Tim Cook najwyraźniej poczuł się zmuszony do wydania oświadczenia. W wewnętrznym komunikacie skierowanym do pracowników koncernu Apple — który nieprzypadkowo szybko trafił do wielu amerykańskich mediów — wykazał się zaskakującą emocjonalnością. Napisał, że jest „głęboko wstrząśnięty wydarzeniami w Minneapolis” i osobiście poinformował prezydenta Donalda Trumpa o swoim zaniepokojeniu. Dodał, że priorytetem jest teraz złagodzenie napięć.
„Wierzę, że Ameryka jest najsilniejsza, gdy realizujemy nasze najwyższe ideały, gdy traktujemy każdego z godnością i szacunkiem, bez względu na to, kim jest i skąd pochodzi, oraz gdy akceptujemy nasze człowieczeństwo. W tym tygodniu odbyłem owocną rozmowę z prezydentem, podczas której przedstawiłem mu swoje poglądy i doceniam jego otwartość na kwestie, które są ważne dla nas wszystkich” — napisał prezes Apple w komunikacie.
Fakt, że czuł się zmuszony do zabrania głosu, może mieć również związek z tym, że spotkał się z krytyką opinii publicznej i własnych pracowników. Zaledwie kilka godzin po tym, jak w sobotę pielęgniarz Alex Pretti został zabity w Minneapolis przez funkcjonariuszy ICE, Cook uczestniczył w wieczornym wydarzeniu w Białym Domu. Atmosfera wydawała się być wesoła — po zakończeniu Cook obejrzał „Melania”: nowy film o pierwszej damie Melanii Trump.
Po raz pierwszy od ponownego wyboru Trumpa na prezydenta znani szefowie firm, tacy jak Cook, zaczęli krytykować jego politykę.
Ostrożnie na palcach
Do tej pory liderzy biznesu z Doliny Krzemowej wyróżniali się uległymi wręcz gestami wobec administracji Trumpa. Niezapomniane są sceny z jesieni ubiegłego roku, kiedy Mark Zuckerberg, Jeff Bezos i spółka zebrali się na spotkaniu w Gabinecie Owalnym, a Donald Trump przed kamerami przez kilka minut wychwalał ich dalekowzroczną i mądrą politykę.
Kalkulacja była oczywista — jego administracja napędza boom na sztuczną inteligencję w USA za pomocą wszelkiego rodzaju dotacji państwowych, łagodnych wymogów dotyczących centrów danych oraz zamówień państwowych dla wojska i straży granicznej opiewających na miliardy dolarów. Żadna branża nie odnotowała w ubiegłym roku tak silnego wzrostu jak Big Tech. Od dawna wiele tworzących ją firm jest czymś więcej niż tylko mediami społecznościowymi lub dostawcami oprogramowania do pracy i codziennego życia.
Giganci technologiczni, tacy jak Meta czy Microsoft, stali się nieodzownym elementem drugiego co do wielkości kompleksu wojskowego na świecie. Kristi Noem, sekretarz bezpieczeństwa krajowego Stanów Zjednoczonych, nie ukrywa, że jej departament przeznacza ogromne kwoty na wzmocnienie ochrony granic.
Dyrektor generalny Apple Tim Cook (w środku) obserwuje, jak Donald Trump wita liderów biznesu podczas spotkania w rezydencji ambasadora Stanów Zjednoczonych w Tokio, 28 października 2025 r.Andrew Harnik / Staff / Getty Images
Republikanka twierdzi, że dzięki „Wielkiej, pięknej ustawie” („The One Big Beautiful Bill Act”) jej departament otrzymał „niesamowicie duże środki”. Według „Washington Post” pierwsza transza sięga do 6 mld dol. (21 mld zł). Wkrótce kwota ta może znacznie wzrosnąć. Biznes związany z wojskiem i ochroną granic jest zabezpieczony na lata.
Również funkcjonariusze ICE coraz częściej korzystają z produktów koncernów technologicznych, zwłaszcza Palantir [amerykańskiej firmy tworzącej produkty do analizy dużych zbiorów danych]. Nic więc dziwnego, że dotychczas w zarządach w Kalifornii i Teksasie starano się unikać otwartego krytykowania prezydenta. Dlatego też obecne wyrazy zaniepokojenia ze strony Doliny Krzemowej są bardzo ostrożne.
Kij i marchewka
Sam Altman, prezes OpenAI, powiedział jasno i wyraźnie. — ICE posuwa się za daleko. Istnieje ogromna różnica między deportacją brutalnych przestępców a tym, co dzieje się obecnie, i musimy jasno to rozróżnić — stwierdził.
Następnie jednak w komunikacie wysłanym do pracowników przemycił pochlebstwo pod adresem prezydenta. „Kocham Stany Zjednoczone i ich wartości demokracji i wolności i będę wspierał ten kraj z całych sił. Prezydent Trump jest bardzo silnym przywódcą i mam nadzieję, że sprosta temu wyzwaniu i zjednoczy kraj. Reakcje z ostatnich godzin dodają mi otuchy i mam nadzieję, że dzięki przejrzystym dochodzeniom uda się przywrócić zaufanie” — napisał.
Krytyka ze strony Doliny Krzemowej jest następstwem listu protestacyjnego z początku tygodnia. Podpisało go 60 szefów przedsiębiorstw, w tym znanych firm, takich jak 3M, United Health czy sieć handlowa Target. Zamaskowani funkcjonariusze ICE wielokrotnie wpadali do ich sklepów i zatrzymywali w nich osoby, które podejrzewali o nielegalny pobyt w kraju.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
„W tym trudnym dla naszej społeczności czasie wzywamy do pokoju i ukierunkowanej współpracy między lokalnymi, stanowymi i federalnymi przywódcami” — napisali w poniedziałkowym liście.
Teraz, gdy dyrektorzy firm technologicznych, tacy jak Cook i Altman, wyrazili swoje stanowisko, krytyka ze strony świata biznesu powinna ucichnąć, przynajmniej na razie. Niezadowolenie panuje tam już od dłuższego czasu, ale prawie nikt nie odważył się wejść w konflikt z administracją Trumpa.
Zaskakująca cisza zapanowała na przykład wtedy, gdy jesienią ubiegłego roku prezydent USA powiązał popularną wśród firm technologicznych wizę H1B [umożliwiającą pracodawcom zatrudnianie specjalistów z zagranicy w zawodach wymagających wysokich kwalifikacji] z opłatą w wysokości 100 tys. dol. (352 tys. zł). Od dawna działania ICE nie dotyczą już jednak wyłącznie przestępców zagranicznych, ale także imigrantów przebywających w USA bez ważnego pozwolenia na pobyt, którzy przestrzegają prawa i pracują na ważnych stanowiskach w różnych branżach.
Oddolny sprzeciw
Chociaż Trump i spółka po śmiertelnym postrzeleniu Renee Good w Minneapolis jeszcze bardziej podsycali atmosferę, teraz wydaje się, że starają się ja łagodzić. Dowódca straży granicznej Gregory Bovino, któremu demokraci, tacy jak gubernator Kalifornii Gavin Newsom, zarzucają stosowanie „metod gestapo”, został wycofany z Minnesoty, a pierwsza dama Melania Trump w jednym ze swoich rzadkich przemówień wezwała demonstrantów do pokojowego zachowania podczas protestów.
Donald Trump natomiast pośrednio zaprzeczył wypowiedzi swojego zastępcy szefa sztabu Stephena Millera. Ten krótko po śmiertelnych strzałach oskarżył ofiarę o to, że była terrorystą, który chciał zamordować funkcjonariuszy ICE — co jednak w żaden sposób nie zostało udowodnione. Nagrania wideo pokazują, że funkcjonariusze wyjęli broń Prettiego, którą legalnie nosił przy sobie, z kabury, a dopiero potem oddali w jego kierunku 10 strzałów.
Protest w centrum Minneapolis w stanie Minnesota, 23 stycznia 2026 r.Star Tribune via Getty Images / Contributor / Getty Images
Niepokojące obrazy z Minneapolis nie wywołują jednak sprzeciwu wszystkich firm technologicznych. Palantir na przykład najwyraźniej poczuł się zmuszony uzasadnić swoje działania przed pracownikami, ale powstrzymał się od publicznych oświadczeń na temat ostatnich wydarzeń.
Dzięki oprogramowaniu Palantir ICE może generować widoki map, zaznaczać punkty newralgiczne lub całe dzielnice, w których przebywa wiele potencjalnych migrantów, a tym samym planować naloty. Dzięki monitorowaniu w czasie rzeczywistym funkcjonariusze ICE mogą również śledzić ruchy wybranych osób — na przykład poprzez informacje o ich podróżach i lotach, metadane z telefonów komórkowych lub inne ślady cyfrowe.
Jak donosi platforma śledcza Wired, wśród pracowników Palantir rośnie niezadowolenie z wykorzystywania oprogramowania przez funkcjonariuszy ICE. Niedawno zadali kierownictwu krytyczne pytania dotyczące przykładowo celowości dalszej współpracy z ICE. „Moim zdaniem ICE to ci źli. Nie jestem dumny z tego, że firma, dla której tak chętnie pracuję, bierze w tym udział” — napisał jeden z pracowników na Slacku. Nie są jednak znane żadne wypowiedzi zarządu w tej sprawie.
Głosy oburzenia
Drugi przypadek śmiertelnego postrzelenia przez funkcjonariuszy ICE w Minneapolis w ciągu kilku tygodni wywołał również nową debatę na temat prawa do posiadania broni — co może stać się poważnym problemem dla Trumpa. — Nie wolno posiadać broni, nie wolno wchodzić z bronią, to nie jest możliwe — powiedział prezydent USA przed dziennikarzami, zaprzeczając w ten sposób drugiej poprawce do konstytucji, która zasadniczo zezwala Amerykanom na noszenie broni.
Wypowiedzi te spotkały się ze szczególnym sprzeciwem jednego z najpotężniejszych lobby w USA: National Rifle Association (NRA, Krajowego Stowarzyszenia Strzeleckiego), od dziesięcioleci jednego z największych i najbardziej wpływowych darczyńców Partii Republikańskiej. Niezadowolenie budzi również to, że prezydent stosuje podwójne standardy: podczas publicznych wydarzeń MAGA organizowanych przez jego zwolenników w wielu miastach USA często pojawiają się ciężko uzbrojeni demonstranci.
Teraz jednak NRA i inne amerykańskie lobby broni palnej domagają się „pełnego śledztwa” w sprawie zabójstwa Alexa Prettiego. NRA wydało oświadczenie — wypowiedź prokuratora federalnego Billa Essayli, który stwierdził, że osoby noszące broń narażają się na to, że zostaną legalnie zastrzelone przez funkcjonariuszy, nazwało „niebezpieczną i błędną”. Essayli napisał wcześniej w serwisie X: „jeśli zbliżasz się do policji z bronią, istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie ona miała prawo do oddania strzału. Nie rób tego!”.
NRA natomiast nie zgadza się z twierdzeniem administracji Trumpa, że to Pretti sprowokował strzały. „Odpowiedzialne głosy publiczne powinny poczekać na zakończenie pełnego śledztwa i nie generalizować ani nie potępiać przestrzegających prawa obywateli. Czekając na te fakty i uzyskanie jaśniejszego obrazu sytuacji, wzywamy decydentów politycznych do uspokojenia sytuacji, aby zapewnić bezpieczeństwo swoim wyborcom i funkcjonariuszom organów ścigania” — czytamy w oświadczeniu.
Nadzieja na uspokojenie sytuacji wydaje się jednak nie spełniać. W środę doszło do eskalacji działań straży granicznej w Arizonie: obywatel USA skazany za handel ludźmi został postrzelony, prawdopodobnie po tym, jak próbował uciec przed kontrolą straży granicznej. W Minneapolis doszło do protestów na ulicach, a demonstranci zdemolowali część hotelu, w którym zakwaterowani są funkcjonariusze ICE. Nastroje w kraju wydają się nadal zaostrzać.