UE rzadko dostaje drugą szansę w geopolityce. Jednak w zeszłym tygodniu Parlament Europejski postanowił ją zmarnować. Głosując za skierowaniem długo oczekiwanej umowy handlowej z krajami Mercosuru do Trybunału Sprawiedliwości UE w celu uzyskania opinii prawnej — proces ten może potrwać nawet dwa lata — prawodawcy zadali poważny cios wiarygodności Europy. I to w momencie, gdy szybkość i niezawodność mają większe znaczenie niż kiedykolwiek.

Po ponad dwóch dekadach negocjacji umowa ta miała być sygnałem, że Europa nadal może działać zdecydowanie w świecie nasilającej się konkurencji geopolitycznej. Jak argumentowała w tym miesiącu przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, był to decydujący sprawdzian dla dalszego znaczenia Europy na arenie międzynarodowej. Nieświadomy tego faktu Parlament swoją decyzją utwierdza opinię, że blok nie jest w stanie doprowadzić sprawy do końca, nawet gdy porozumienie jest w końcu w zasięgu ręki.

Jest to, według wszelkich rozsądnych miar, strategiczna bramka samobójcza.

Konsekwencje tego wykraczają daleko poza handel. Rządy krajów Mercosuru spędziły lata na negocjowaniu tej umowy o wolnym handlu w dobrej wierze, radząc sobie z wahaniami Europy, zmieniającymi się żądaniami i niespójnymi sygnałami politycznymi. Zrozumiałe jest, że obecnie interpretują one skierowanie sprawy do sądu jako posunięcie polityczne. Dla partnerów, którzy już zabezpieczają się przed ryzykiem w coraz bardziej konkurencyjnym środowisku globalnym, wzmacnia to wątpliwości co do tego, czy można polegać na Europie.

Tymczasem dla Europy prawdziwa szkoda wynika z głębszej prawdy, którą zbyt często zaciemnia: jej prawdziwa siła wynika z umiejętności zawierania takich umów, a następnie wdrażania ich w sposób poważny, konsekwentny i na dużą skalę.

Błąd, który może słono kosztować

Umowa między UE a Mercosurem nie jest tylko kolejną umową handlową. Została ona zaprojektowana jako ramy długoterminowego partnerstwa gospodarczego, politycznego i strategicznego z regionem, w którym wpływ Europy stopniowo słabnie. Zapewnia ona kompleksowy dostęp do rynku towarów i usług, jaśniejsze zasady inwestowania, dostęp do kluczowych materiałów, ustrukturyzowany dialog polityczny oraz oparte na współpracy podejście do zarządzania sporami.

Podsumowując, ma ona na celu umocnienie pozycji Europy w Ameryce Południowej w czasie, gdy inne kraje, w szczególności Chiny, działają szybciej i mają mniej ograniczeń. I choć te ambicje nie zniknęły wraz z głosowaniem Parlamentu, to jednak zostały poważnie zagrożone.

Przez lata większość krytyki dotyczącej umowy z Mercosurem skupiała się na kwestii zrównoważonego rozwoju. Rzeczywiście, jeśli umowa zostanie ostatecznie przyjęta, będzie ona papierkiem lakmusowym, który pokaże, czy UE potrafi przełożyć swoje wartości na realne wpływy. W tym celu umowa nadaje prawną moc wiążącą szerokiemu zestawowi dotychczas dobrowolnych zobowiązań, w tym realizacji paryskich celów klimatycznych oraz przestrzeganiu międzynarodowych konwencji dotyczących praw pracowniczych, praw człowieka, różnorodności biologicznej i ochrony środowiska.

Ekrany przedstawiajace wyniki głosowania w Parlamencie Europejskim w sprawie odesłania porozumienia z Mercosurem do najwyższego sądu UE, 21 stycznia 2026 rFREDERICK FLORIN / AFP / AFP

Ekrany przedstawiajace wyniki głosowania w Parlamencie Europejskim w sprawie odesłania porozumienia z Mercosurem do najwyższego sądu UE, 21 stycznia 2026 r

Jednakże odbywa się to poprzez egzekwowanie oparte na dialogu, a nie automatyczne wycofanie się w przypadku nieprzestrzegania zobowiązań — podejście to odzwierciedla realia polityczne zarówno w Brukseli, jak i w krajach Mercosuru.

Rozczarowało to osoby domagające się zaostrzenia regulacji, ale uwypukliło niewygodną prawdę: wpływ Europy na kwestie zrównoważonego rozwoju nie wynika z fałszywego przekonania, że może ona zmusić partnerów do przestrzegania przepisów, ale z trwałego zaangażowania i współpracy. Była to czerwona linia dla rządów Mercosuru i bez niej nie doszłoby do żadnego porozumienia.

Nowatorski „mechanizm równoważenia” zawarty w umowie wpisuje się w tę logikę, ponieważ pozwala krajom Mercosuru zawiesić ustępstwa, jeśli przyszłe nieprzewidziane regulacje UE skutecznie uniemożliwią obiecany dostęp do rynku. Krytycy obawiają się, że przepis ten może zostać wykorzystany do podważenia przyszłych środków UE w zakresie zrównoważonego rozwoju, ale kraje Mercosuru postrzegają go jako zabezpieczenie przed ewentualnymi jednostronnymi działaniami UE, czego przykładem jest rozporządzenie w sprawie wylesiania. Co więcej, w praktyce takie mechanizmy są rzadko stosowane. Ponadto jego włączenie było ceną za zapewnienie dodatkowego protokołu dotyczącego zrównoważonego rozwoju.

Co najważniejsze, żadna z tych kwestii nie rozwiąże się sama poprzez prawną zwłokę. Wręcz przeciwnie, odroczenie osłabia zdolność Europy do nadawania tonu. Badania przeprowadzone przez wiodące brazylijskie instytuty klimatyczne pokazują, że ambitne zaangażowanie międzynarodowe wzmacnia krajowe koalicje proekologiczne poprzez zwiększenie przejrzystości, zasobów i wpływów politycznych. Natomiast brak takiego zaangażowania stwarza przestrzeń dla podmiotów o znacznie niższych standardach.

Ta sama logika ma zastosowanie do wymiaru gospodarczego umowy. Komisja słusznie podkreśla najważniejsze dane: miliardy euro oszczędności celnych, rozszerzony dostęp do rynku, bezpieczny dostęp do kluczowych minerałów i rosnący handel. Według ostatniego badania przeprowadzonego przez Europejskie Centrum Międzynarodowej Ekonomii Politycznej, każdy miesiąc opóźnienia oznacza utratę 3 mld euro (12 mld 610 mln zł) z eksportu.

Jednak liczby te mają mniejsze znaczenie niż to, co się za nimi kryje: Europa zyska to wszystko, oferując ograniczone ustępstwa we wrażliwych sektorach rolniczych, a kraje Mercosuru uzyskają dostęp do największego jednolitego rynku na świecie — ale tylko wtedy, gdy będą w stanie spełnić wysokie standardy regulacyjne i środowiskowe, które mogą nadwyrężyć ich możliwości krajowe.

Ponownie, prawdziwa siła leży w realizacji umowy. Jeśli zostanie ona dobrze zarządzana, takie naciski mogą pobudzić inwestycje i zmodernizować standardy, argumentują latynoamerykańskie think tanki. Właśnie tę transformację miał wspierać pakiet inwestycyjny UE o wartości 1,8 mld euro (7 mld 566 mln zł), nazwany Global Gateway. Opóźnienie umowy opóźnia również realizację tego pakietu.

Dylemat Komisji

Decyzja Parlamentu to nie tylko proceduralna porażka — osłabia ona największą siłę Europy w czasie, gdy wahania niosą ze sobą realne koszty. Stwarza również natychmiastowy dylemat instytucjonalny dla Komisji.

Pomimo zawieszenia sądowego Komisja ma prawo tymczasowo stosować umowę, ale jest to trudna decyzja: zastosować ją i narazić się na burzę krytyki dotyczącą unikania kontroli demokratycznej, która obróci się przeciwko niej w dniu, w którym Parlament w końcu zagłosuje nad umową; lub zaakceptować dwuletnie opóźnienie i odłożyć korzyści gospodarcze wynikające z umowy na czas nieokreślony — kraje Mercosuru nie będą czekać w nieskończoność.

Jeśli Europa ma się podnieść, w nadchodzących miesiącach musi zrobić wszystko, co w jej mocy, aby pokazać zarówno swoim partnerom z Mercosuru, jak i reszcie świata, że opóźnienie to nie oznacza wycofania się. Oznacza to trwały dialog polityczny, wiarygodne zobowiązania dotyczące inwestycji i współpracy — w tym wdrożenie Global Gateway — a także jasny plan wdrożenia umowy w momencie zakończenia procesu prawnego.

W dzisiejszym klimacie geopolitycznym dwa lata to wieczność. Jeśli Europa pozwoli, aby ten moment minął bez korekty kursu, inni nie będą czekać. Umowa może być niedoskonała, ale znacznie gorszym losem jest utrata znaczenia. Europa musi znacznie odważniej komunikować tę rzeczywistość — światu, a być może jeszcze pilniej, własnej opinii publicznej.

Dora Meredith jest dyrektorką think tanku ODI Europe. John Clarke jest byłym starszym negocjatorem handlowym Komisji Europejskiej i byłym szefem delegacji UE do WTO i ONZ. Współpracuje z Maastricht University i Royal Asiatic Society.