Import rosyjskiego skroplonego gazu ziemnego (LNG) do Unii Europejskiej nadal jest ostro krytykowany, jednak nie stoi w sprzeczności z obowiązującym reżimem sankcyjnym. Do 2027 r. takie dostawy są dozwolone, a strategia sankcyjna UE nie polega na symbolicznym zakazywaniu wszystkiego od razu, lecz na stopniowym i prawnie trwałym eliminowaniu rosyjskiego gazu z rynku europejskiego.

Przez niemal cztery lata pełnoskalowej wojny w Ukrainie polityka sankcyjna UE wobec Rosji była wielokrotnie przedmiotem ostrej krytyki ze strony ekspertów, aktywistów i polityków. Oceniając sankcje głównie przez pryzmat ich rzekomej niezdolności do zakończenia wojny, krytycy często dochodzą do wniosku o ich nieskuteczności, a niekiedy wręcz zarzucają władzom europejskim hipokryzję, wskazując na trwającą wymianę handlową między UE a Rosją — rzekomo mimo własnych ograniczeń.

Najczęściej taka krytyka skupia się na „ogromnych wolumenach” rosyjskiego LNG importowanego przez Unię Europejską. Ten argument pojawia się na przykład w niedawnej analizie autorstwa Władimira Sliwiaka, współprzewodniczącego grupy ekologicznej „Ekozaszczita”.

Jako kluczowy przykład wskazuje on dostawy z projektu Jamal LNG, a poszczególne kraje UE są praktycznie oskarżane, że „zarabiają” na rosyjskim gazie w czasie wojny.

Na wstępie warto podkreślić, że te zarzuty opierają się na rzeczywistych, weryfikowalnych danych — przede wszystkim statystykach Kpler — i w tym sensie są wiarygodne. Problem nie tkwi więc w liczbach samych w sobie, ale w ich interpretacji. Fakt, że dostawy trwają, bywa przedstawiany jako polityczny zarzut, który jednak nie znajduje potwierdzenia ani w prawie sankcyjnym, ani w logice funkcjonowania instytucji UE.

Żeby zrozumieć, dlaczego takie oskarżenia są błędne, trzeba wyjść poza emocjonalną retorykę i moralne oceny, i uważnie przyjrzeć się szczegółom. To właśnie one — jak to często bywa w polityce sankcyjnej — skrywają diabła w szczegółach.

Głównym błędem krytyków jest to, że utożsamiają kontynuację importu LNG z Rosji z naruszeniem reżimu sankcyjnego. To nieprawda.

Co dokładnie objęły sankcje

Przed przyjęciem 19. pakietu sankcji w październiku 2025 r. import LNG z Rosji nie był zakazany. Europejskie ograniczenia stopniowo obejmowały inne elementy łańcucha: nowe inwestycje w rosyjskie projekty LNG, dostawy sprzętu i technologii, a także przeładunek i tranzyt przez terminale UE niezintegrowane z systemem przesyłowym. Umowy na dostawy LNG podpisane przed 2022 r. formalnie nie podlegały bezpośredniemu zakazowi.

Tankowiec służący do transportu skroplonego gazu LNG (zdj. poglądowe)

Tankowiec służący do transportu skroplonego gazu LNG (zdj. poglądowe)Mikael Holter/Bloomberg via Getty Images / Getty Images

Co więcej, nawet 19. pakiet sankcji nie wprowadza zakazu natychmiastowo, lecz dopiero od 1 stycznia 2027 r. To nie jest luka prawna ani hipokryzja, ale świadomy wybór polityczny UE, który ma na celu stopniowe i prawnie solidne rozbudowywanie architektury sankcyjnej wobec rosyjskich surowców energetycznych — podejście uwzględniające realia gospodarcze i bezpieczeństwo dostaw.

Po lutym 2022 r. UE w krótkim czasie mocno ograniczyła import gazu rurociągowego z Rosji — ze 157 mld m sześc. w 2021 r. do 54 mld m sześc. w 2024 r. i 18 mld m sześć. w 2025 r., co stanowi najniższy poziom od kilkudziesięciu lat.

I to właśnie LNG stał się kluczowym elementem stabilizacji europejskiego bilansu gazowego, zapobieżenia niedoborom energii i gwałtownym wzrostom cen. Import LNG (nie tylko z Rosji) do UE wzrósł z 56 mln ton w 2021 r. do 81 mln ton w 2024 r. i 105 mln ton w 2025 r. — a jego udział w całkowitym imporcie gazu wzrósł z 20 proc. do 37 proc.

Główny wzrost pochodził ze Stanów Zjednoczonych, podczas gdy dostawy z Rosji rosły znacznie skromniej — z 14,1 mln ton w 2021 r. do 17,8 mln ton w 2024 r., a w 2025 r. spadły do ok. 15 mln ton.

Logika sankcji UE od samego początku była skierowana na najbardziej dochodowe segmenty rosyjskiego eksportu energetycznego — ropę, paliwa naftowe i gaz rurociągowy, które w 2021 r. przyniosły Rosji ok. 237 mld dol. (ok. 835 mld zł), w porównaniu do zaledwie ok. 7 mld dol. (ok. 25 mln zł) z eksportu LNG .

Ponadto arktyczne projekty LNG korzystają z szerokich ulg podatkowych — zwolnień z ceł eksportowych i podatków oraz obniżonej stawki podatku dochodowego — co ogranicza ich bezpośredni wpływ na rosyjski budżet. W tym kontekście LNG nie był priorytetowym celem sankcji UE, a zakupy LNG od Jamal LNG nie były uważane za znaczące źródło finansowania wojny.

Zakład Jamal LNG w miejscowości Sabetta w autonomicznym okręgu Jamalsko-Nienieckim, w arktycznej Rosji, 9 grudnia 2018 r.

Zakład Jamal LNG w miejscowości Sabetta w autonomicznym okręgu Jamalsko-Nienieckim, w arktycznej Rosji, 9 grudnia 2018 r.AA/ABACA / PAP

Czas działa na niekorzyść Rosji

Jeżeli przyjmiemy, że sankcje od początku miały działać jako mechanizm stopniowego ograniczania dochodów Rosji z eksportu węglowodorów — bazy finansowej prowadzenia wojny — kontynuacja zakupów LNG do 1 stycznia 2027 r. nie jest objawem słabości czy podwójnych standardów, lecz pragmatycznym kompromisem. Ma to na celu wykorzystanie ograniczonego czasu i minimalizację ryzyka przerw w dostawach i skoków cen.

Prawda jest taka, że w 2025 r. ok. połowy rosyjskiego eksportu LNG trafiło do państw UE — przede wszystkim do Francji, Belgii i Hiszpanii. Jednak twierdzenia, że UE „ciągle importuje ogromne ilości rosyjskiego gazu bez oznak spowolnienia”, są przesadzone.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Według danych Centre for Research on Energy and Clean Air (CREA) w 2025 r. import rosyjskiego LNG do UE spadł o ok. 2,9 mld m sześc. (–13 proc.) w porównaniu z rokiem poprzednim — i ta negatywna tendencja się nasila. Tymczasem ogólny import LNG do UE wzrastał: w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. o 27 proc., a we wrześniu aż o połowę więcej niż rok wcześniej.

Oceny skuteczności sankcji w obszarze LNG nie należy opierać na liczbie tankowców wchodzących dzisiaj do portów we Francji czy Belgii, lecz na strukturze ograniczeń, które będą działały w przyszłości.

Rosja niewątpliwie będzie próbowała przekierować eksport LNG z projektu Jamal po utracie europejskiego rynku od końca 2026 r. Jednak te wysiłki od początku będą ograniczone i w średnim terminie skazane na niepowodzenie z powodów infrastrukturalnych i technologicznych.

Logistyka rosyjskich arktycznych projektów LNG historycznie opiera się na trasach przez Morze Barentsa do terminali w Europie Północno-Zachodniej. Możliwość przekierowania dostaw do Azji jest ograniczona sezonowo (przez Północną Drogę Morską) i wymaga specjalnych gazowców klasy lodowej Arc7. Rosja ma ich wyraźnie za mało, a sankcje wobec przemysłu stoczniowego i technologii uniemożliwiły budowę nowych w odpowiedniej liczbie.

Tu nie działa „szara strefa”

Próby omijania ograniczeń, w tym poszukiwanie alternatywnych tras czy tworzenie własnej „floty cieni” LNG, będą się wiązały z wyższymi kosztami logistycznymi, dodatkowymi rabatami i utratą konkurencyjności.

A strukturalne cechy rynku — dominacja kontraktów długoterminowych i wysoka przejrzystość transakcji — mocno ograniczają takie działania.

W przeciwieństwie do rynku ropy, gdzie nieformalne kanały potrafią ukryć nawet połowę dostaw, obejście sankcji na rynku LNG będzie fragmentaryczne i nie zmieni ogólnej sytuacji.

Władze rosyjskie już przyznały, że plan osiągnięcia produkcji 100 mln ton LNG rocznie do 2030 r. jest nierealny i został opóźniony o kilka lat. Po wejściu zakazu w życie straty Rosji będą jeszcze bardziej odczuwalne, a sankcyjny efekt — trwały i wymierny.

W tym kontekście UE działa ściśle w ramach przyjętych sankcji — konsekwentnie, prawnie uzasadnionym sposobem i z myślą o długoterminowych efektach, choć może to rozczarowywać zwolenników natychmiastowych i symbolicznych rozwiązań.