— Premier [Mateusz Morawiecki] był u prezydenta. Długo rozmawiali. Sam zabiegał o to spotkanie, ale prezydent szybko go przyjął — mówił mi polityk PiS pod koniec ubiegłego roku. Sojusznik Mateusza Morawieckiego opowiadał o „dobrych” i „regularnych” kontaktach byłego premiera z Karolem Nawrockim, gdy w partii aż huczało od kłótni pomiędzy harcerzami a maślarzami.

— Prezydent widział się dziś z Przemkiem Czarnkiem. Mają naprawdę świetne relacje. Były minister bywa regularnie w pałacu — rzuca też mimochodem inny rozmówca z PiS, gdy rozmawiamy o tym, co dzieje się w partii.

Kolejna wiadomość z PiS: „maślarze byli w ostatni piątek u prezydenta”.

Chociaż na początku roku prezes PiS Jarosław Kaczyński zaapelował o spokój i ogłosił „jedność partii”, z jej wnętrza wciąż dobiegają sygnały, że może i bitwa się skończyła, ale nie wojna. A od czasu do czasu trwają próby wciągnięcia w nią tego, który od wygranych wyborów prezydenckich jest rysowany na przyszłego lidera prawicy — Karola Nawrockiego.

„Harcerze i maślarze pielgrzymują do pałacu”

— Każdy wie, że prezes Kaczyński się dziś z nim liczy. Mogą się nie we wszystkim zgadzać, ale z nich dwóch dziś tylko Nawrocki ma w rękach realną władzę, więc dla Kaczyńskiego jest ważny i potrzebny. „Harcerze” i „maślarze” dobrze to wiedzą, stąd pielgrzymują do pałacu — mówi nam polityk PiS.

W kalendarzu prezydenta Nawrockiego rzeczywiście sporo jest nazwisk polityków. Gdy tylko Karol Nawrocki jest w Warszawie, prezydenckie drzwi lub drzwi szefa jego gabinetu, Pawła Szefernakera, praktycznie się nie zamykają.

— Politycy PiS bywają często. Bywa Czarnek, ostatnio był Morawiecki, Henryk Kowalczyk miał też umówione spotkanie. Dużo tego, bo posłowie wiedzą, że prezydent ma duży wpływ ustrojowy, więc przychodzą konsultować różne zmiany w ustawach, tak żeby miały szanse przejść. Spotyka się z nimi prezydent albo Paweł — mówi nam źródło z pałacu prezydenckiego, dodając, że u prezydenta w podobnych sprawach bywają też ministrowie z rządu.

Wojna frakcji w PiS. „Maślarze” okupują drzwi prezesa

Jednak to, co w ostatnich miesiącach przykuwało polityczną uwagę, to napięcia na linii „harcerze” — „maślarze”.

Ci pierwsi, skupieni właśnie wokół Morawieckiego, zostali jesienią praktycznie wykluczeni z prac nad programem partii. Mówili w rozmowach z dziennikarzami, że są z partii „wypychani”. Spór był ostry, ale były premier długo unikał bezpośrednich polemik z „maślarzami”, czyli Przemysławem Czarnkiem, Tobiaszem Bocheńskim, Patrykiem Jakim i Jackiem Sasinem. Morawiecki i jego otoczenie postawili raczej na spotkania z wyborcami w terenie, występy medialne (w tym głośny wywiad Morawieckiego dla portalu gazeta.pl) czy promowanie sondaży z pozytywną oceną rządu Morawieckiego.

„Kaczyński potraktował to jako potwarz”. Prezes ma coraz gorsze relacje z Morawieckim

„Maślarze” w końcówce roku postawili raczej na okupowanie drzwi do gabinetu prezesa Kaczyńskiego. — Każdego dnia bywał u prezesa przynajmniej jeden „maślarz” — zdradzał nam poseł znający kulisy Nowogrodzkiej. Opowiadał, jak frakcja przeciwna Mateuszowi Morawieckiemu niemalże dzień po dniu wtłaczała do uszu prezesa swoją wizję przyszłości PiS. Szczególnie aktywny w tych rozmowach miał być europoseł Tobiasz Bocheński, który — jak słyszymy — jest wyjątkowo przez prezesa lubiany. I nie bez powodu jego nazwisko, obok Zbigniewa Boguckiego, jest wymieniane jako nazwisko przyszłego premiera z PiS.

„Prezes mu tego nie zapomni”

Ale „maślarze” korzystali też na błędach Morawieckiego. — Zignorowanie wezwania na spotkanie władz partii, a później zorganizowanie własnej wigilii zostały odczytane jako akty zignorowania prezesa. Prezes mu tego nie zapomni — mówi poseł PiS, wspominając czas największych napięć w swojej partii.

Wraz z początkiem roku prezes Jarosław Kaczyński nakazał zakopanie frakcyjnych sporów i ogłosił jedność partii. Ale choć przez lata zarządzanie przez kryzys i kłótnie sprawdzały się prezesowi w kierowaniu partią, obecny konflikt wymknął się spod kontroli. — Dużo rozmów toczy się dziś ponad jego głową. Oczywiście wierni mu donoszą, kto i gdzie się spotyka, prezes wyciąga z tego odpowiednie wnioski, ale to chyba pierwszy moment, w którym czuć, że kształtuje się nowy ośrodek, a raczej ośrodki władzy w PiS — mówi nam jeden z rozmówców w partii.

— Ludzie widzą, że prezes słabnie — mówił bardziej dosadnie w TVN24 jeden ze stronników Mateusza Morawieckiego.

Prezydent „wciągany” w wojnę frakcji. „Niech się chłopaki wezmą do roboty”

— „Harcerze” i „maślarze” próbują przeciągać prezydenta na swoją stronę we frakcyjnej walce? — dopytuję osobę z bliskiego otoczenia prezydenta Nawrockiego.

— Szczerze? Prezydenta nic a nic ten spór nie obchodzi. Nigdy nie był w partii i o ile nie zapomina, że miał poparcie PiS w wyborach, to on nie jest z partią, z tymi walkami frakcji emocjonalnie związany, bo nigdy w nich nie uczestniczył — mówi głos z pałacu.

I dodaje: — Niech się lepiej chłopaki wezmą do roboty, zamiast chwalić się, kto był u prezydenta. Ktoś wyraźnie się próbuje wylansować, a to naprawdę nie ma znaczenia. Najpierw trzeba wygrać wybory, a potem zastanawiać się, kto będzie premierem.

Działacze PiS gorzko o przyszłości partii i castingu na „młodego premiera”. „Powolne gnicie”

Jednak to nie kto inny jak Jarosław Kaczyński wywołał temat poszukiwań nowego a na dodatek „młodego” premiera. Prezes PiS spotkał się z socjologami — zamówił portret polityka, który mógłby poprowadzić partię do — a jakże — zwycięskich wyborów, a potem stanąć na czele rządu.

Z rozmów tych wyszło, że premier powinien mieć mniej niż 50 lat. Takie kryterium już na starcie dyskwalifikuje Mateusza Morawieckiego, który ma wielki apetyt, by wrócić do kierowania rządem, ale skończył już 57 lat. W grze pozostaje więc trzech z czterech „maślarzy”: Przemysław Czarnek, Patryk Jaki i Tobiasz Bocheński. Portret socjologiczny pasuje także do Zbigniewa Boguckiego, bo Kaczyński używał też kryterium, że to musi być ktoś, kto ma dobre relacje z Karolem Nawrockim.

Kto „młodym” kandydatem PiS na premiera? Cztery nazwiska [SONDAŻ]

W opublikowanym w czwartek sondażu SW Research dla Onetu Bocheński nie poradził sobie jednak najlepiej, przegrywając z Patrykiem Jakim, Zbigniewem Boguckim i Przemysławem Czarnkiem. Jednocześnie trudno powiedzieć, by którykolwiek z młodych kandydatów na kandydata na premiera PiS budził wielki entuzjazm z elektoratu. W zestawieniu z tymi czterema nazwiskami zdecydowana większość — 60,6 proc. — wybiera opcję „ktoś inny”. Wyniki tego sondażu i pozycja lidera dla Patryka Jakiego też wywołały w PiS niemałą burzę.