Amerykański lotniskowiec Abraham Lincoln dotarł na Bliski Wschód. Jak poinformowało w poniedziałek 26 stycznia Dowództwo Centralne USA, jednostka — eskortowana przez trzy niszczyciele — znajduje się na Oceanie Indyjskim i ma „wspierać bezpieczeństwo oraz stabilność w regionie”.
Takie działania przypominają sytuację z ubiegłego roku, kiedy to Stany Zjednoczone — w obawie przed irańskim odwetem po zbombardowaniu trzech kluczowych obiektów nuklearnych — rozmieściły w regionie systemy obrony przeciwlotniczej. Kilka dni po tych nalotach Iran wystrzelił ponad tuzin rakiet w kierunku amerykańskiej bazy lotniczej Al Udeid.
Wzmocnienie sił USA na Bliskim Wschodzie wpisuje się w znany schemat przygotowań do możliwego konfliktu. Różnica polega na skali i tempie tych działań.
Na pokładzie USS Abraham Lincoln stacjonują tysiące członków załogi oraz kilka eskadr lotniczych, w tym nowoczesne myśliwce F-35 Lightning II oraz F/A-18 Super Hornet. Towarzyszące lotniskowcowi niszczyciele przenoszą setki rakiet, w tym dziesiątki pocisków manewrujących Tomahawk, przeznaczonych do precyzyjnych ataków na cele lądowe.
Ponadto rząd USA skierował do regionu kolejne samoloty bojowe. Eksperci analizujący dane z systemów śledzenia lotów zaobserwowali również dziesiątki wojskowych samolotów transportowych, które także zmierzają na Bliski Wschód.
Czy Trump dotrzyma obietnicy?
Amerykańskie wojsko ustawia wokół Iranu lotniskowce, myśliwce oraz dodatkowe siły osobowe. Czy to sygnał, że prezydent USA Donald Trump może jednak spełnić swoją obietnicę z 13 stycznia, kiedy zapowiedział wsparcie dla powstania przeciw brutalnym rządom irańskich ajatollahów?
Początkowo Trump wycofał się z tej deklaracji, tłumacząc, że władze Iranu wstrzymały 800 planowanych egzekucji. Tej wersji wydarzeń zaprzeczyło jednak samo irańskie reżimowe kierownictwo.
VIT SIMANEK / PAP
Wydarzenie zorganizowane przez Amnesty International w celu zwrócenia uwagi na rosnącą liczbę ofiar protestów w Iranie i eskalację przemocy ze strony lokalnych sił bezpieczeństwa przed ambasadą Iranu w Pradze, Czechy, 20 stycznia 2026 r.
Coraz więcej przesłanek wskazuje na to, że rządzący Iranem islamscy przywódcy krwawo stłumili masowy bunt społeczeństwa. Irańczycy wyszli na ulice, domagając się państwa wolnego od rygorów prawa szariatu oraz brutalnych rządów duchownych. Odpowiedź władz była bezwzględna.
Oddziały Gwardii Rewolucyjnej oraz podporządkowane jej formacje paramilitarne, w tym milicja Basidż, przeprowadziły brutalne pacyfikacje protestów, zamieniając miasta w sceny masowego terroru. Skala represji była tak ogromna, że ulice w wielu miejscach dosłownie zapełniły się workami ze zwłokami zabitych demonstrantów.
Jak wynika z informacji pochodzących z wewnętrznych źródeł samego reżimu, które trafiły do redakcji magazynu Time, tylko w ciągu trzech dni — od 8 do 10 stycznia — zamordowano około 30 tys. osób. Jeśli te dane się potwierdzą, oznaczałoby to jedną z największych i najkrwawszych masakr ludności cywilnej we współczesnej historii.
Amerykańska siła w gotowości
Oprócz lotniskowca USS Abraham Lincoln, na którego pokładzie znajduje się około 5700 żołnierzy, w regionie operują również inne amerykańskie jednostki. Jak podaje Euronews, trzy niszczyciele znajdują się u wybrzeży Hiszpanii, a jeden okręt podwodny operuje na południe od Grecji.
Wszystkie te jednostki są uzbrojone w pociski manewrujące Tomahawk — broń precyzyjną o bardzo dużym zasięgu, zdolną do szybkiego rażenia irańskich celów.
Już w miniony czwartek w bazie lotniczej Mafraq Al Khadim w Jordanii rozmieszczono 17 amerykańskich myśliwców F-15. Zdjęcia satelitarne krążące w mediach społecznościowych pokazują te maszyny na lotnisku, oddalonym o około 850–900 km od granicy z Iranem. F-15 to ciężki, wielozadaniowy samolot bojowy, przeznaczony zarówno do walk powietrznych, jak i ataków na cele naziemne.
Maszyny, które podtrzymują operację
Na tych samych zdjęciach satelitarnych widać również cztery samoloty transportowe C-17, które odpowiadają za logistyczne wsparcie operacji — dostarczają żołnierzy, amunicję oraz ciężki sprzęt wojskowy. Maszyny tego typu są uważane za kręgosłup amerykańskiej logistyki wojskowej.
Dane z serwisu śledzącego loty Flightradar24 wskazują, że już we wczesnych godzinach czwartkowych odnotowano wyjątkowo intensywny ruch samolotów C-17 w kierunku Bliskiego Wschodu. Maszyny niemal bez przerwy kursowały między zachodnimi bazami a regionem objętym napięciem.
Te same dane pokazują również, że w środę przed południem do regionu dotarło dziesięć amerykańskich samolotów tankujących KC-135. Ich zadaniem jest uzupełnianie paliwa myśliwcom w trakcie lotu, co znacząco wydłuża czas trwania misji bojowych. Bez takich „powietrznych stacji benzynowych” prowadzenie długotrwałych operacji daleko od baz lądowych czy lotniskowców byłoby praktycznie niemożliwe.