W pierwszej części obszernej rozmowy przed startem rundy wiosennej Ekstraklasy Rafał Górak chłodnym okiem podsumowuje co zawiodło w grze GKS-u w rundzie jesiennej i odnosi się do transferowego szaleństwa Widzewa Łódź. Opowiada też o nowej erze, jaką dla katowickiego klubu było przeniesienie się w pełni na nowy stadion.
Adrian Heluszka, Przegląd Sportowy Onet: Zawsze podkreśla pan, że przeżył w GKS-ie Katowice niemal wszystko. Ale nie przypominam sobie zimowania w strefie spadkowej. To stosunkowo nowa sytuacja, do której trzeba się zaadoptować.
Rafał Górak, trener GKS-u Katowice: Nigdy nie przywiązywałem szczególnej wagi do miejsca zajmowanego po określonej rundzie. Nawet, jak robiliśmy awans do Ekstraklasy, to na koniec jesieni byliśmy na 11. miejscu i mieliśmy 10 pkt straty do pozycji, która dawała bezpośredni awans. O czym tu mówić? Choć wtedy byliśmy na pewno rozczarowani z tego, że mamy tak mało punktów, a całkiem przyzwoicie graliśmy. Dzisiaj po 17 meczach mamy 20 pkt. Myślę, że to jest średnia, którą powinniśmy obrać na drugą rundę. To powinno nam dać to, co nam najbardziej potrzebne, czyli utrzymanie Ekstraklasy w Katowicach.
Rozmawialiśmy rok temu jeszcze w starym gabinecie na Bukowej i pamiętam, jak mówił pan, że chciałby, by Ekstraklasa cały czas pana zaskakiwała. Jesienią faktycznie zaskoczyła chyba wielu trenerów i kibiców, bo takiej sytuacji w tabeli sobie nie przypominam (11 pkt dzieli lidera od ostatniego zespołu).
To była niezwykle specyficzna rzecz. Oglądaliśmy wiele niespodzianek, praktycznie wszystkie kluby traciły punkty. Po 18. kolejkach, a w naszym przypadku 17., bo mamy jeden mecz zaległy, to faktycznie różnice w tabeli są niewielkie. Muszę przyznać, że mnie to zaskoczyło. Ale gdy przeanalizujemy sobie naszą grę, to spodziewałem się, że początek sezonu będzie dla nas bardzo trudny. Musieliśmy szybko działać, by uzupełnić luki, które pojawiły się w składzie. To dla nas były kosztowne straty.
Musieliśmy też sporo pracy włożyć w to, by doprowadzić do zawodników do takiej formy, jaką widzieliśmy choćby u Bartosza Nowaka przez całą rundę. Nie ma co ukrywać, że szkoda straconych punktów, ale nie ma co się rozczulać nad tym.
W programie na kanale „Meczyki” wspomniał pan wprost, że „zabrakło jakości”.
Tak, na początku zabrakło nam jakości ale taktycznej. Nie byliśmy tak zorganizowani jakbym sobie tego życzył. Zawodnicy, którzy do nas dołączyli potrzebowali trochę czasu, aby nasza gra się zazębiła. To jest proces. Czasem ten balast taktyczny może mocno obciążyć zawodnika, zwłaszcza gdy z takimi zadaniami na boisku wcześniej się nie mierzył. Najważniejsze, że to pojętni uczniowie i dość szybko to złapali. W drugiej części sezonu potrafiliśmy sukcesywnie punktować.
Niektóre ruchy transferowe szybko zostały zweryfikowane. Jakuba Łukowskiego zaraz nie będzie w GieKSie, szybko skończyła się też przygoda Aleksandra Buksy. Po przegranym meczu w Zabrzu powiedział pan, że „musi być zadowolony z obsad napastników”, jakimi dysponuje. Niektórych Ekstraklasa brutalnie zweryfikowała.
To też kwestia tego, w jaki sposób zawodnik się realizuje. Wszystkich nie zadowolimy. W napadzie obok Olka był Maciej Rosołek. Adam Zrelak wracał już wtedy do zdrowia, kiedy podejmowaliśmy decyzje o poszukiwaniu jeszcze jednego napastnika. Czasem samo środowisko zawodnika robi swoje. To nie tylko moja decyzja, ale i zawodnicy mają ambicję, by regularnie grać. Rozmawiamy z zawodnikami i gdyby Olek podjął inną decyzję, to byłby nadal w zespole. I na pewno dostawałby swoje minuty na boisku.
Podobnie jest z Kubą Łukowskim. Trafił do zespołu w momencie, gdy straciliśmy Oskara Repkę i byliśmy w pewien sposób zaskoczeni tym faktem. Cokolwiek ma to słowo znaczyć. Wtedy wydawało nam się, że być może dobrym rozwiązaniem będzie cofnięcie Bartosza Nowaka na pozycję numer 8. Stąd też decyzja o sięgnięciu po kolejnych zawodników na pozycję numer 10. Po głębszej diagnozie i dojściu Jesse Boscha uznaliśmy, że z Bartka najbardziej skorzystamy jednak na pozycji numer 10 i w dalszej perspektywie dla Kuby zabrakło już miejsca.
Długo z Kubą rozmawialiśmy i wspominał mi, że chce grać, dobrze się czuje i nie chce jeszcze odcinać kuponów. Ja to wszystko rozumiem i trzeba w tym wszystkim znaleźć optymalne rozwiązanie i podać sobie rękę. Tym bardziej, że teraz po transferze Mateusza Wdowiaka stał się piątym, czy szóstym zawodnikiem w hierarchii na pozycji. Stąd taka, a nie inna decyzja.
Oto czym kusi GKS Katowice. Chce iść inną drogą niż Widzew
To co robi Widzew Łódź, który szaleje na rynku transferowym, działa na wyobraźnie? Mniejsze kluby, jak Wisła Płock czy Górnik Zabrze pokazały w rundzie jesiennej, że można się skutecznie przeciwstawić tym zamożniejszym.
To nie jest pytanie do końca do mnie, bo nie chciałbym oceniać wnętrza. Nie wiem, co by się działo, gdyby dzisiaj mój właściciel przyszedł do mnie z takim pomysłem na budowę drużyny. I postawiłby mnie przed faktem dokonanym z określoną liczbą transferów. Nie jestem przekonany, że byłbym do końca szczęśliwy. Znając siebie, widziałbym wiele rzeczy, które stwarzają bardzo duże niebezpieczeństwo.
Zdaje sobie sprawę, że ktoś, kto wykłada olbrzymie pieniądze ma prawo decydować. On robi biznes i sam wie, jaki jest najlepszy pomysł na to. Nie mnie w to wchodzić, bo nie znam nawet właściciela Widzewa. Niemniej dostrzegam finansową potęgę, jaka zrodziła się w Łodzi. Sport, a szczególnie piłka nożna, daje jednak sporo szans tym mniejszym na to, by tego możniejszego ogrywać.
Odpowiednim pomysłem taktycznym?
To główne narzędzie, które jako trener znam. Pomysł, taktyka, cierpliwość i metodyka.
To znając finansowe realia klubu, na co GKS jest w stanie sobie pozwolić obecnie na rynku transferowym?
Prawda jest taka, że każdy transfer bardzo mocno konsultujemy z prezesem, a ten następnie już z zespołem właścicielskim. Na każdy ruch musimy dostać zgodę i to jest klucz. A faktem jest, że właściciel, choć są nim władze miasta, spogląda bardzo ciekawie na to, co dzieje się w Ekstraklasie. Nowy stadion, który powstał w Katowicach też jest wyraźnym sygnałem, W mieście są ambicje, by pokazać się na bardziej eksponowanym rynku. Ekstraklasa jest dla nas kusząca i ciekawa, ale wiem, że właściciel cały czas myśli o rozwoju klubu. A jakimi finansami? To już trzeba zapytać prezesa, bo na pewno mają na to określony pomysł. A nie sądzę, by było to budowane jedynie w oparciu o miejskie środki.
Mam ogromne zaufanie do prezydenta miasta i tego, jak prowadzi GKS. A trzeba zdać sobie sprawę, że spoczywa na nim ogromna odpowiedzialność, bo to klub wielosekcyjny zlokalizowany w jednej spółce. Każda sekcja ma swoje oczekiwania, którym trzeba sprostać i twardo stąpać po ziemi. Nawiązując do pytania, każdy ruch transferowy jest poprzedzony określonym zapytaniem i rozmowami. Ale cieszę się, że mamy już przy tym również określoną historię sprzedażową. W przypadku Oskara mówimy o kwocie około 1 mln euro. To tak powinno funkcjonować. Chcielibyśmy zatrzymywać wszystkich wyróżniających się zawodników, ale wiemy, jaka jest specyfika rynku.
Piłkarze GKS-u Katowice na wiosnę walczyć będą o utrzymanie w EkstraklasieSebastian Sienkiewicz / PressFocus / newspix.pl
Przykład Oskara i fakt, jak GKS może rozwijać piłkarzy staje się kartą przetargową w rozmowach z nowymi zawodnikami?
Dla mnie to najważniejsze. Powiem szczerze, że nowy stadion daje nam ogromne możliwości ku temu, bo zwiększyły się standardy pracy i to co możemy zapewnić zawodnikom dookoła. Na starej Bukowej pewnych rzeczy nie mogliśmy już zrobić. Nie było na to warunków. Mam tu na myśli choćby proces samego odżywiania, który teraz wygląda zupełnie inaczej. Chociaż cały czas czekamy jeszcze na otwarcie restauracji i całego zaplecza kulinarnego. To też chcemy im zapewnić. Wychodzę z założenia, że aby od nich wymagać najpierw musimy przygotować ich w szerszym wymiarze i panelu niż tylko na 60-minutowym treningu. To jest cała świadomość i proces organizacji.
Prawda jest taka, że piłka nożna jest globalnym sportem i poszła niesamowicie do przodu pod wieloma względami. Dlatego nie zgadzam się z głosami, że jest przefinansowana w Polsce. To bzdury. Nie jesteśmy jeszcze dziś nawet średniakiem europejskim. Na całym świecie ten sport generuje najwięcej pieniędzy i zainteresowania. Po prostu trzeba ją rozumieć. I jeśli ktoś chce się grać w piłkę na poziomie Ekstraklasy czy europejskich pucharów, to trzeba zdawać sobie sprawę z tego, jakie to są koszty. Podnoszenie standardów to jedna z dróg do tego, by się rozwijać. Tak chcemy prowadzić GKS.
Jak zatem po przeprowadzce na Arenę Katowice zmieniły się standardy codziennej pracy w klubie?
Teraz proces odnowy biologicznej może w jednym czasie odbywać praktycznie cały zespół. Na raz możemy dać pracować nawet sześciu fizjoterapeutom, bo są na to warunki. Na starej Bukowej mogła to robić jednocześnie maksymalnie trójka osób, a i tak musieli się rozdzielać po różnych pomieszczeniach. Na starym obiekcie zawodnicy musieli jeść posiłki zamawiane z cateringu w szatni, bo nie było możliwości zaproszenia ich na wspólne śniadanie. Ktoś powie, że to banalne rzeczy, ale tak nie jest.
Wiemy, jak ważne jest, by zawodnicy odpowiednio się odżywali, a śniadanie jest najważniejszym posiłkiem dnia. Następny standard to jakość siłowni na obiekcie. Pamiętajmy, że często pracujemy z nastolatkami, którzy są z różnych stron Polski, ale i świata. Niekiedy są tu sami, a zależy na na tym by byli profesjonalistami i grali jak najlepiej. Jako klub musimy czuć odpowiedzialność i wziąć na siebie ten ciężar. To jest Ekstraklasa, koniec, kropka. Cieszę się teraz choćby z tego, że mogę zawodnikom poświęcić więcej czasu i rano zaprosić na indywidualne analizy, by potem mogli płynnie przejść do treningu. A po nim nie muszę martwić się, że się przeziębią, bo jest zimno.
Tak było na starej Bukowej, gdy uważaliśmy, że najlepiej było jakby po treningu szybko się wykąpali, wsiedli do auta i pojechali do domu. Tutaj w krótkich spodenkach i koszulce mogą dopiero pomyśleć o odpowiedniej regeneracji, czy zjeść obiad. A ja o godz. 15.00 mogę z czystym sumieniem uznać, że zawodnik jest gotowy, by jechać do domu. To ogromny skok jakościowy. Stąd nie ukrywam, że już bardzo tęskniłem za możliwością pracy w takich warunkach. Choć oczywiście ciężko było opuszczać legendarną Bukową.
Legendarna „Betlejemka” i stara Bukowa odeszły do lamusa
Co sobie pan pomyślał zamykając za sobą drzwi w gabinecie na starej Bukowej?
Opuszczałem stary stadion w przeddzień dużego remontu, który teraz się tam odbywa. Przygotowywane są szatnie dla zespołu kobiecego. Bardzo się z tego powodu cieszę. To był 12 grudzień. Zdaje się, że stało się to po ponad 2215 dniach ciągłej pracy w słynnej „Betlejemce”, bo tak jak wszyscy nazywaliśmy. To wyjątkowe miejsce. Nie każdy trener ma takie szczęście, by w jednym klubie pracować siódmy sezon. A w tym czasie zrobić dwa awanse i wprowadzić klub, który jest bliski jego sercu, po 19 latach do Ekstraklasy. To wszystko się tam wydarzyło. Łza w oku się zakręciła.
Piłkarze katowickiego klubu w pełni zadomowili się już na nowym obiekcie i pożegnali legendarną BukowąKrzysztof Porebski / Newspix.pl / newspix.pl
Ale wiedziałem, że tutaj czeka na nas niesamowite zaplecze i trzeba skręcić w tym kierunku. To tak jak z nami trenerami w średnim wieku. Jeśli nie zaczniemy się rozwijać, unowocześniać to momentalnie zgnuśniejemy i będzie po nas. Trzeba iść w świat. Ten stadion i warunki w jakich pracujemy mogą nam właśnie dostarczyć tych kilka punktów, które będą tak istotne w tym sezonie. W poprzedniej rundzie rozgrywaliśmy mecze na Arenie Katowice, a potem wracaliśmy na starą Bukową. Teraz czujemy się tutaj jak w domu. Musimy tylko zrobić wszystko, by wprowadzić na naszą gieksiarską duszę. A jak to zrobić? Jedyna droga prowadzi do tego przez ciężką pracę i docenienie miejsca, w którym się znajdujemy. Dopóki będę w GKS-ie, to zawsze będę dbał, by kult pracy był kultywowany.