Karol Bugajski (Przegląd Sportowy): Po rundzie jesiennej nie ma pan poczucia, że działo się tyle, co w niejednym klubie przez cały sezon? Zwrotów akcji nie brakowało.

Seweryn Siemianowski (Prezes Ruchu Chorzów): W Ruchu o wrażenia nietrudno, bo zawsze coś się dzieje. Mieliśmy tej jesieni różne momenty. Jestem zdania, że nasza pozycja wyjściowa nie jest najgorsza.

Już po trzech meczach zdecydował się pan na zwolnienie trenera Dawida Szulczka. Z perspektywy czasu przyszła refleksja, że na ten ruch lepiej było jednak zdecydować się przed rozpoczęciem sezonu?

Po fakcie zawsze łatwiej o takie oceny. Trener Szulczek miał ważny kontrakt, dostał szansę skonstruowania nowej drużyny. W tych pierwszych trzech meczach zdobyliśmy cztery punkty, ale doszliśmy do wniosku, że ten projekt nie podążą w oczekiwaną przez nas stronę. Czuliśmy, że musimy nastąpić zmiana. To było najlepsze, co mogliśmy zrobić w tamtej sytuacji. Po prostu konieczność. A czy była to dobra decyzja? Teraz już weryfikuje to rzeczywistość.

Można powiedzieć, że dymisja Szulczka po niespełna roku pracy była również pańską osobistą porażką? Mocno pan postawił na ten projekt.

Biorę odpowiedzialność za wszystkie decyzje, które podejmuję. Za każdym razem, gdy zatrudniamy nowego trenera, wierzymy w dany projekt i wiążemy z nim nadzieje — niezależnie od tego, czy dany szkoleniowiec był nam wcześniej znany. To naturalne, że w takiej sytuacji wyzwalają się nowe nadzieje, a później następuje weryfikacja. To tak, jak z zawodnikami — nie każdy transfer wypala, nie każdy zawodnik daje sobie radę w określonych okolicznościach.

Tutaj nie udało się i to bardzo boleśnie.

Warsztat trenerski u Dawida na pewno stoi na wysokim poziomie, ale nie każda roślina na danej ziemi rozkwitnie. Pożegnaliśmy się w dobrych relacjach i myślę, że tak pozostanie już na zawsze. Kto wie — może jeszcze kiedyś będziemy mieli okazję współpracować. Nie ma żadnej złej krwi, nadrzędne jest dobro klubu. Myślę, że ta decyzja obroniła się również przez pryzmat tego, co stało się potem. Zatrudnienie trenera Waldemara Fornalika było moim zdaniem bardzo dobrym ruchem.

Prezes Seweryn Siemianowski i ówczesny trener Dawid SzulczekPressFocus / newspix.pl

Prezes Seweryn Siemianowski i ówczesny trener Dawid Szulczek

Prezes Ruchu Chorzów: to będzie „piłkarska rzeźnia”

No właśnie, jaki jest były selekcjoner reprezentacji Polski w codziennej współpracy po kolejnym powrocie w szeregi Niebieskich? To już przecież inny klub niż ten, w którym sięgał po medale mistrzostw Polski przy Cichej.

Myślę, że czuje się jak u siebie. Zna całe środowisko, więc nie potrzebował adaptacji, choć wiadomo, że trochę się u nas pozmieniało w porównaniu do czasów, w których trener pracował tu wcześniej. W wielu przypadkach są to zmiany na plus, pokazujące progres całego klubu. Trener Fornalik może odczuwać to bardziej niż ktokolwiek, kto przyszedłby do nas z zewnątrz i nie miał takiego porównania. Znamy się z trenerem bardzo dobrze, od wielu lat. Mamy dobre relacje. Gdy sam grałem w Ruchu, był moim drugim trenerem w sztabach Edwarda Lorensa i Oresta Lenczyka. To teraz na pewno ułatwia współpracę.

Prezes Seweryn Siemianowski i trener Waldemar FornalikMichal Chwieduk/Arena Akcji/NEWSPIX.PL / newspix.pl

Prezes Seweryn Siemianowski i trener Waldemar Fornalik

Powiedział pan w kontekście zatrudnienia Fornalika o bardzo dobrym ruchu i korzystnej pozycji wyjściowej przed rundą wiosenną. Od Ruchu w takim razie trzeba będzie wymagać oraz stawiać w roli poważnego kandydata do awansu, czy liczycie raczej na atak z drugiego szeregu?

Nie chciałbym nas stawiać w roli faworyta, ani nikogo w tym rodzaju. Trzeba chłodzić emocje, a dopiero pierwsze mecze pokażą, kto w jakiej jest dyspozycji i w jakim kierunku to się będzie układało. W grze o awans jest kilkanaście zespołów, więc to będzie „piłkarska rzeźnia”. Każda kolejka będzie mieszać w tabeli, jest tak płaska, że będzie się zmieniać co weekend. Trzeba będzie się bić o jak najwyższe miejsce w każdej minucie każdego meczu i tego oczekujemy od zespołu; podobnie jak zaangażowania, walki oraz dążenia do celu. Żadnych deklaracji pan jednak ode mnie nie usłyszy. Lepiej to zrobić niż mówić.

Ruch Chorzów nie planuje rewolucji kadrowej

Trener Fornalik pod koniec rundy wielokrotnie wspominał o potrzebach wzmocnienia składu i toczących się w tej kwestii przygotowaniach, ale do klubu na razie trafił jedynie młodzieżowiec Jakub Jendryka po dobrej rundzie w rewelacji II ligi Unii Skierniewice. Kolejne ruchy są blisko?

Pracujemy nad nimi. Nie będzie to jednak w naszym wykonaniu wielka ofensywa transferowa. Będziemy starali się oprzeć ten wiosenny zespół na zawodnikach, których mamy i starali wyciągać z nich maksimum. Liczymy na zgranie i na tej bazie będziemy chcieli budować. Już podczas rundy jesiennej mogliśmy się przekonać, że stabilność w składzie potrafi przynieść dobre owoce. Na pewno nie czeka nas więc rewolucja kadrowa, tylko raczej delikatny retusz, który dla higieny funkcjonowania szatni zawsze jest potrzebny. Nie ma co liczyć na tak duże zmiany, jak w poprzednich okienkach.

Ruch Chorzów zimuje na 8. miejscu w tabeli I ligiMarcin Bulanda / PressFocus / NEWSPIX.PL / newspix.pl

Ruch Chorzów zimuje na 8. miejscu w tabeli I ligi

A pańskim zdaniem Ruch bardziej potrzebuje wzmocnień do defensywy, czy ofensywy? Jesienne mecze i wypowiedzi trenera Fornalika uwypuklały różnorodne problemy.

Tak jak retusze są ważne dla higieny funkcjonowania szatni — tak można odnieść to też do poszczególnych formacji. Liczymy, że Nikodem Leśniak-Paduch wróci do gry już za kilka tygodni, ale po jego kontuzji stanęliśmy przed koniecznością rotacji w defensywie oraz uwzględnienia w składzie miejsca dla młodzieżowca — i to nie na tej pozycji, na której gra Niko. Mówiąc o obronie, czekamy też na Przemka Szymińskiego, który po jesiennych perturbacjach zdrowotnych nie wrócił jeszcze na najwyższe obroty.

Kontuzji było więcej.

Z pewnością wzmocnieniem jest dla nas zdrowy Daniel Szczepan, który nie grał od sierpnia, a już przypomniał o sobie w sparingu w Bytomiu (4:0), gdzie w 10 minut zanotował dwie asysty. W rundzie jesiennej w ataku solidne liczby miał Marko Kolar, dlatego powrót „Szczepka” i ich rywalizacja może pomóc nam na decydującym dystansie 15 wiosennych kolejek. Trzeba pamiętać, że zwykle w piłce jest tak, iż łatwiej poustawiać i poprzesuwać coś w tyłach — niż w zimowym okienku znaleźć napastnika, który gwarantuje gole. Dlatego cieszę się, że Daniel i Marko są z nami. Mocno na nich liczymy. Z zespołem od dłuższego czasu trenuje duża grupa wychowanków naszego Centrum Szkolenia. Robią progres, w sparingach prezentują się pozytywnie i dają podstawy, by wierzyć, że któryś lub kilku z nich będzie w przyszłości ważnymi ogniwami drużyny.

Dyrektor sportowy Tomasz Foszmańczyk i prezes Seweryn SiemianowskiLUKASZ JURGA/ARENA AKCJI/NEWSPIX.PL / newspix.pl

Dyrektor sportowy Tomasz Foszmańczyk i prezes Seweryn Siemianowski

Trwający okres transferowy będzie weryfikacją i podsumowaniem półtorarocznej pracy dyrektora sportowego Tomasza Foszmańczyka?

Nie, ja do tego tak nie podchodzę. Tomek, cały nasz dział skautingu obronili się już wcześniej. Naturalne, że nie każdy transfer będzie trafiony. Spójrzmy na poprzednie półrocze: trafili do nas naprawdę wartościowi zawodnicy, którzy natychmiast wkomponowali się w zespół i dziś stanowią o naszej sile. Przypominam sobie nasz wyjściowy skład z ostatniego meczu, który wygraliśmy w Łęcznej — Gradecki, Leśniak-Paduch, Ceglarz, Nagamatsu, Szwedzik, Kolar… To niemało. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że w tym okienku nie jesteśmy w stanie zaryzykować utraty płynności finansowej, by za wszelką cenę pójść po Ekstraklasę. Każdy z nas robi wszystko, żeby skład Ruchu był przed rundą wiosenną jak najlepszy, ale musi być zbudowany na racjonalnych fundamentach.

W ubiegłym roku został pan członkiem zarządu PZPN. Czy to coś zmieniło w pańskich relacjach z innymi działaczami?

Z wieloma osobami z piłkarskiego środowiska znam się od lat, więc żadne stanowisko nie jest w stanie zmienić naszych dobrych relacji. Nie przeceniałbym więc tego w żaden sposób, ale status członka zarządu PZPN oraz Śląskiego ZPN to z pewnością odpowiedzialność i dodatkowych obowiązek. Nasz śląski związek działa sprawnie, podobnie jest w PZPN, zresztą w pewien naturalny sposób są to naczynia powiązane. Dobrze odnajduję się w tym środowisku.

Prezes Seweryn Siemianowski i prezydent Chorzowa Szymon MichałekPressFocus / newspix.pl

Prezes Seweryn Siemianowski i prezydent Chorzowa Szymon Michałek

Ruch Chorzów walczy o budowę nowego stadionu

A zyskał pan większe możliwości, albo instrumenty, w sprawie przekonywania w kraju do budowy nowego stadionu Ruchu przy ulicy Cichej?

Zawsze trzeba wychodzić do ludzi, nie tylko siedzieć za biurkiem. Horyzont mogący przysłużyć się tej sprawie na pewno jest teraz szerszy, ale staram się tego faktu nie wyolbrzymiać. Wszystko idzie swoim torem, stadion będzie budowało miasto, wszyscy wiemy, jak ważny to temat dla prezydenta Chorzowa, dla klubu, dla mnie osobiście również. Nie wszystko da się załatwić, ale różne rozmowy lobbujące mogą oczywiście tylko pomóc.

Przed rozpoczęciem drugiej części sezonu ciągle ma pan z tyłu głowy traumatyczne wspomnienia ubiegłorocznej wiosny i jeszcze silniejszą chęć rewanżu?

Rozumiem kibiców, w których wciąż siedzi pewna doza frustracji po tamtym czasie. Choć doszliśmy do półfinału Pucharu Polski, ściągnęliśmy na trybuny rekordową widownię, to wolelibyśmy o tamtej rundzie zapomnieć. Mam nadzieję, że te wspomnienia, te rany, będzie zacierał i leczył nie tylko czas, ale też postawa zespołu. Końcówka jesieni była bardzo udana, wygraliśmy cztery z pięciu ostatnich meczów, zmniejszyliśmy stratę do czołówki.

Trzeba było gonić.

Nie chcę uderzać w górnolotne tony, dlatego zapewnię tylko, że robimy wszystko, by zaprezentować się znacznie lepiej niż podczas ubiegłorocznej rundy wiosennej. To w połączeniu z naszym obecnym położeniem w tabeli automatycznie oznaczałoby, że będziemy walczyć co najmniej o baraże. Droga do tego wiedzie jednak przez każdy mecz, każdą minutę nawet pojedynczego treningu. Powtórzę, że żadnych deklaracji nie złożę, ale jesteśmy Ruchem i chcemy poprzeć nasze ambicje dobrą robotą, dobrymi wynikami. Dlatego zapraszam na trybuny. Jestem przekonany, że już ten pierwszy mecz, ze Śląskiem Wrocław, będzie piłkarskim świętem, które pozwoli nam dobrze wejść w ten rok.