Dr hab. Piotr Chomczyński: Sinaloa to jeden z najstarszych i najpotężniejszych karteli, które istnieją w Meksyku. Został założony przez Joaquína Guzmána Loera i Ismaela Zambada García. Mówi się, że kontroluje prawie połowę stanów w Meksyku.
Należał do słynnego „El Chapo” i „El Mayo”.
Specjalizuje się nie tylko w produkcji i dystrybucji narkotyków, ale też opracował bardzo ciekawe mechanizmy prania pieniędzy.
Właściwie największym wyzwaniem stojącym przed kartelami jest to, jak tę masę gotówki zamienić na coś zdatnego do użytku. Przecież był taki czas, że Pablo Escobar, czyli narkotykowy baron z Kolumbii, spał na gotówce, z którą niewiele mógł zrobić, gdy jego działalność była już znana organom ścigania.
Kartele zatrudniają wybitnych księgowych i prawników, których celem jest ukrywanie środków. Korzystają na przykład ze strategii „shotgun approach”. Chodzi o to, by tak rozproszyć transakcje, by organy ścigania nie mogły ich fizycznie namierzyć.
W USA bardzo popularne są tzw. depozyty, czyli skrytki depozytowe czy sejfowe w bankach.
Jak one działają?
Korzystają z tego, że kwoty do 10 tys. dolarów w ogóle nie podlegają rejestracji. Gangi narkotykowe utrzymują całą armię ludzi, którzy przynoszą i odbierają pieniądze ze skrytek. Chodzi o to, żeby otworzyć taki depozyt, przechować chwilę pieniądze i zaraz go zamknąć, właściwie nie zostawiając żadnego śladu. Oczywiście muszą to robić ostrożnie, by nie wzbudzić zainteresowania, na przykład wpłaty nie mogą być dokonywane stale, dzień po dniu. Małe sumy nie są niezauważone przez tzw. ustawę o tajemnicy bankowej.
Zdarza się też, że gangi do prania pieniędzy wykorzystują legalne firmy, które nawet często nie mają świadomości, że biorą udział w przestępczym procederze. One często zajmują się sprzedażą łatwo zbywalnych towarów, jak ubrania, czy elektronika. Te towary kupuje się legalnie w Stanach Zjednoczonych za nielegalną gotówkę, a później sprzedaje się w Meksyku. Następuje przepływ gotówki, która już jest zalegalizowana.
Trudno z tym walczyć.
Bardzo trudno. Robota agentów służb specjalnych bardzo często polega na tym, że prześwietlają daną firmę lub spółkę, aby sprawdzić, czy nie zmieniła sposobu i schematu finansowania.
A konkretnie?
Na przykład do tej pory działała wyłącznie za pomocą przelewów bankowych, a teraz przechodzi na system dużych depozytów. Albo do tej pory zamawiała swój towar od lokalnych dostawców, a nagle ściąga go w tej samej cenie z takich krajów, jak np. Meksyk, Kolumbia, Brazylia, gdzie działalność karteli narkotykowych jest bardzo wysoko rozwinięta.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Narkotykowy kartel i miliard w banku w Skierniewicach. „W grupie zatrzymanych byli także Polacy”
Polska jest atrakcyjna dla największych karteli narkotykowych?
Na pewno ciągle nie jesteśmy na tyle przygotowani, by skutecznie bronić się przed wpływem karteli narkotykowych i międzynarodowych grup przestępczych.
Dlaczego?
Głównie chodzi o zabezpieczenia. Bossowie karteli szukają takich krajów, a w nich instytucji finansowych, które nie mają wdrożonych mechanizmów ukierunkowanych na strategie dużych grup przestępczych wyspecjalizowanych w praniu brudnych pieniędzy.
Polska nie ma?
Ma, ale czasami zawodzą. Nie bez powodu to właśnie w Skierniewicach kilka lat temu jeden z największych karteli narkotykowych na świecie zdeponował w małym banku spółdzielczym półtora miliarda złotych. Inne, większe banki komercyjne odmówiły współpracy z osobami, które chciałby wprowadzić środki.
To chyba największa tego typu sprawa w historii naszego kraju. Polska prokuratura oskarżyła cztery osoby, ale do tej pory nikt nie został skazany.
Mieszkający w Niemczech Polak na prośbę Panamczyka współpracującego z osobami powiązanymi z kartelem narkotykowym zgodził się otworzyć spółki w Polsce i formalnie jako ich prezes pomógł zdeponować pieniądze z narkotyków w skierniewickim banku spółdzielczym.
Informację o nielegalnych środkach Polska otrzymała w ramach współpracy operacyjnej z innego kraju europejskiego, a także we współpracy z DEA, Interpolem i Europolem polskie organy ścigania wszczęły postępowanie i zabezpieczyły środki — ok. 400 tys. euro, czyli 1,4 mld zł.
Polska prokuratura oskarżyła cztery osoby, ale do tej pory nikt nie został skazany.
Ale przecież to nie Meksykanie czy Kolumbijczycy wprowadzili depozyt o wartości 1,5 mld zł do małego banku w Skierniewicach, ale w grupie zatrzymanych byli także Polacy, którzy utworzyli fikcyjne spółki. Pod wskazanym adresem odnaleziono rudery, to typowe dla firm-krzaków.
Brudne pieniądze handlu narkotykami oraz po części oszustw internetowych, były ukrywane za pomocą skomplikowanych transakcji bankowych. W tym celu wykorzystano wiele rachunków bankowych.
Wychodzi na to, że kartele muszą mieć w Polsce swoich ludzi?
Faktycznie zwykle działają poprzez przedstawicielstwa. Często w takich krajach, jak Hiszpania i Portugalia, bo tam bariera językowa jest mniejsza. Stamtąd w ramach zorganizowanych grup przestępczych znajdują swoich odpowiedników np. w Polsce, którzy orientują się, jakie są przepisy prawa i czy istnieje infrastruktura, która daje możliwość prania pieniędzy.
Pamiętajmy też, że tzw. kartele to nie tylko narkotyki. Dziś mówimy o wszystkich aktywnościach, które są dochodowe, jak handel żywym towarem, dzikimi zwierzętami, nielegalne wydobywanie surowców (żelazo, złoto, srebro), handel organami, nielegalny połów ryb. To bardzo szeroka działalność, która daje możliwość zarobienia wielkich pieniędzy. W końcu to także prowadzenie sieci kasyn.
Meksykańska organizacja terrorystyczna działała w Polsce? „To ślad, który wymaga dokładnego zbadania”
Rodzina Hysa, którą opisywaliśmy, także prowadzi kasyna w Albanii, Meksyku, czy Kanadzie. Tam trafiało to oprogramowanie, które było wytwarzane w Krakowie.
Byłem kilka lat temu w Meksyku i sam pamiętam, że mówiono mi o tym, że bardzo często w jakimś określonym miejscu istnieje hotel, a z nim powiązane jest kasyno, które jest we władaniu jednej z organizacji przestępczych. Nawet mówiło się, że to kasyno ma należeć do kartelu Sinaloa.
Po co kartelowi kasyno, skoro na narkotykach można zarobić znacznie więcej?
Tu nie chodzi o zarobek, ale o ukrywanie przepływów finansowych. Kasyno to świetny sposób, żeby ukrywać dochody. Nikt nie rejestruje, ile razy maszyna została uruchomiona, nikt nie kontroluje liczby wejść. W związku z tym przez kasyno może przepływać wielka gotówka, która nie jest do końca rejestrowana.
Zwróćmy uwagę, że w Meksyku mamy taki obszar, jak Sonora.
Właśnie w Sonorze swoje interesy od lat prowadzi rodzina Hysa.
To jest pustynia, która została zorganizowana jako lustrzane odbicie amerykańskiego Las Vegas w stanie Nevada, czyli światowej stolicy hazardu.
Kasyno to przede wszystkim luksusowa rozrywka. Obok jest hotel, a w środku jest droga restauracja, czy bar (tak zwane front business), który też bardzo dużo kosztuje i też daje kolejne możliwości prania pieniędzy.
Każdy biznes może służyć do prania pieniędzy?
Właściwie tak. Przecież Pablo Escobar wykorzystywał do tego różne firmy taksówkarskie, a Kolumbijka Mery Valencia de Ortiz prała pieniądze przez salony kosmetyczne i salony urody.
Z kolei meksykański Kartel Jalisco Nueva Generación (CJNG) wypłynął przy okazji afery Panama Papers, gdy okazało się, że wykupywał drogie hotele w Urugwaju, a dokładnie w mieście Punta del Este, i stawiał tam kasyna. Chodziło o Urugwaj, bo tam duże przepływy pieniężne nie są specjalne kontrolowane. Najnowszy mechanizm to tzw. chińskie sieci prania pieniędzy, które korzystają głównie z giełdy kryptowalut, które nie mają żadnych zabezpieczeń, bo nikt tego rynku nie kontroluje.
Śledztwo w sprawie Rosetta Gaming też jest prowadzone w kierunku prania pieniędzy.
Myślę, że prokuratura będzie badała komu i na jakich zasadach ta firma sprzedawała oprogramowania do gier hazardowych. Muszą być na to dowody w postaci faktur, podpisanych umów, korespondencji elektronicznej. Jeśli chodziło o sprzedaż oprogramowania do kasyna, które było kontrolowane przez kartel, to może to być ślad, który wymaga dokładnego zbadania.
Oczywiście trzeba będzie również sprawdzić, czy wykonawcy mieli świadomość tego, dla kogo pracują, czy to wszystko było legalne. Pamiętajmy też o tym, że w marcu 2025 r. USA wpisało meksykańskie kartele narkotykowe na listę organizacji terrorystycznych. W tym również kartel z Sinaloa.
Krakowska firma prała pieniądze dla kartelu narkotykowego? „To ewidentne sygnały, że taką spółkę trzeba wziąć pod lupę”
Rosetta Gaming od 2021 r. wykazywała wielkie coroczne wzrosty przychodów. To było średnio 3, nawet 4 razy tyle, co te pięć lat temu. Choć ciągle mówimy o przychodzie, który nie przekraczał 8 mln zł, czyli niezbyt dużo, jak na pralnię pieniędzy.
Tu nawet nie chodzi o kwotę 8 mln zł, tylko raczej o dynamikę wzrostu. Amerykańscy śledczy doskonale wiedzą, że sklep czy hurtownia, która nagle odnotowuje większe zyski, niż do tej pory, powinna zwrócić uwagę.
Tym bardziej, gdyby okazało się, że swoje towary nagle zaczyna pozyskiwać np. z Meksyku. Do tego np. firma nagle przechodzi z linii kredytowej na depozyty finansowe i nagle struktura zysków zaczyna być zupełnie inna. To są ewidentne sygnały, że taką spółkę trzeba wziąć pod lupę.
Czyli polskie służby ewidentnie przespały ten moment, gdy Rosetta zaczęła mieć podwójne i potrójne zyski, sprzedając oprogramowania gier hazardowych właśnie do Meksyku? Już kilka lat temu powinna zaświecić się czerwona lampka?
Trudno mi mówić o konkretnym przypadku, bo nie znam akt sprawy, ale wydaje mi się, że to, co w tym przypadku mogło być cennym materiałem dowodowym to raporty finansowe, do których każda firma jest zobowiązana.
Jeśli była w nich spora nieregularność, to na pewno powinno to zwrócić uwagę Izby Celno-Skarbowej. Trzeba sprawdzić, co się takiego stało, że spółka nagle notuje kilkuset procentowy wzrost dochodów w bardzo krótkim czasie.
Rosetta miała także problem z uzyskaniem kredytów w polskich bankach.
To jest kolejna czerwona lampka i trop, którym powinna zająć się prokuratura. Oczywiście banki mają kilka ważnych parametrów, którymi sugerują się przy decyzji kredytowej. Wcale to nie musi oznaczać powiązań z organizacją przestępczą, ale na pewno jest kolejnym czynnikiem ryzyka, który należy dokładnie zbadać.
Krakowska spółka należy do albańskiej rodziny, na czele, której stoi Luftar Hysa. Zagraniczne media już kilka lat temu donosiły, że może robić nielegalne interesy z meksykańskimi kartelami narkotykowymi.
To również jest kolejny czynnik ryzyka, który powinien zwrócić uwagę. Być może zabrakło kompletnego spojrzenia na tę spółkę ze strony polskich służb, skoro dziś mamy już tyle, co najmniej zastanawiających wątków w jej działalności.
Meksykański kartel narkotykowy prał pieniądze w Polsce? Ekspert: oni naprawdę mają wielkie możliwości
Jak dużo karteli narkotykowych robi swoje interesy w Polsce?
Panowie, mówiąc zupełnie uczciwie, nawet gdybym miał taką wiedzę, tobym się nią nie podzielił. Ciągle mam swoje kontakty w Meksyku, gdzie od dziesięciu lat prowadzę badania na temat działalności grup narkotykowych.
Boi się pan o tym mówić?
Nie boję się, ale pamiętam, że gdy chciałem porozmawiać z bratem „El Chapo”, to on o tym wiedział, jeszcze zanim w ogóle uruchomiłem drogę urzędową. Oni naprawdę mają wielkie możliwości, dlatego komentuję tylko to, co już pojawiło się w mediach.
Mogę powiedzieć jedno: działalność takich grup, jak Sinaloa, w Europie, w tym w Polsce, ma zdecydowanie charakter wschodzący.
Będzie coraz więcej narkotyków i szemranych biznesów?
To, co dzieje się w ostatnich latach, to bardziej badanie rynku przez bossów mafii i sprawdzanie, jaka jest reakcja służb na pojawienie się różnych niekoniecznie transparentnych interesów. Bardzo ważny jest czas reakcji. Jeśli pokażemy, że służby działają i są wydolne, wtedy na pewno zniechęcimy ich do dalszego działania.
Dr hab. Piotr Chomczyński, prof. UŁ i ANS w Pile jest kryminologiem, socjologiem i amerykanistą. Prowadził w Meksyku badania terenowe wśród społeczności handlujących narkotykami. Jest członkiem międzynarodowego projektu naukowego „Crime in Latin America”. W 2025 r. opublikował w wydawnictwie Muza debiutancką powieść „Kucharz”.
Chcesz porozmawiać z autorami? Napisz: marcin.terlik@redakcjaonet.pl ; szymon.piegza@redakcjaonet.pl