Portugalska Federacja Piłkarska (FPF) zmaga się z konsekwencjami tzw. „sprawy Femacosa” – poinformował portal dziennika „Correio da Manha”.

Chodzi o mechanizm, w którym poprzednie kierownictwo FPF wypłacało wynagrodzenie selekcjonerowi Fernando Santosowi i jego asystentom nie jako pracownikom, lecz jako firmie świadczącej usługi – Femacosa.

ZOBACZ WIDEO: Wojna o ręcznik! Kuriozalne sceny w finale Pucharu Narodów Afryki

Pozwalało to na unikanie wysokich składek, co ostatecznie zostało zakwestionowane przez fiskusa i portugalski odpowiednik polskiego ZUS-u (Seguranca Social).

Federacja zobowiązała się już do natychmiastowej spłaty 2,6 mln euro długu za okres od grudnia 2021 roku (poprzedni dług się przedawnił). To jednak nie wszystkie wydatki, ponieważ do tej sumy zostaną doliczone odsetki za zwłokę oraz kary administracyjne. Szacuje się, że dodatkowe koszty przekroczą 500 tys. euro, co łącznie daje kwotę ponad 3 mln euro (ok. 13 mln złotych).

„Sytuacja jest o tyle dramatyczna, że te nieprzewidziane wydatki mogą wpędzić portugalską federację w straty na koniec roku budżetowego. FPF planowała zysk na poziomie 3,1 mln euro, który teraz niemal w całości zostanie pochłonięty przez dług Santosa” – komentuje „Correio da Manha”.

71-letni dziś Santos był selekcjonerem Portugalczyków w latach 2014-2022, zdobywając mistrzostwo Europy w 2016 roku.

W okresie od 24 stycznia do 13 września 2023 roku prowadził kadrę Polski. Został zwolniony w atmosferze wzajemnego rozczarowania po fatalnych wynikach i porażkach w eliminacjach Euro 2024 (z Czechami 1:3, z Mołdawią 2:3 oraz z Albanią 0:2).