Leonardo Rocha do Ekstraklasy trafił w styczniu 2023 roku. Wówczas kontrakt z portugalskim napastnikiem podpisał Radomiak Radom i szybko okazało się to być strzałem w dziesiątkę. Dwumetrowy snajper strzelił sześć goli w rundzie wiosennej i choć kolejny sezon nie był tak udany w jego wykonaniu (4 bramki w 26 meczach), to dostał od klubu kredyt zaufania. Odpłacił się jedenastoma trafieniami w siedemnastu spotkaniach i rok temu niespodziewanie przeniósł się do Rakowa Częstochowa.
Zobacz wideo Kosecki pomógł w transferze byłego piłkarza Legii: Praktycznie sam przeprowadziłem tę transakcję
Przygoda w zespole „Medalików” jednak nie należała do udanych. Rocha grał niewiele, co przełożyło się na brak goli – w 24 meczach na dwóch frontach trafił do siatki tylko dwukrotnie i trzy razy asystował. Z tym, że jeśli spojrzymy na liczbę minut, to uzbieramy niecałe sześć pełnych spotkań. Marek Papszun wolał stawiać na Jonatana Brauta Brunesa i Patryka Makucha, co sprawiło, że Portugalczyk został we wrześniu ubiegłego roku wypożyczony do Zagłębia Lubin.
I znów oglądaliśmy Rochę tak skutecznego, jak w Radomiaku. A przede wszystkim szczęśliwego, co widać było po jego zachowaniu na boisku oraz relacji z kibicami, którą napastnik skrupulatnie buduje w swoich mediach społecznościowych. Łącznie w jedenastu spotkaniach ligowych 28-latek strzelił siedem goli i wszystko wskazywało na to, że zostanie w Lubinie na dłużej. Zwłaszcza, że „Miedziowym” przysługiwała opcja wykupu.
Był szczęśliwy w Lubinie. Mówi wprost: „To był dla mnie szok”
Niespodziewanie jednak saga transferowa z udziałem Rochy przeciągała się i trwała dobrych kilka tygodni. Leszek Ojrzyński chciał, aby jego najlepszy snajper kontynuował zdobywanie bramek dla Zagłębia na wiosnę. Zastrzeżeń nie miał także dyrektor sportowy Rafał Ulatowski. Agent zawodnika w rozmowie z Szymonem Janczykiem z Weszło ujawnił, że rada nadzorcza klubu z Lubina poprosiła o ustępstwa finansowe. Porozumienie osiągnięto i wykup Portugalczyka miał zostać ogłoszony lada dzień.
15 stycznia, czyli w ostatni dzień, gdy Zagłębie mogło wykupić Rochę, poinformowano jednak o wycofaniu się z transakcji. To oznaczało tylko jedno – powrót 28-latka do Częstochowy. W kuluarach mówiło się, że to napastnik i jego środowisko robili problemy, ale sam zainteresowany przerwał milczenie i postanowił opowiedzieć dziennikarzom TVP Sport, jak to wyglądało naprawdę.
– Nie podpisałem kontraktu z Zagłębiem Lubin, ponieważ nie zdecydowali się mnie wykupić. To jedyny powód. Mieli określony czas, aby zapłacić 900 tysięcy euro. Ostatniego dnia przed jego zakończeniem zdecydowali, że tego nie zrobią, ponieważ rada nadzorcza blokuje temat. Wszystko było ustalone z moim agentem. Ludzie, którzy mówią, że to ja robiłem problemy, kłamią. Mieliśmy ustalone warunki, nagle w klubie stwierdzono, że jest to dla nich za drogie – wyjawił Rocha.
Jedną z osób twierdzących, że problem leżał po stronie Portugalczyka, jest Wojciech Jagoda. Komentator Canal+Sport w programie „Odprawa Przedmeczowa” stwierdził, że fiasko negocjacyjne nie leży po stronie klubu. Rocha napisał tylko na portalu X: – Tak, on również brał udział w negocjacjach.
– Zagłębie to klub, w którym o wszystkim decyduje rada nadzorcza. Ja w pewnym momencie poczułem się źle, zrobiło mi się bardzo trudno. Rozmawialiśmy przez miesiąc, wszystko było praktycznie pewne, nagrywaliśmy materiały dotyczące mojej prezentacji. Ostatniego możliwego dnia zmienili zdanie i powiedzieli „nie”. Był to dla mnie szok. Miałem pewne plany, moja rodzina bardzo chciała zostać w Lubinie, byliśmy tam szczęśliwi – dodał i wziął w obronę Rafała Ulatowskiego, który został obwiniony przez kibiców „Miedziowych” o transferowe fiasko.
– Mam świetny kontakt z trenerem i dyrektorem sportowym Zagłębia. Rafał Ulatowski bardzo mnie chciał i zrobił wszystko, co mógł, żeby mnie pozyskać. Widzę, że wiele osób mówi o nim źle, ale to nie jego wina. On zawsze był wobec mnie fair – przyznał 28-latek.
Jaka będzie przyszłość Rochy? W Rakowie może być trudno o minuty
Rocha wraca do Rakowa, który przechodzi zmiany. Nowym trenerem został Łukasz Tomczyk i to może być szansa Portugalczyka na wskoczenie do wyjściowej jedenastki. Zadanie jednak nie będzie proste, bo w zespole „Medalików” wciąż występują Brunes oraz Makuch, a w ataku może zagrać także ściągnięty zimą Isak Brusberg.
– Tamta historia się już zakończyła. Jestem w Rakowie i teraz tylko to się liczy. Chcę być pierwszym napastnikiem. Nie zamierzam dalej siedzieć na ławce rezerwowych, jak miało to miejsce w poprzednim sezonie. To dla mnie kluczowa i bardzo ważna sprawa – zaznaczył portugalski snajper i dodał, że jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, a na horyzoncie pojawi się sensowna oferta z zagranicznego klubu, poważnie ją rozważy.
– Chcę grać, muszę grać. Wszyscy widzą, co mogę dać drużynie, jeżeli jestem w boiskowym rytmie i regularnie łapię minuty. Teraz normalnie trenuję z zespołem i zobaczymy, co się wydarzy w najbliższych dniach – podsumował Rocha.
Ekstraklasa wróci do gry w piątek 30 stycznia. Jako pierwsi, bo już o godz. 18:00, na murawę wybiegną zawodnicy Zagłębia i GKS-u Katowice. Raków z kolei zagra w niedzielę na wyjeździe z prowadzącą w ligowej tabeli Wisłą Płock. Początek tego spotkania zaplanowano na godz. 14:45.
Zobacz też: Polska największym dziwadłem w Europie. Tego nie ma w żadnym kraju