Iga Świątek odpadła z Australian Open po ćwierćfinale z Jeleną Rybakiną. Po meczu Polka pojawiła się na konferencji prasowej, a na niej poruszyła kwestię prywatności zawodników i zawodniczek podczas wielkoszlemowej imprezy. Dotyczyło to m.in. jej sytuacji, gdy ochrona nie chciała wpuścić jej na obiekt z powodu braku akredytacji czy tego, jak Coco Gauff po porażce z Eliną Switoliną roztrzaskała swoją rakietę.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jaka była reakcja władz WTA na słowa Igi Świątek?
Z kim Iga Świątek przegrała w ćwierćfinale Australian Open?
Co Iga Świątek sądzi o prywatności zawodników?
Jakie opinie wyrazili dziennikarze na temat słów Igi Świątek?
Afera po słowach Igi Świątek. Nawet w Polsce zrobiło się gorąco. To jej zarzucają
— Pytanie brzmi: czy jesteśmy tenisistami, czy zwierzętami w zoo, które są obserwowane nawet wtedy, gdy robią kupę? To oczywiście przesada, ale fajnie byłoby mieć trochę prywatności. Fajnie byłoby mieć własny proces i nie być cały czas obserwowanym — mówiła wówczas Polka, co spotkało się także z reakcją ze strony władz WTA, o której przeczytacie tutaj. Jej słowa wywołały także burzę w sieci.
„Wciąż czekam na pierwszego sportowca, który narzekając na media, zadeklaruje, że za dodatkową prywatność zrezygnuje z zarobków wynikających z komponentu medialnego, czyli w tym przypadku: z milionów dolarów. Może Iga będzie pionierką?” — komentuje Sebastian Staszewski z „Przeglądu Sportowego” i „Faktu”.
„Powiedzcie proszę Idze, że nie ma obowiązku startowania w Australian Open…” — ocenia Marek Bobakowski z Wirtualnej Polski.
„Normalne, że ktoś pokazuje emocje, rzuci rakietą jak Coco, bo to sport i emocje. I nie o tym mówiłem dziś rano w programie, a właśnie o tych słowach Świątek. Jesteś w miejscu pracy, jesteś popularna, więc zrozumiałe, że każdy Cię obserwuje, bo przychodzą na Twoje mecze. Oczywiście, że to może być męczące, ale niestety takie są minusy sportu na wysokim poziomie. Media, kibice właśnie to daje kontrakty reklamowe czy po prostu pieniądze, jakie są do podniesienia w tenisie” — reaguje Adam Sławiński z Kanału Sportowego.
„Siostry zakonne w zakonach klauzulowych nie mają takiego problemu. Może się z nimi zamienić. Naprawdę, wielki problem, bo kamera uchwyciła ją podczas 15 sekund zamieszania z akredytacją. Koniec świata” — pisze Grzegorz Saj z Onetu.
Długim komentarzem na ten temat podzielił się także Mateusz Ligęza z Radia ZET.
„Zgadzam się z Igą, ale tylko połowicznie. Nagrania, o których mówi Świątek pochodzą z miejsca rozgrywania turnieju, owszem, nie prosto z kortu, ale jednak z centrum wydarzeń. Współczesny sport na tym najwyższym poziomie to deal — kamery niemal wszędzie, musi być rozrywka, ale za tym też idą odpowiednie gratyfikacje finansowe. Nagrania z szatni, korytarzy, tuneli etc. to już często norma. Po przegranych meczach trudno wytrzymać ciśnienie, zapanować nad sobą, emocje biorą górę — o czym świadczy roztrzaskana rakieta Coco. Natomiast prywatność poza arenami zmagań powinna być standardem, to można ubolewać, że uszanowanie jej w głównej mierze zależy od postawy osób trzecich (np. kibiców)” — czytamy.
„Można i należy edukować w tej kwestii, bo przy takim obciążeniu psychicznym wśród zawodowców należy im się »przestrzeń«, i nie trzeba od razu chować się do szafy czy za każdym razem zmieniać image (akcja z kelnerką spoko). Organizatorzy imprez wielkoszlemowych czy broadcasterzy mają dostarczać smaczków — w postaci kulis i chcąc być w tym środowisku — czy to się podoba, czy nie — takie umowy nie od dziś są w tenisie i innych dyscyplinach sportowych. A że wychodzą z tego czasem memy? Tak działa współczesny świat. Jedne są śmieszniejsze, inne mniej. Ale jak fotka z Lewandowskim była po finale w Paryżu to nikt nie miał pretensji, że viral funkcjonuje do dziś, tylko zmieniają się podpisy pod »memem«” — dodał dziennikarz.