We wtorek Donald Trump w rozmowie z dziennikarzami wyraził optymizm co do toczących się obecnie negocjacji pokojowych, w których pośredniczą USA. Rozmowy mają zostać wznowione w niedzielę w Abu Zabi.

Biały Dom, chcąc pokazać dynamikę działań dyplomatycznych, przedstawił wznowienie rozmów jako dowód, że presja — i negocjacje — zaczynają przynosić efekty.

Negocjacje są kontynuacją trójstronnych rozmów, które odbyły się w ostatni weekend i które prezydent Wołodymyr Zełenski określił jako „konstruktywne”, budząc ostrożną nadzieję w kręgach dyplomatycznych, że może dojść do zawieszenia broni — lub przynajmniej do ustalenia ram takiego porozumienia.

Amerykańscy urzędnicy zaznajomieni z rozmowami powiedzieli, że specjalni wysłannicy Steve Witkoff i Jared Kushner opuścili Abu Zabi pełni optymizmu, wierząc, że porozumienie może zostać osiągnięte raczej wcześniej niż później.

Jednak nawet gdy negocjatorzy rozmawiają o pokoju, wojna prowadzona przez Rosję trwa nadal — głośno, gwałtownie i niemal codziennie powodując ofiary wśród ludności cywilnej.

Administracja Trumpa nie skomentowała publicznie ataków na Kijów w ostatni weekend, które miały miejsce w czasie, gdy negocjatorzy nadal prowadzili rozmowy. Dla Ukraińców scenariusz ten był ponuro znajomy: dyplomacja toczyła się za granicą, a pociski spadały w ich kraju.

We wtorek premier Ukrainy Julia Swyrydenko odniosła się do jednego z takich ataków na ludność cywilną w okolicach Charkowa.

„W ukraińskim obwodzie charkowskim Rosjanie zaatakowali pociąg pasażerski za pomocą dronów Szahid” — napisała Swyrydenko, nazywając ten incydent „czystym terroryzmem” i „świadomym przestępstwem przeciwko pokojowo nastawionej ludności”.

Przekazała, że w pociągu znajdowało się wówczas ponad 200 osób, dodając, że „świat nie może przyzwyczaić się do tego terroru”.

Kilka godzin wcześniej ambasador Ukrainy w Stanach Zjednoczonych Olga Stefaniszyna poinformowała o kolejnej fali ataków — tym razem na Odessę. Ponad 50 dronów uderzyło w miasto portowe, niszcząc domy, infrastrukturę energetyczną i świątynię.

„Prawdziwy pokój wymaga zaostrzenia sankcji wobec Rosji” — stwierdziła Stefaniszyna, wzywając do blokady rosyjskiej floty tankowców i „szybszego wdrożenia istniejących porozumień”.

„Miliony ludzi marzną”

Oprócz bezpośrednich skutków nalotów pogłębia się kolejny kryzys — mierzony nie tylko eksplozjami, ale także spadkiem temperatur.

Jurij Bojeczko, dyrektor generalny amerykańskiej organizacji charytatywnej Hope For Ukraine, opisał sytuację w Kijowie jako stan wyjątkowy w całym mieście.

W rozmowie z Kyiv Post Bojeczko przytoczył surowe ostrzeżenie ministra spraw wewnętrznych Ukrainy Ihora Kłymenko, który powiedział, że „miliony ludzi marzną” i konieczna jest natychmiastowa interwencja.

Ludzie wchodzą do ogrzewanych namiotów zapewniających noclegi dla tych, których mieszkania pozostają bez ogrzewania z powodu rosyjskich ataków, Kijów, 25 stycznia 2026 r.

Ludzie wchodzą do ogrzewanych namiotów zapewniających noclegi dla tych, których mieszkania pozostają bez ogrzewania z powodu rosyjskich ataków, Kijów, 25 stycznia 2026 r.Sergei GAPON / AFP / AFP

W stolicy uruchomiono ponad 1300 tzw. punktów niezłomności. Według urzędników infrastruktura cywilna jest przeciążona do granic możliwości.

— Nie jest to już kwestia techniczna związana z siecią energetyczną — mówi Bojeczko i podkreśla: — To kryzys humanitarny rozgrywający się na naszych oczach.

Według niego tysiące wieżowców w Kijowie od ponad miesiąca pozostają bez ogrzewania i prądu.

Temperatura w pomieszczeniach spadła poniżej zera, pękają rury, a mieszkania, które kiedyś nadawały się do zamieszkania, stają się niezdatne do użytku.

Pomoc energetyczna w impasie

W związku z ciągłymi atakami Rosji na ukraińską sieć energetyczną kraj ten boryka się z poważnymi niedoborami energii w zimie. Waszyngton ma możliwość złagodzić tę sytuację, ale jak dotąd tego nie zrobił.

Według wielu źródeł zaznajomionych z rozmowami około 250 mln dol. (876 mln zł) amerykańskiej pomocy energetycznej w sytuacjach kryzysowych, zatwierdzonej w zeszłym roku przez Kongres w celu wsparcia Ukrainy w imporcie skroplonego gazu ziemnego (LNG), pozostaje niewykorzystane.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Środki te były wcześniej zarządzane przez USAID — agencję, która już nie istnieje — a biurokratyczna niepewność co do tego, kto obecnie kontroluje fundusze, skutecznie zablokowała ich wypłatę.

Chociaż wysocy rangą urzędnicy administracji przyznają, że pieniądze są dostępne, odmówili przedstawienia planu ich wypłaty, pozostawiając „kiedy” i „jak” tajemnicą.

Jak poinformował minister gospodarki Oleksij Sobolew, Ukraina potrzebuje co najmniej 100 mln dol. (350 mln zł) na pokrycie prognozowanego zapotrzebowania na import gazu w nadchodzącym roku — to ułamek szacowanych 60 mld dol. (210 mld zł) potrzebnych na odbudowę systemu energetycznego kraju po wielokrotnych atakach Rosji.

Europejskie banki rozwoju wkroczyły z miliardami. Stany Zjednoczone tego nie zrobiły.

Frustracja Kongresu sięga zenitu

Na Kapitolu cierpliwość się kończy.

— Administracja musi podjąć decyzję, jak wykorzystać około 250 mln dol. (876 mln zł) środków na pomoc energetyczną w sytuacjach kryzysowych, które są już dostępne — mówi Kyiv Post starszy doradca republikański w Senacie. — To pomoc w sytuacji kryzysowej i musimy postąpić właściwie — dodaje.

Inni doradcy kongresowi byli bardziej dosadni w prywatnych rozmowach, opisując poczucie, że pomoc energetyczna dla Ukrainy znalazła się w administracyjnej martwej strefie — przyćmiona przez rozmowy pokojowe.

Jeden z doradców Izby Reprezentantów zajmujący się nadzorem nad pomocą zagraniczną nazwał opóźnienie „nieuzasadnionym”, argumentując, że Kongres zatwierdził fundusze właśnie po to, aby zapobiec zimowej kryzysowej sytuacji humanitarnej.

Trwają negocjacje między ukraińskimi firmami energetycznymi, w tym Naftogazem, a instytucjami amerykańskimi, takimi jak Export-Import Bank i Development Finance Corporation.

Jednak logistyka pozostaje przeszkodą: dostawy LNG wymagają kosztownych transferów przez porty w Grecji lub Polsce.

Pojawiły się również pomysły budowy nowego terminalu LNG nad Morzem Czarnym, choć eksperci twierdzą, że plan ten napotyka poważne przeszkody polityczne i logistyczne — w tym konieczność uzyskania zgody Turcji na przepływ tankowców przez cieśninę Bosfor.