49-letni Radosław J. przebywa obecnie w Komendzie Stołecznej Policji. Został tam przewieziony po zatrzymaniu go w środę około południa po szturmie kontrterrorystów na jego mieszkanie. Mężczyzna zabarykadował się na piętrze po tym, jak na parterze domu znalezione zostały ciała kobiety i mężczyzny. Jak się okazało, były to zwłoki jego rodziców.
Dziś 49-latek zostanie przesłuchany i usłyszy zarzuty
Już wczoraj swoje czynności procesowe wykonywała z nim stołeczna policja. Funkcjonariusze przez całą środę gromadzili również materiał dowodowy, prowadząc oględziny zwłok i miejsca tragedii, zabezpieczając ślady zbrodni i przepytując sąsiadów. Dziś 49-latek zostanie doprowadzony do prokuratury.
— Czynności procesowe z tym mężczyzną zaplanowane zostały na godz. 12.30. Zostanie przesłuchany i zostaną mu ogłoszone zarzuty. Wstępna kwalifikacja zakłada, że będą dwa zarzuty — zabójstwa dwóch osób oraz zabójstwa trzech zwierząt — mówi Onetowi prok. Karolina Staros, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jakie zarzuty zostaną postawione Radosławowi J.?
Kiedy odbędzie się przesłuchanie podejrzanego?
Ile zwierząt zginęło w tym tragicznym zdarzeniu?
Co skłoniło Radosława J. do zabarykadowania się w domu?
Wczoraj policjanci przekazywali, że oprócz zwłok kobiety i mężczyzny, na posesji znalezione zostały również zwłoki dwóch psów. Jak dowiedział się nieoficjalnie Onet, trzecim zwierzęciem, które prawdopodobnie zabił 49-latek, jest kanarek, który również został znaleziony martwy w domu.
Podejrzany zabarykadował się w domu. Policjanci użyli siły
Zgłoszenie o zwłokach dwóch osób w jednym z domów jednorodzinnych przy ul. Pszczyńskiej na osiedlu Zacisze na terenie warszawskiego Targówka policjanci otrzymali w środę po godz. 9 rano. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że funkcjonariuszy powiadomił lokator wynajmujący jedno z pomieszczeń w tym budynku. Mundurowi szybko przyjechali na miejsce i potwierdzili tragiczne doniesienia. Na parterze znaleźli zwłoki starszych osób — kobiety i mężczyzny.
Obrażenia na ich ciele wskazywały, iż zostali zamordowani. Sprawca użył jakiegoś ostrego narzędzia, prawdopodobnie noża albo maczety. W budynku przebywał w tym czasie 49-latek. Jak ustaliliśmy, to syn zamordowanej pary. Padły podejrzenia, że to on może stać za tym zabójstwem. Zwłaszcza że na widok policjantów zabarykadował się na piętrze budynku, do którego prowadziło oddzielne wejście.
Na miejscu pojawili się policyjni negocjatorzy. Kiedy 49-latek wciąż nie otwierał drzwi, do akcji wkroczyli kontrterroryści, którzy tuż przed godz. 12 przypuścili szturm na dom. — Negocjacje nie przyniosły skutku, więc policjanci musieli wejść siłą. Mężczyzna został obezwładniony i zatrzymany. Żaden z funkcjonariuszy nie odniósł przy tym obrażeń — relacjonowała w rozmowie z Onetem sierż. Klaudia Dadasiewicz z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI.
49-latek trafił za kraty. Trwa ustalanie, co właściwie wydarzyło się w domu przy ul. Pszczyńskiej i jakie były motywy postępowania sprawcy. Pewne światło na przyczyny tej tragedii rzuca jeden z sąsiadów, z którym wczoraj rozmawiał Onet.
Sąsiad: uważał, że matka go chce otruć, a ojciec chce go zastrzelić
— Znam Radka od kilkunastu lat. Miał różne biznesy, np. fabrykę peletu, firmę transportową. Z życia czerpał pełnymi garściami, miał kupę kasy, kręciły się koło niego piękne kobiety. Jednak jakieś 10 lat temu poszedł siedzieć. Za narkotyki. Z tego, co pamiętam, przesiedział kilka lat. Jak wyszedł, wrócił do domu rodziców i urządził sobie mieszkanie na piętrze ich domu. Wybudował sobie nawet sobie oddzielne wejście i schody — powiedział nam.
Jak się okazuje, 49-latek zrobił to oddzielne wejście nie bez przyczyny. Był z rodzicami w konflikcie, zwłaszcza z ojcem. Nie chciał się z nimi spotykać. Rozmawiał z nimi tylko wtedy, kiedy musiał.
— Chodziło o kasę. Uważał, że ojciec oszukał go na jego firmie transportowej, kiedy on siedział w więzieniu. Dlatego miał zbankrutować. Trochę sfiksował na tym punkcie. Ten konflikt poszedł tak daleko, że uważał, że matka go chce otruć, a ojciec chce go zastrzelić — tłumaczył nasz rozmówca.
— Inna sprawa, że Radek mocno się pogubił. Siedział cały czas w domu, rzadko wychodził. Nawet jedzenie zamawiał z knajpy z dowozem. Wpadł w depresję, był sfrustrowany. Zaczął brać dużo psychotropów i innych środków. Może to wszystko doprowadziło do tej tragedii — zastanawiał się sąsiad.
Te wątki prawdopodobnie również będą przedmiotem śledztwa w tej sprawie.