ALBERTO BERTOLOTTO: Po pięciomeczowym zawieszeniu wrócił pan w styczniu do gry i natychmiast zanotował hat-tricka w wygranym ligowym spotkaniu z Cagliari. Jakie emocje towarzyszyły panu w trakcie tego starcia i po jego zakończeniu?
DANIEL MIKOŁAJEWSKI (NAPASTNIK PRIMAVERY PARMY): Przede wszystkim czułem ogromny głód goli. Ta pauza po czerwonej kartce była dla mnie bolesnym ciosem. Nie ma co ukrywać, w tak długim okresie można było zdobyć wiele bramek. Po pierwszym trafieniu powiedziałem sobie, że mam jeszcze dużo czasu, by strzelić kolejne. Tego głodu nie straciłem.
Kiedy po raz trzeci udało mi się znaleźć drogę do bramki rywala, szczęście było przeogromne. Po meczu wszyscy byli zadowoleni, zwłaszcza że w poprzednich pięciu starciach nie udało się zgromadzić wielu punktów.
Czy według pana był to najtrudniejszy okres w dotychczasowej karierze? Jak go pan przeżył?
Gdy dowiedziałem się, że jestem zawieszony na pięć meczów, początkowo przeżyłem szok. W klubie bardzo mi pomagali psychologowie i dyrektorzy. Rozmawiali ze mną i tłumaczyli, że w piłce nożnej takie dyskwalifikacje się zdarzają. Trzeba ciężko przepracować ten czas, żeby wrócić na boisko jeszcze mocniejszym i pokazać, że forma nie spadła. Trenowałem normalnie, ale wiadomo — brak możliwości rozegrania meczu, na który czeka się cały tydzień, jest bolesny dla piłkarza. Na szczęście to jest już za mną.
Do tej pory jest pan liderem strzelców Primavery z 15 trafieniami. Aż sześć bramek zdobył pan w ostatnich trzech meczach. Od początku sezonu znajduje pan drogę do bramki przeciwnika z łatwością. Zawsze wyróżniał się pan wspomnianą cechą, ale czym charakteryzuje się ten sezon, chyba najlepszy w pana karierze?
Myślę, że regularna praca nad strzałami na treningach powoduje, że nawet jedną sytuację w meczu potrafię zamienić na bramkę. Przede wszystkim to podejście do pracy zaowocowało golami. Dziś, jeśli mam jedną okazję na mecz, to potrafię ją wykorzystać.
Czy można więc śmiało stwierdzić, że czuje się pan lepszym piłkarzem niż cztery lata temu, kiedy wyjechał pan z Polski?
Myślę, że różnica w porównaniu do tamtego okresu jest kolosalna. Ten czas dał mi bardzo dużo — nauczyłem się wiele zarówno pod względem piłkarskim, jak i mentalnym. Zupełnie inaczej myślę dziś na murawie i poza nią. Zanim dołączyłem do Zagłębia Lubin [Mikołajewski był wypożyczony z Parmy w zeszłym sezonie], trenowałem przez miesiąc z pierwszą drużyną, do której zostałem włączony. Od tamtego momentu uważam, że bardzo mocno się zmieniłem, zwłaszcza jeśli chodzi o myślenie na boisku i zachowanie. Mogłem obserwować dobrych piłkarzy i wówczas starałem się nauczyć od nich jak najwięcej. Ponadto trenerzy, z którymi współpracowałem, bardzo mi pomagali.
Jeden z nich to Fabio Pecchia, z którym miał pan do czynienia po włączeniu do pierwszej drużyny.
Współpracowałem z nim półtora miesiąca i już w tym krótkim czasie widać było jego ogromny profesjonalizm. Ma bardzo dużą wiedzę na temat piłki. Wyciągnąłem coś od niego. Jeśli chodzi o obecnego szkoleniowca Nicolę Correnta, mogę powiedzieć, że mam z nim świetną relację. Widzimy się codziennie, rozmawiamy bardzo dużo i również znacznie mi pomaga.
Lorenzo Cattani, Sipausa / newspix.pl
Daniel Mikołajewski (z lewej) w Parmie
Jest pan bramkostrzelnym napastnikiem, jak również takim, dzięki któremu cała drużyna gra lepiej. Zgadza się pan z tym stwierdzeniem?
Myślę, że mogę się z tym zgodzić. Przede wszystkim trener daje mi wolną rękę — mogę przemieszczać się po boisku i szukać miejsca tam, gdzie w danym momencie uznam za najlepsze. To sprawia, że pojawiają się sytuacje bramkowe, które staram się wykorzystywać.
W jakich elementach gry może pan jeszcze poprawić swoje umiejętności?
Przede wszystkim w fizyczności, bo przeskok z piłki juniorskiej do seniorskiej jest ogromny. Na tym poziomie trzeba być mocno przygotowanym fizycznie, żeby radzić sobie w Serie A. Moje warunki są obecnie na dobrym poziomie, ale nadal mogę je poprawić, by jeszcze lepiej sprostać wymaganiom włoskiej elity.
Jakie są pana krótko— i długoterminowe cele?
Zacznę od tych pierwszych — chciałbym wygrać wszystko, co będzie możliwe. Zdobycie Pucharu Włoch z Primaverą to pierwszy cel. Ostatnio udało nam się pokonać Milan i awansować do ćwierćfinału. Oprócz tego celem jest wygranie ligi, ponieważ znajdujemy się w czołówce tabeli. Jeśli chodzi o moje cele indywidualne, chciałbym zostać królem strzelców i zdobywać jak najwięcej bramek. W dalszej perspektywie marzę o przejściu do pierwszego zespołu jeszcze w tym sezonie, debiucie w Serie A, a po nim otrzymywaniu coraz większej liczby szans na grę. Po to cztery lata temu przyjechałem do Włoch, aby regularnie występować w pierwszym zespole.
Jak odnajduje się pan w Parmie i ogólnie we Włoszech? Jak radzi pan sobie z językiem?
Parma nie jest bardzo dużym miastem, ale ma swój urok. Kiedy przyjeżdża do mnie rodzina, zawsze potrafi odpoczywać. Wszystko jest blisko, nie ma tłumów. Co do języka, początki były bardzo trudne. Gdy przeprowadziłem się do Parmy, nie znałem ani włoskiego, ani angielskiego — posługiwałem się tylko podstawowymi zwrotami. Z czasem poprawiłem swój poziom. Równocześnie uczyłem się też włoskiego i doszedłem na poziom, na którym myślę, że jestem w stanie spokojnie porozumiewać się z ludźmi.
Spotyka się pan regularnie z Adrianem Benedyczakiem, napastnikiem pierwszej drużyny?
Ostatnio częściej spotykamy się poza boiskiem. Jestem sam w Parmie i przyjeżdżam do nich, żeby spędzić wspólnie czas.
Czy poza Robertem Lewandowskim ma pan piłkarski wzór do naśladowania? Dwa sezony temu trenował pan z obecnym napastnikiem Interu Ange-Yoanem Bonnym.
Jest młodym piłkarzem, od którego wiele można się nauczyć, zwłaszcza jeśli chodzi o utrzymanie piłki i zdobywanie bramek. Cenię też napastników światowej klasy, takich jak Erling Haaland.