- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
49-letni Radosław J., który został zatrzymany po szturmie kontrterrorystów na dom na stołecznym Targówku, w którym znaleziono wcześniej ciała jego rodziców, został dziś po południu przesłuchany w Prokuraturze Rejonowej Warszawa Praga-Północ.
Odpowie za zabójstwo dwóch osób i trzech zwierząt
– Mężczyzna usłyszał łącznie trzy zarzuty – zabójstwa dwóch osób oraz zabójstwa trzech zwierząt domowych – przekazała w rozmowie z Onetem prok. Karolina Staros, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga.
W tym ostatnim zarzucie chodzi o dwa psy, których zwłoki również znaleziono na posesji przy ul. Pszczyńskiej na Targówku. Natomiast trzecie zwierzę, które również miał zabić Radosław J., to – jak ustaliliśmy nieoficjalnie – kanarek, który również został znaleziony martwy w domu.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
– Mężczyzna nie przyznał się do stawianych zarzutów. Odmówił składania wyjaśnień. Nie odpowiadał na żadne pytania. Do sądu został skierowany wniosek o jego tymczasowe aresztowanie – mówi nam prok. Karolina Staros.
- Jakie zarzuty usłyszał Radosław J.?
- Czy Radosław J. przyznał się do winy?
- Kiedy miał miejsce szturm kontrterrorystów?
- Co mówił sąsiad o Radosławie J.?
Możliwe, że decyzja w tej sprawie zapadnie w ciągu kilku godzin. Posiedzenie sądu ma się odbyć jeszcze dziś po południu.
Jak się dowiedzieliśmy, w chwili zatrzymania przez policjantów Radosław J. był trzeźwy. Badania na zawartość alkoholu nie wykazały żadnych promili w organizmie. Natomiast została mu pobrana krew do badań toksykologicznych, by sprawdzić, czy nie był pod wpływem innych środków odurzających. Na wyniki trzeba będzie poczekać.
Podejrzany zabarykadował się w domu. Policjanci użyli siły
Zgłoszenie o zwłokach dwóch osób w jednym z domów jednorodzinnych przy ul. Pszczyńskiej na osiedlu Zacisze na terenie warszawskiego Targówka policjanci otrzymali w środę po godz. 9 rano. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że funkcjonariuszy powiadomił lokator wynajmujący jedno z pomieszczeń w tym budynku. Mundurowi szybko przyjechali na miejsce i potwierdzili tragiczne doniesienia. Na parterze znaleźli zwłoki starszych osób — kobiety i mężczyzny.
Obrażenia na ich ciele wskazywały, iż zostali zamordowani. Sprawca użył jakiegoś ostrego narzędzia, prawdopodobnie noża albo maczety. W budynku przebywał w tym czasie 49-latek. To syn zamordowanej pary. Padły podejrzenia, że to on może stać za tym zabójstwem. Zwłaszcza że na widok policjantów zabarykadował się na piętrze budynku, do którego prowadziło oddzielne wejście.
Na miejscu pojawili się policyjni negocjatorzy. Kiedy 49-latek wciąż nie otwierał drzwi, do akcji wkroczyli kontrterroryści, którzy tuż przed godz. 12 przypuścili szturm na dom. — Negocjacje nie przyniosły skutku, więc policjanci musieli wejść siłą. Mężczyzna został obezwładniony i zatrzymany. Żaden z funkcjonariuszy nie odniósł przy tym obrażeń — relacjonowała w rozmowie z Onetem sierż. Klaudia Dadasiewicz z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI.
Piotr Halicki / Onet
Służby na miejscu zabójstwa na Targówku
49-latek trafił za kraty. Trwa ustalanie, co właściwie wydarzyło się w domu przy ul. Pszczyńskiej i jakie były motywy postępowania sprawcy. Pewne światło na przyczyny tej tragedii rzuca jeden z sąsiadów, z którym wczoraj rozmawiał Onet.
Sąsiad: uważał, że matka go chce otruć, a ojciec chce go zastrzelić
— Znam Radka od kilkunastu lat. Miał różne biznesy, np. fabrykę peletu, firmę transportową. Z życia czerpał pełnymi garściami, miał kupę kasy, kręciły się koło niego piękne kobiety. Jednak jakieś 10 lat temu poszedł siedzieć. Za narkotyki. Z tego, co pamiętam, przesiedział kilka lat. Jak wyszedł, wrócił do domu rodziców i urządził sobie mieszkanie na piętrze ich domu. Wybudował sobie nawet sobie oddzielne wejście i schody — powiedział nam.
Jak się okazuje, 49-latek zrobił to oddzielne wejście nie bez przyczyny. Był z rodzicami w konflikcie, zwłaszcza z ojcem. Nie chciał się z nimi spotykać. Rozmawiał z nimi tylko wtedy, kiedy musiał.
— Chodziło o kasę. Uważał, że ojciec oszukał go na jego firmie transportowej, kiedy on siedział w więzieniu. Dlatego miał zbankrutować. Trochę sfiksował na tym punkcie. Ten konflikt poszedł tak daleko, że uważał, że matka go chce otruć, a ojciec chce go zastrzelić — tłumaczył nasz rozmówca.
— Inna sprawa, że Radek mocno się pogubił. Siedział cały czas w domu, rzadko wychodził. Nawet jedzenie zamawiał z knajpy z dowozem. Wpadł w depresję, był sfrustrowany. Zaczął brać dużo psychotropów i innych środków. Może to wszystko doprowadziło do tej tragedii — zastanawiał się sąsiad.
Te wątki prawdopodobnie również będą przedmiotem śledztwa w tej sprawie. Zgodnie z kodeksem karnym, za dokonane zabójstwa Radosławowi J. może grozić dożywocie.