Wojna w Ukrainie nie zwalnia tempa, co pokazują wydarzenia ostatnich dni, w trakcie których do mediów trafiło sporo nowych doniesień. Internet podbija np. nagranie, na którym trójka rosyjskich żołnierzy poddaje się naziemnemu, bojowemu dronowi Ukrainy. Tego typu konstrukcje coraz częściej uczestniczą w walkach na pierwszej linii frontu i, jak widać, są coraz skuteczniejsze w walce z siłami Kremla.
A to tylko jedno z kilku ciekawych wydarzeń związanych z działaniami na froncie. W sieci pojawiło się też nagranie dawno niewidzianej zachodniej broni operującej w Ukrainie. Z kolei wiele wskazuje na to, że Kijów może mieć problemy z dostawami kluczowych i niezwykle groźnych pocisków manewrujących Storm Shadow. Według medialnych doniesień Ukraina dalej stara się także o dostawy zabójczych pocisków Tomahawk.
„Ukraiński terminator” bierze Rosjan do niewoli
Nie jest tajemnicą, że ukraińska armia coraz chętniej korzysta z naziemnych dronów bojowych i, jak pokazuje nowe nagranie, tego typu konstrukcje są coraz skuteczniejsze w walce z rosyjskim agresorem. Na filmiku, który pojawił się w sieci, możemy zobaczyć, jak tego typu zdalnie sterowany „żołnierz”, wyposażony w ciężki karabin maszynowy, bierze do niewoli trzech rosyjskich żołnierzy.
Pierwsze informacje o użyciu naziemnych dronów bojowych przez Ukrainę pojawiły się jeszcze pod koniec 2024 r. i jak widać, stanowią one coraz ważniejszy komponent tamtejszej armii. Modele, które pokazano nam do tej pory, są wyposażone w ciężkie karabiny maszynowe oraz systemy chroniące je przed elektronicznym zagłuszaniem i są wykorzystywane zarówno w działaniach obronnych, jak i zaczepnych.
To nagranie to także kolejny dowód na to, jak zmienia się oblicze wojny toczącej się w Ukrainie i jak istotną rolę odgrywają tam pojazdy bezzałogowe. A jak ogłosił prezydent Zełenski, Ukraina chce wyprodukować w 2026 r. w sumie 7 mln różnorodnych dronów bojowych. To aż o 3 mln więcej niż w 2025 r.! Widać więc, że Kijów rozumie zmieniające się warunki na froncie.
Dawno niewidziana broń daje popalić Rosjanom
Systemy artyleryjskie to cały czas jeden z najważniejszych typów wyposażenia w ukraińskiej armii. Nasz sąsiad posiada sporo różnych konstrukcji tego typu, korzysta również z różnych typów artyleryjskiej amunicji, w tym z pocisku M712 Copperhead, który w tajemnicy dotarł do Kijowa pod koniec 2024 r. Najpierw zobaczyliśmy go na nagraniach z frontu i dopiero po kilku miesiącach, na początku 2025 r., otrzymaliśmy oficjalne potwierdzenie takiego transferu.
M712 to naprowadzana laserowo precyzyjna amunicja kal. 155 mm o zasięgu 16 km wyposażona w ok. 6,5-kilogramowy ładunek kumulacyjny. Można ją wystrzelić z różnych systemów artyleryjskich, w tym amerykańskich dział M114, M109 czy M777 lub francuskich haubic CAESAR i może być użyta do eliminacji statycznych, jak i ruchomych celów. Jej zabójczą skuteczność oraz precyzję możemy zobaczyć na nowym nagraniu z walk:
Jest to też o tyle ciekawa broń, że posiada dwa tryby działania — balistyczny i szybujący. Ten pierwszy świetnie sprawdza się przy dobrej widoczności i wysokich chmurach, ten drugi używa się przy słabej widoczności i złych warunkach atmosferycznych. Dzięki temu copperhead trafia wroga praktycznie w każdej sytuacji i robi to nie tylko z ogromną precyzją, ale także z iście niszczycielskim skutkiem. Jakby tego było mało, jest to pocisk, którego właściwie nie da się zatrzymać w warunkach frontowych.
Francja chce wstrzymać dostawę zabójczych pocisków
Inny zabójczy arsenał w służbie Ukrainy to pocisk manewrujący Storm Shadow, który trafił do Kijowa z Wielkiej Brytanii i bardzo szybko stał się postrachem rosyjskich sił. Nic więc dziwnego, że nasz sąsiad chciałby nabyć kolejne egzemplarze tej broni. Z tym że, jak donoszą brytyjskie media, transakcję próbuje zablokować Francja. Ukraina chce bowiem wykorzystać do zakupu fundusze z pożyczki, którą Unia Europejska udzieliła władzom w Kijowie, Francuzi uważają jednak, że te środki powinny pójść w pierwszej kolejności na uzbrojenie produkowane przez kraje Unii Europejskiej — do której Wielka Brytania nie należy.

Ukraiński Su-24M z dwoma pociskami Storm Shadow podwieszonymi pod skrzydłamiDowództwo Sił Powietrznych Ukrainy
Pociski Storm Shadow (oraz jego francuska wersja SCALP) to broń zbudowana w ramach brytyjsko-francuskiej współpracy, której efektem jest wystrzeliwany z powietrza pocisk manewrujący przeznaczony do atakowania wroga głęboko za linią frontu. Pocisk może operować w ekstremalnych warunkach pogodowych zarówno w dzień, jak i w nocy oraz może pochwalić się bardzo wysoką celnością, o co dba m.in. inercyjny system nawigacji wspierany sygnałem GPS.
Dzięki niskiej wykrywalności przez radary połączonej z możliwością lotu na bardzo niskiej, kilkudziesięciometrowej wysokości, pocisk jest też trudny do strącenia. O skuteczność uderzenia we wroga dba z kolei potężna, 450-kilogramowa głowica bojowa, która może niszczyć cel w kilku różnych trybach działania (bezpośredniego uderzenia, wybuchu powietrznego lub penetracji).
Na razie nie wiadomo, jak zakończy się ta sprawa, natomiast Kijów będzie chciał pewnie szybko rozwiązać ten problem, aby pociski Storm Shadow/SCALP cały czas regularnie spływały do magazynów, są bowiem zabójczo skuteczne w atakowaniu różnych rosyjskich celów o wysokiej wartości strategicznej — od centrów dowodzenia po składy amunicji.
Tomahawki wracają do gry?
A jak mowa o niezwykle groźnych pociskach rakietowych, to wygląda na to, że nie ustają rozmowy w sprawie wysłania do Ukrainy amerykańskich pocisków Tomahawk. Jak informuje „Kyiv Post”, Ukraina cały czas prowadzi zakulisowe rozmowy w sprawie pozyskania tej broni, a czuwa nad nimi Dan Rice, przewodniczący Uniwersytetu Amerykańskiego w Kijowie i były specjalny doradca ukraińskiego dowództwa.
Rice podobno spotkał się w ostatnich dniach z amerykańskim sekretarzem obrony Petem Hegsethem i jak podaje ukraiński portal, rzekomo istnieje szansa na wysłanie tej broni na front, tak aby stanowiła ona element nacisku na Putina. Serwis pisze:
Jego propozycja jest prosta, a jej zadaniem jest nastraszenie Kremla. Wyślijcie niesprecyzowaną liczbę pocisków, używajcie jednego dziennie do atakowania najcenniejszych celów, zwiększcie tempo ataków, jeśli Putin odrzuci propozycję zawieszenia broni.

Pocisk Tomahawk eksplodujący nad celemDomena Publiczna/US Navy
Tomahawk to pocisk manewrujący o zasięgu nawet 2,5 tys. km, zatem pod tym względem pociski balistyczne ATACMS, które Ukraina otrzymała jakiś czas temu z USA, są o wiele mniej niebezpieczne, bo mają zasięg tylko 300 km. Tomahawki, tak jak i inne pociski manewrujące, to arsenał zaprojektowany głównie do precyzyjnych uderzeń we wrogą infrastrukturę — od centrów dowodzenia, bunkrów, składów amunicji, po systemy obrony przeciwlotniczej, mosty czy elektrownie i jak widzimy na poniższej mapce, gdyby Ukraina otrzymała tę broń, mogłaby atakować cele setki kilometrów w głąb Rosji.

Zasięg pocisku Tomahawk, gdyby wystrzelić go spod KijowaChatGPT
Czas pokaże, czy próby wpłynięcia Rice’a na Biały Dom przyniosą skutki. Kyiv Post donosi jednak, że jego propozycja podobno ma coraz większe grono sympatyków. Pytanie tylko, czy w tym gronie znajdzie się też prezydent Donald Trump.