Administracja Donalda Trumpa zasygnalizowała, że zobowiązania Waszyngtonu w zakresie bezpieczeństwa będą uzależnione od przyjęcia przez Ukrainę porozumienia, które mogłoby doprowadzić do przejęcia kontroli nad Donbasem przez Rosję, podaje „Financial Times”, powołując się na osiem osób zaznajomionych z rozmowami.
Dwa źródła podały, że jeśli Ukraina wycofa swoje siły z regionu, Stany Zjednoczone będą gotowe dostarczyć dodatkową broń w celu wzmocnienia ukraińskich sił zbrojnych w czasie pokoju.
Ukraińscy i europejscy urzędnicy określili stanowisko USA jako wywieranie presji na Kijów. Wysoki rangą ukraiński urzędnik ocenił, że Waszyngton „za każdym razem wstrzymuje się przed podpisaniem gwarancji bezpieczeństwa”, budząc tym samym wątpliwości co do gotowości Białego Domu do podjęcia wiążących zobowiązań.
Biały Dom mówi o „kłamstwie”
Przedstawiciele USA zaprzeczają, jakoby zmuszali Ukrainę do oddania terytorium. Jedno ze źródeł zaznajomionych ze stanowiskiem Waszyngtonu stwierdziło, że Stany Zjednoczone nie żądają ustępstw, ale uważają, że gwarancje bezpieczeństwa mogą być udzielone wyłącznie po zawarciu porozumienia pokojowego między obiema stronami, którego warunki zostaną ustalone przez Ukrainę i Rosję.
Biały Dom ostro zareagował na te doniesienia. Zastępczyni rzeczniczki Białego Domu Anna Kelly nazwała informacje o żądaniach USA wobec Ukrainy „kłamstwem”, twierdząc, że jedyną rolą Waszyngtonu jest zbliżenie stron.
Oskarżyła ona anonimowe źródła o próbę podważenia procesu pokojowego, który nabrał tempa po rozmowach w Abu Zabi. Określiła też ostatnie negocjacje jako „historyczne”.
W piątek i sobotę doszło do pierwszych bezpośrednich rozmów między Ukrainą a Rosją w ramach prowadzonych przez Stany Zjednoczone negocjacji pokojowych. Obie strony badały grunt i przedstawiały warunki, które uważają za akceptowalne, aby zakończyć najkrwawszą wojnę w Europie od czasów II wojny światowej.
Testowanie „elastyczności granic” drugiej strony
Za zamkniętymi drzwiami negocjatorzy poszli dalej niż ich publiczna retoryka. Pomimo „maksymalistycznych” oświadczeń płynących zarówno z Kremla, jak i z ulicy Bankowej w Kijowie, rozmowy skupiały się na trudnych realiach: terytoriach, strefach deeskalacji i przyszłości okupowanej przez Rosję elektrowni jądrowej w Zaporożu.
Po raz pierwszy urzędnicy zasugerowali, że obie strony wyszły poza hasła „ani centymetra” i zaczęły rozważać takie pomysły, jak wymiana terytoriów i zdemilitaryzowane linie separacyjne.
— Publiczne przedstawienie jest przeznaczone dla krajowej publiczności — zauważa jeden z amerykańskich urzędników w wywiadzie dla Kyiv Post. — Liczyła się rzeczywistość. Negocjatorzy sprawdzali, jak elastyczne są naprawdę granice drugiej strony — dodaje.
Maciek Musialek / ANADOLU / Anadolu via AFP / AFP
Działania wojenne w pobliżu Pokrowska w obwodzie donieckim w Ukrainie, 11 stycznia 2026 r.
Elektrownia jądrowa w Zaporożu — obecnie nieczynna i kontrolowana przez siły rosyjskie — przestałaby być celem militarnym, a stałaby się potencjalnym narzędziem budowania zaufania.
Urzędnicy twierdzą, że obecnie istnieje wstępne porozumienie na wysokim szczeblu, że przyszła produkcja energii z elektrowni mogłaby być dzielona między oba kraje.
Kluczowe kwestie, w tym kontrola administracyjna i nadzór Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), pozostają nierozwiązane. Jednak dyplomaci podkreślają, że sam fakt, iż kwestia ta jest przedmiotem dyskusji, stanowi przełom.
— Jeśli uda im się znaleźć wspólną płaszczyznę porozumienia w sprawie bezpieczeństwa jądrowego, można założyć, że uda im się to w niemal każdej sprawie — twierdzi jeden z dyplomatów.
Prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział po rozmowach, że stanowisko Ukrainy w sprawie terytorium nie uległo zmianie i że kompromis musi pochodzić ze wszystkich stron.
Podczas wizyty w Wilnie stwierdził również, że dwustronne gwarancje bezpieczeństwa ze Stanami Zjednoczonymi są „w 100 proc. gotowe”, a Kijów czeka na datę i miejsce ich podpisania.
Kolejna runda rozmów między Stanami Zjednoczonymi, Ukrainą i Rosją zaplanowana jest na 1 lutego, ponownie w Abu Zabi.