ja nie chciałbym się teraz wypowiadać w kontrze do ich decyzji. Są najbliżej zawodników i ufam, że wiedzą, co robią. Inna sprawa, że zawsze ktoś będzie się czuł pokrzywdzony. Szczególnie, gdy wybierasz z zawodników na podobnym poziomie.

Poziom w drużynie był taki, że skok na 180 metrów na mamucie zaczęliśmy uważać za przyzwoity. Szczerze mówiąc, wyglądało to dramatycznie.

Niestety tak to wyglądało. Na pewno nie napawa to optymizmem przed igrzyskami. Trzeba jednak wierzyć, że jeszcze coś się da poprawić, troszkę czasu zostało. Muszą walczyć, żeby się pozbierać.

Z kadrowiczów na igrzyska, to w Oberstdorfie był tylko Kamil Stoch, który aktualnie jest tylko cieniem samego siebie.

Wydawało się, że ten sezon będzie zupełnie inny, były ku temu podstawy. Odkąd jednak wpadł w kryzys, to jest totalnie zdołowany i to widać po jego skokach i samopoczuciu.

Czyli wszystko w nogach i głowie 18-letniego Kacpra Tomasiaka.

Gdybyśmy patrzyli na to z perspektywy ostatnich występów, to tak wygląda, ale w skokach cuda się zdarzają. Jest też coś jeszcze w tym sporcie, bo sytuacja może się zmienić z dnia na dzień. Popatrz na Karla Geigera, dopiero co właściwie go nie było, nie liczył się, a w Oberstdorfie zaczął całkiem fajnie skakać. Czasem wystarczą dwa czy trzy dobre skoki i dalej już idzie.

Adam Małysz bije się w pierś. „Związek popełnił błąd”

Mamy więc ustalone: w skokach czekamy na cud. A czemu obok trwa awantura o narciarki alpejskie. Zarząd związku w kadrze umieścił Nikolę Komorowską, chociaż według waszych własnych zasad powinna tam być Aniela Sawicka. W efekcie rozpętała się burza, Nikola sama ogłosiła, że rezygnuje, a związek ogłosił, że zmienia zdanie.

Powinna pojechać Aniela Sawicka, tak wynika z rankingów i tyle. Trzeba przyznać i głośno powiedzieć, że związek popełnił błąd. A właściwie zarząd, bo zarząd zagłosował za Komorowską. Faktycznie mogłaby startować w większej liczbie konkurencji, ale są zasady. Jeszcze raz: zarząd popełnił błąd i teraz próbuje to naprawić. To wszystko nie było potrzebne. Zresztą ostrzegał przed tym, co się stało sekretarz związku, a i tak wbrew temu większość zagłosowała tak, jak zagłosowała. Teraz obie dziewczyny są pokrzywdzone i się nie dziwię, że się źle z tym wszystkim czują.

Aniela SawickaAniela Sawicka (Foto: Grzegorz Momot / PAP (zdjęcia) – PS.Onet.pl)

Jesteś prezesem tego związku, który doprowadził do tej sytuacji. Sam wstrzymałeś się od głosu w sprawie alpejek. Żałujesz tego?

Wstrzymałem się i trochę żałuję, że to zrobiłem. Tylko teraz daj mi wyjaśnić. Od początku uważam, że o składzie powinien decydować trener. Tu sytuacja jest jednak taka, że trener jeździ na Puchary Świata z Maryną Gąsienicą-Daniel, a pozostałe dziewczyny właściwie mało zna. Nie mamy kadry w narciarstwie alpejskim, która trenowałaby razem. Do składu powinna być wybrana więc ta, która spełniła warunki. Stało się inaczej, więc właściwie nie dziwię się szumowi, który powstał. Poprosiliśmy, żeby jeszcze raz członkowie zarządu zagłosowali. Część zmieniła zdanie, część się wstrzymała.

Brzmisz, jakbyś miał dość Polskiego Związku Narciarskiego.

Czasem mam wszystkiego dość, ale odpowiem inaczej. W związku jest masa świetnych ludzi, pracowników, którzy dbają o PZN każdego dnia. Pracować z nimi to przyjemność. Są też jednak wokół ludzie, którzy się nie znają, a decydują o różnych sprawach. I to jest przykre.

Na wiosnę kolejne wybory. Będziesz się starał o kolejną kadencję?

Nie wiem, muszę się nad tym głęboko zastanowić. Zresztą musiałby mnie wystawić do wyborów któryś z okręgów.

Podejrzewam, że da się to ogarnąć. O ile będziesz chciał.

Pytanie, czy chcę? Na razie nie czas na rozmowę o tym, bo mamy ważniejsze rzeczy przed sobą. Najwcześniej zacznę o tym myśleć po igrzyskach, a najpewniej dopiero po sezonie.