Film prezentuje prawdziwe wydarzenia. 29 stycznia 2024 r. wolontariusze Palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca odbierają telefon alarmowy. W Gazie, w samochodzie pod ostrzałem uwięziona jest sześcioletnia dziewczynka, która błaga o pomoc. Ratownicy, starając się utrzymać z nią kontakt, robią wszystko, by dotarła do niej karetka. Dziewczynka ma na imię… Hind Rajab.
Reżyserka Kaouther Ben Hania wykorzystała rzeczywiste nagranie głosu Hind i skonstruowała film rozgrywający się w jednej lokalizacji, w którym przemoc pozostaje poza kadrem. „To była świadoma decyzja. Bo obrazy przemocy są wszędzie — na naszych ekranach, w mediach społecznościowych, w telefonach” — mówi.
„Poczułam mieszankę bezsilności i przytłaczającego smutku”
„Głos Hind Rajab” został określony przez wielu widzów i krytyków najważniejszym filmem dekady, zaś wśród jego producentów znaleźli się między innymi: Brad Pitt, Joaquin Phoenix, Rooney Mara, Alfonso Cuarón i Jonathan Glazer, reżyser nakręconej w Polsce „Strefy interesów”.
„Wierzymy w każdy film, który bierzemy pod swoje dystrybucyjne skrzydła, tak jest i tym razem, ale tu dodatkowo mamy pewność, że jest to obraz niezwykle ważny i potrzebny” — przekazuje polski dystrybutor, Stowarzyszenie Nowe Horyzonty.
„Usłyszałam nagranie Hind Rajab błagającej o pomoc. Jej głos zdążył już wtedy obiec internet” — zdradza Kaouther Ben Hania. „Natychmiast poczułam mieszankę bezsilności i przytłaczającego smutku. To była fizyczna reakcja — jakby grunt usunął mi się spod nóg. Nie mogłam po prostu iść dalej według pierwotnie ustalonego planu. Skontaktowałam się z Czerwonym Półksiężycem i poprosiłam o możliwość wysłuchania pełnego nagrania Hind. Trwało około 70 minut i było ono wstrząsające. Po odsłuchaniu wiedziałam, bez żadnych wątpliwości, że muszę pozostawić wszystko inne. I że musiałam zrobić ten film”.
Film Ben Hani, nominowanej do Oscara za „Cztery córki” czy „Człowieka, który sprzedał swoją skórę”, to przede wszystkim rozegrana na kilka mocnych postaci, trzymająca w napięciu obserwacja kluczowych godzin w walce o życie tytułowej bohaterki. W szerszym kontekście mamy też spojrzenie na kwestię trudnej pracy organizacji humanitarnych i codzienne zmaganie się z biurokracją, która często jest tylko kolejnym — przerażająco skutecznym — narzędziem w ramach działań militarnych.
mat. prasowe
„Głos Hind Rajab”: kadr z filmu
„Chciałabym, aby każdy go zobaczył”
„Kaouther prowokacyjnie pyta nas o nasze własne człowieczeństwo” — mówiła kilka tygodni temu Jessie Buckley, nominowana do Oscara aktorka „Hamneta”. „Sama nie mam pojęcia, jak być człowiekiem. I potrzebuję historii takich jak ta, aby mnie obudziły. Ten film jest konieczny, abyśmy my, jako ludzie, trzymali się w tym wszystkim razem. Abyśmy podtrzymywali ze sobą wzajemny kontakt”.
Z kolei Lena Dunham, twórczyni kultowego serialu „Dziewczyny”, dodawała: „Chciałabym, aby każdy go zobaczył i doświadczył jego subtelności, brutalności i bolesnej elegancji”.
Do zagorzałych rzeczników „Głosu…” należy też Alejandro González Iñárritu, reżyser z czterema Oscarami na koncie, twórca „Birdmana” czy „Zjawy”. Przekonuje: „Dawno nie widziałem filmu, który by mnie zostawił z tak dogłębną potrzebą refleksji — bo ten film to swoista prowokacja”.
González Iñárritu: „Nie chodzi tu o sam głos, ale o jego częstotliwość i ton. Tak naprawdę głos jest jedynym ludzkim instrumentem, który nie potrafi kłamać. I głos tej dziewczynki ma tak silną moc sprawczą — on otwiera wszystkim oczy. A jednocześnie nikt nie jest w stanie z tym cokolwiek zrobić”.
A Barry Jenkins, zdobywca Złotego Rycerzyka za „Moonlight”, zachwyca się tym, że Ben Hania wykorzystała medium filmowe jako „antyczny tren żałobny”.
mat. prasowe
„Głos Hind Rajab”: kadr z filmu
„Nie mogę zaakceptować takiego świata”
„Głos Hind Rajab” to laureat niezliczonych nagród na festiwalach na całym świecie. Zdobył też Srebrnego Lwa na prestiżowym festiwalu w Wenecji — po pokazie oklaskiwano go rekordowe 24 minuty. Film był też nominowany do Złotego Globu oraz znajduje się wśród kandydatów do Oscara dla najlepszego filmu międzynarodowego.
Kaouther Ben Hania: „U podstaw tego filmu leży coś bardzo prostego, a zarazem niezwykle trudnego do przyjęcia. Nie mogę zaakceptować świata, w którym dziecko woła o pomoc, a nikt nie przychodzi. Ten ból, ta porażka — doświadczamy ich wszyscy, bez wyjątku. Ta historia nie dotyczy tylko Gazy. To opowieść o uniwersalnym doświadczeniu żałoby. I wierzę, że fikcja (zwłaszcza wtedy, gdy czerpie z bolesnych, sprawdzonych, prawdziwych wydarzeń) jest najpotężniejszym narzędziem kina. Potężniejszym niż hałas newsów czy ulotność scrollowania. Kino potrafi ocalić pamięć. Kino potrafi sprzeciwić się amnezji”.
Do polskich kin wejdzie 29 stycznia — w drugą rocznicę tragicznych wydarzeń przedstawionych w filmie.