Widzew się nie zatrzymuje. W ubiegłym tygodniu dopiął kolejne dwa transfery i ogłosił sprowadzenie Carlosa Isaaca oraz Emila Kornviga. Oprócz nich zimą do klubu dołączyli Osman Bukari, Christopher Cheng, Bartłomiej Drągowski oraz Lukas Lerager. A skoro każdy z nich od razu ma wskoczyć do wyjściowej jedenastki, to jednocześnie inni piłkarze muszą liczyć się z tym, że o grę będzie im trudniej niż dotychczas.

Na pierwszą myśl o tych, którzy ucierpią, przychodzą bramkarze Czerwono-Biało-Czerwonych. Już jesienią bramki Widzewa broniło trzech golkiperów, a jeden z nich — Rafał Gikiewicz — odszedł na zasadzie transferu medycznego do Zagłębia Lubin. Przez pozostałą część rundy tak naprawdę nie było wiadome, czy numerem jeden jest Maciej Kikolski, czy sprowadzony pod koniec letniego okna Veljko Ilić. W dużym skrócie i uproszczeniu — obaj miewali niezłe występy, ale przeplatali je prostymi błędami, za które zespół płacił punktami. Dlatego przy Piłsudskiego zadecydowano o konieczności pozyskania kolejnego bramkarza, a został nim Bartłomiej Drągowski, który tym samym wraca do Ekstraklasy po dziesięciu latach gry we Włoszech i Grecji.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

W normalnych okolicznościach można byłoby spodziewać się wypożyczenia Kikolskiego, w końcu mowa wciąż o zaledwie 21-letnim graczu. Tym bardziej że odejść nie może Ilić, ponieważ w tym sezonie wystąpił już w TSC Bačka Topola, a przepisy UEFA nie pozwalają na reprezentowanie trzech klubów podczas jednego sezonu. Tymczasem Widzew, również dzięki luksusowi finansowemu, przez wiosnę zamierza przejść z trzema golkiperami. Każdy z nich ma ambicje regularnej gry, ale zdecydowanym faworytem do tego jest Drągowski. — Mamy bardzo mocno obsadzoną pozycję bramkarza i jestem pewien, że będzie to wyłącznie z korzyścią dla drużyny. Silna rywalizacja pomaga i nakręca zawodników, dlatego wierzę, że Kikolski oraz Ilić też na niej skorzystają, a nie stracą — uważa doradca zarządu ds. sportu w Widzewie Dariusz Adamczuk.

Ciasno na bokach

W Łodzi mają również po trzech zawodników na prawą oraz lewą stronę obrony. Widzew przede wszystkim nie chciałby blokować rozwoju Marcela Krajewskiego, młodzieżowego reprezentanta Polski, który ma za sobą udaną rundę. Na prawej stronie 21-latek ma walczyć z Carlosem Isaakiem, który za milion euro został wykupiony z Cordoby. A to oznacza, że bardzo małe szanse na grę będzie miał Peter Therkildsen. W czerwcu Duńczyk podpisał nowy, dwuletni kontrakt z RTS. Jego atutem było to, że całkiem nieźle z konieczności radził sobie też na lewej flance, ale tam obecnie trener Igor Jovićević też ma w kim wybierać — są bowiem Christopher Cheng, Dion Gallapeni oraz Samuel Kozlovsky (ten ostatni w sparingach był sprawdzany w środku obrony).

Christopher ChengChristopher Cheng (Foto: Marcin Bryja / newspix.pl)

Adamczuk oraz Piotr Burlikowski (dyrektor ds. pionu sportowego) pracują nad sprowadzeniem środkowego defensora. Na razie o dwa miejsca w jedenastce rywalizują Ricardo Visus, Stelios Andreu oraz Mateusz Żyro. — To, że dołączają doświadczeni zawodnicy, którzy grali na arenie międzynarodowej, to ogromna wartość dla nas wszystkich. Poprzez wspólny trening z takimi piłkarzami sami się rozwijamy, rośnie nasza jakość czysto sportowa — mówi Żyro, którego ostatnio pytaliśmy, jak zapatruje się na wielkie zakupy klubu i wyraźny wzrost rywalizacji w drużynie.

Napakowana pomoc

Nie byłoby tak wielkich zakupów, gdyby lepiej sprawdziły się letnie transfery przeprowadzone przez poprzedniego dyrektora sportowego Mindaugasa Nikoličiusa. Jednym z najważniejszych piłkarzy pozyskanych przez Litwina miał być Lindon Selahi, ale w dotychczasowych 13 spotkaniach Albańczyk nie wyróżnił się niczym szczególnym. Błysnął tak naprawdę tylko raz — w październiku podczas domowego starcia z Radomiakiem (3:2), kiedy wszedł z ławki rezerwowych i „zdjął pajęczynę” z bramki rywala. Olbrzymim kłopotem 26-latka okazały się problemy zdrowotne, bo właśnie z ich powodu nie mógł ustabilizować formy i regularnie grać.

W pewnym momencie na jesieni pomocnik stracił miejsce na rzecz Szymona Czyża. Polak w letnim oknie transferowym nie został „odstrzelony” i po cichu wszedł do składu RTS. — Miałem przekonanie, że kiedy otrzymam szansę, niezależnie od tego, kto jest trenerem Widzewa, będę na nią gotowy — zapewniał w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” Czyż. Teraz zarówno on, jak i wspominany wcześniej Selahi będą musieli rywalizować nie tylko między sobą, ale też z Lukasem Leragerem i Emilem Kornvigiem. A przecież pewne miejsce w jedenastce i tak ma Juljan Shehu, czyli dotychczas bezapelacyjnie najlepszy piłkarz Widzewa w obecnym sezonie.

Interesująca pozostaje też kwestia, jaką rolę odgrywać będzie Fran Alvarez. Hiszpan zakończył rundę z pięcioma bramkami (drugi najlepszy wynik w zespole) oraz czterema asystami (najlepszy wynik razem z Shehu). Przy zmianie systemu i grą dwójką napastników pod koniec rundy 28-latek jednak ucierpiał i wylądował na ławce rezerwowych. W sparingu z Banikiem Ostrawa (3:2) Alvarez wystąpił natomiast właśnie jako jeden z dwóch snajperów u boku młodego Antoniego Klukowskiego.