To kolejna głośna afera wokół olimpijskich nominacji w narciarstwie alpejskim. Najpierw spór o skład kobiecej kadry zakończył się rezygnacją Nikoli Komorowskiej i oficjalnymi przeprosinami ze strony Polskiego Związku Narciarskiego. Teraz do gry wkroczył Polski Komitet Olimpijski, który niespodziewanie zmienił decyzję PZN dotyczącą składu męskiej reprezentacji.

Związek zgłosił do wyjazdu Piotra Habdasa, aktualnego mistrza Polski. PKOl nie zgodził się z tą rekomendacją i postawił na Michała Jasiczka. W uzasadnieniu prezes Radosław Piesiewicz  tłumaczył to m.in. brakiem wsparcia finansowego dla zawodnika, który miał mieć prawo do środków przekazanych przez Ministerstwo Sportu.

– Jednego z nich związek w ogóle pominął w finansowaniu przygotowań, mimo że środki z Ministerstwa Sportu i Turystyki na jego przygotowania zostały przekazane – mówił podczas briefingu w Centrum Olimpijskim.

Ostra reakcja przyszła ze strony Tomasza Grzywacza, sekretarza generalnego PZN. W rozmowie z WP SportoweFakty zaznaczył, że decyzja PKOl została podjęta mimo wyraźnych braków formalnych po stronie Jasiczka.

– Jeszcze nie wiadomo, czy pojedzie, bo musi przejść badania medyczne, w związku z tym nie wiadomo, czy spełni te wymagania – stwierdził Grzywacz.

ZOBACZ WIDEO: Były niemiecki piłkarz znów to zrobił. Tak wybrał się w góry

Działacz przekazał, że Jasiczek złożył zażalenie do PKOl, opierając się na tym, że zdobył więcej punktów w Pucharze Europy. Grzywacz przypomniał jednak, że punkty te uzyskał w jednym starcie i zaznaczył, że kwestie sportowe można rozpatrywać dopiero wtedy, gdy spełnione są podstawowe kryteria formalne.

– Michał Jasiczek nie spełnia pierwszego punktu kwalifikacji, czyli wymogu FIS-u z dostępem do startu, ponieważ przez dwa lata nie robił badań sportowo-lekarskich w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej. Co za tym idzie, nie był w RTP, czyli w puli osób, które przed igrzyskami będą testowane antydopingowo. Dlatego my, jako związek, na pewno nie będziemy brali odpowiedzialności za jego obecność na igrzyskach – dodał.

Grzywacz odniósł się także do słów Radosława Piesiewicza.

– Pan prezes bardzo się tutaj mija z prawdą. Rzeczywiście, środki z ministerstwa są przekazywane, ale na kadrę narodową w narciarstwie alpejskim. Panowie Jasiczkowie nie bardzo chcą się dostosować do tych zasad, które narzuca nam ministerstwo, jeśli chodzi o kwestię rozliczenia tych środków, i tym samym nie mogą być finansowani – przyznał.

Przedstawiciel PZN ujawnił też, że powołanie Jasiczka do kadry B wygasło, gdyż nie spełnił on wymagań testu fizycznego typu „iron man”, który przeprowadzany jest cyklicznie.

– Poza tym panowie Jasiczkowie nie zrobili limitów w teście iron mana, w związku z czym ich powołanie warunkowe do kadry B tak naprawdę wygasło. Na wiosnę zdobyli tylko połowę wymaganych punktów, a na jesieni w ogóle się nie stawili – przesłali jedynie zwolnienia lekarskie. Po czymś takim powinni ponownie przejść badania – powiedział.

Według relacji Grzywacza, PZN otrzymał informacje, że zawodnicy przeszli badania oraz test iron man, jednak nie pod jurysdykcją związku. Co więcej, nie ma żadnego śladu po ich obecności w COMS-ie.

– Ciężko jest w ogóle wierzyć na słowo, że cokolwiek zrobili. Rozmawiałem z prezesem Piesiewiczem, wszystko mu wyjaśniłem. Myślę, że decyzje, które podjęło prezydium, a potem zarząd, zostały podjęte w oparciu o niepełne informacje – podsumował Grzywacz.

O kulisach decyzji PKOl mówiła również rzeczniczka PKOl-u Katarzyna Kochaniak-Roman.

– To decyzja nie w kontrze do Polskiego Związku Narciarskiego, a sekwencja zdarzeń. Zarząd Polskiego Związku Narciarskiego złożył kandydatury na igrzyska, komisja sportowa rozpatrzyła je, wpłynęły zażalenia od zawodników do tych kandydatur. Prezydium zarządu przeanalizowało je, poprosiło PZN o wyjaśnienia, ale ich nie otrzymało. Dlatego też zarząd jednogłośnie podjął taką decyzję – przekazała WP SportoweFakty.

Piotr Szarwark, WP SportoweFakty