W skrócie:

  • Urzędy pracy w całej Polsce zgłaszają drastyczne cięcia budżetów na aktywizację bezrobotnych
  • W niektórych regionach środki spadły nawet o 80–87 proc., co blokuje dotacje, staże i szkolenia
  • Przykład Jarosława z Małopolski pokazuje, że w wielu PUP‑ach „pieniędzy w ogóle nie będzie”
  • Dzieje się to mimo rekordowych 28 mld zł zgromadzonych w Funduszu Pracy
  • Urzędnicy ostrzegają przed wzrostem bezrobocia i przechodzeniem pracowników do szarej strefy

Jarosław ma 45 lat i przez całe dorosłe życie pracował na budowach jako stolarz szalunkowy. Zdarzało mu się pracować „na czarno”, w innych firmach miał opłacaną tylko część etatu. W zeszłym roku doszedł do wniosku, że jeśli ma w przyszłości liczyć choćby na minimalną emeryturę, musi zacząć regularnie odprowadzać składki. Postanowił więc, że od 2026 r. przejdzie na samozatrudnienie i otworzy własną działalność gospodarczą.

— Mój brat dwa lata temu był w podobnej sytuacji. Poszedł do PUP w Gorlicach i dostał pieniądze na otwarcie firmy. Kupił sprzęt, stanął na nogi, dziś zarabia więcej. Chciałem zrobić to samo — opowiada Jarosław. — Mieszkam w sąsiednim powiecie, więc tydzień temu poszedłem do pośredniaka. I po prostu mnie odprawiono. Myślałem, że żartują, kiedy usłyszałem, że w tym roku programy na zakładanie firm raczej nie ruszą, bo nie mają na to środków. Zapytałem: „To kiedy będą?”. A pani odpowiedziała: „Pieniędzy nie ma i raczej już w tym roku nie będzie”. To jakiś absurd. Przecież dopiero zaczyna się styczeń.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Dlaczego rząd obciął budżety na aktywizację bezrobotnych?

Jakie kwoty przeznaczono na walkę z bezrobociem w 2026 roku?

Jakie cięcia nastąpiły w województwie lubelskim?

Jakie skutki niesie ze sobą ograniczenie środków na aktywizację?

Rekordowa kwota w Funduszu Pracy, ale rząd „zakręcił strumień pieniędzy”

Od początku roku z całej Polski napływają informacje o drastycznie obniżonych budżetach Wojewódzkich i Powiatowych Urzędów Pracy. W 2026 r. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przeznaczyło na walkę z bezrobociem 2,1 mld zł. To wciąż duża kwota, która — obrazowo mówiąc — pozwoliłaby na budowę dwóch tuneli podobnych do tego na zakopiance.

Klucz tkwi jednak w porównaniu z ubiegłym rokiem. W 2025 r. WUP-y i PUP-y dysponowały łącznie 3,6 mld zł, a więc o 1,5 mld zł więcej niż obecnie. Decyzja resortu kierowanego przez ministrę Agnieszkę Dziemianowicz‑Bąk budzi tym większe zdziwienie, że środki na aktywizację bezrobotnych nie pochodzą z podatków, lecz z Funduszu Pracy, finansowanego ze składek pracodawców. Fundusz istnieje od 1933 r. i jego głównym celem jest pomoc osobom pozostającym bez pracy. Co więcej, zgromadzonych na nim pieniędzy nie trzeba wydawać w tym samym roku, dzięki czemu ministerstwo może je pomnażać. Według prognoz na koniec 2026 r. w Funduszu Pracy zgromadzone będzie aż 28 mld zł — rekordowa kwota w historii tego mechanizmu.

— Mimo takich pieniędzy ogranicza się wsparcie dla bezrobotnych? I to wtedy, gdy z rynku pracy napływają raczej niepokojące sygnały: zamykane fabryki, zwolnienia? O co tu chodzi? Czy rząd chce te środki przeznaczyć gdzie indziej? To byłby skandal porównywalny z zabraniem pieniędzy z OFE. Najbardziej dziwi, że zgadza się na to minister z Lewicy — mówi jeden z byłych dyrektorów Wojewódzkiego Urzędu Pracy.

Pytania, które usłyszeliśmy od dyrektorów „pośredniaków”, Onet przekazał do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej już w zeszłym tygodniu. Do dziś odpowiedź nie nadeszła, choć biuro prasowe zapewnia, że zostanie udzielona „najszybciej jak to możliwe”.

Ludzie będą wypychani do „szarej strefy”

Co w praktyce oznacza dla zwykłych Polaków tak duże ograniczenie środków w budżetach Powiatowych Urzędów Pracy? O to reporterzy Onetu zapytali urzędników w kilku regionach kraju.

— Powiem wprost: nie będę miał pieniędzy na dotacje na założenie firmy — mówi dyrektor jednego z PUP-ów w Małopolsce. — Nie zatrudnię też bezrobotnych w ramach prac interwencyjnych. Mniej środków oznacza, że jeśli w ubiegłym roku mogłem kierować ludzi na sześciomiesięczne staże, to teraz będę w stanie zaoferować najwyżej trzy miesiące. Młodzi po szkołach i studiach raczej muszą zapomnieć o dodatkowych szkoleniach podnoszących kwalifikacje — dodaje.

Podobnych sygnałów jest znacznie więcej. Kolejni dyrektorzy urzędów pracy mówią o swoich obawach coraz częściej — i coraz częściej robią to otwarcie, także pod nazwiskiem.

— Ten rok będzie dla nas w Powiatowym Urzędzie Pracy w Limanowej bardzo trudny — mówi w rozmowie z Onetem Marek Młynarczyk, dyrektor PUP. — Na aktywizację zawodową bezrobotnych dostaliśmy bardzo mało pieniędzy. Są to środki stanowiące łącznie ok. 35 proc. kwot, jakimi dysponowaliśmy rok temu. Pieniądze te wystarczą tylko na pokrycie zobowiązań w ramach umów zawartych jeszcze w zeszłym roku.

Jak wyjaśnia, powiat limanowski — jeden z najbardziej wymagających rynków pracy w Małopolsce, pozbawiony dużych zakładów przemysłowych — otrzymał w tym roku z Funduszu Pracy około 3 mln zł w ramach tzw. algorytmu. W praktyce oznacza to spadek środków przeznaczonych na staże, prace interwencyjne czy dotacje na firmę aż o 79 proc. w porównaniu z ubiegłorocznymi 14,5 mln zł. — Tegoroczna decyzja Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej to dla nas prawdziwy szok — podkreśla Marek Młynarczyk.

Limanowski urząd stara się obecnie o dodatkowe wsparcie z Europejskiego Funduszu Społecznego Plus w ramach projektu „Aktywni zawodowo”. Nabór prowadzi Wojewódzki Urząd Pracy w Krakowie, a sam proces — od złożenia wniosku po podpisanie umowy — wymaga czasu. — W poprzednich latach pierwsze wnioski przyjmowaliśmy już w styczniu, korzystając ze środków algorytmowych. Teraz nabory w ramach programu „Aktywni zawodowo IV” będziemy mogli uruchomić najwcześniej w marcu, po podpisaniu umowy z WUP w Krakowie — mówi dyrektor.

Tablica informacyjna w Powiatowym Urzędzie Pracy

Tablica informacyjna w Powiatowym Urzędzie PracyMarcin Bielecki / PAP

— Na rynku pracy takim jak w Limanowej to ogromny problem — podkreśla. — Pieniądze są potrzebne właśnie teraz, w tzw. martwym sezonie, gdy bezrobocie rośnie. Tymczasem nie mamy środków na zawieranie nowych umów. W naszym regionie dominują małe firmy, zatrudniające do dziewięciu osób. Ci przedsiębiorcy częściej decydują się na legalne zatrudnianie pracowników, gdy mogą liczyć na wsparcie z Funduszu Pracy. Bez tego część z nich może zacząć uciekać do szarej strefy — uważa dyrektor.

Lubelskie straciło ponad 100 mln zł

Na duże cięcia budżetów na aktywizację bezrobotnych narzekają też w woj. lubelskim. Największy region na ścianie wschodniej w obecnym roku otrzymał zaledwie 16,8 mln zł z Funduszu Pracy. To stanowi 13,82 proc. kwoty przeznaczonej na ten cel w 2025 r., kiedy na aktywizację bezrobotnych do rozdysponowania było 122,1 mln zł. Pieniędzy jest tu więc mniej o ponad 83 proc.!

— Zmniejszenie poziomu finansowania wynika z zapisów ustawy budżetowej na 2026 r. W skali kraju zaplanowano w niej środki Funduszu Pracy na realizację programów aktywizacyjnych w łącznej kwocie 2,1 mld zł, co oznacza spadek o ponad 1,5 mld zł, tj. o ponad 40 proc. w porównaniu do 2025 r., kiedy na ten cel przeznaczono 3,6 mld zł — przypomina Katarzyna Link, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Lublinie.

Nawet przy utrzymaniu dotychczasowego poziomu finansowania z Europejskiego Funduszu Społecznego znaczący spadek środków z Funduszu Pracy w praktyce istotnie ogranicza możliwość realizacji wsparcia, w szczególności dla osób młodych wchodzących na rynek pracy — m.in. w zakresie podejmowania działalności gospodarczej oraz tworzenia i doposażania stanowisk pracy dla osób bezrobotnych.

— W związku z zaistniałą sytuacją szereg instytucji i organizacji podjęło działania zmierzające do zwiększenia poziomu finansowania, występując z odpowiednimi postulatami, m.in. Konwent Dyrektorów Wojewódzkich Urzędów Pracy, Konwent Dyrektorów Powiatowych Urzędów Pracy, Rada Rynku Pracy oraz Dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Lublinie — dodaje Katarzyna Link.

Dramatyczna sytuacja w Lubelskim Wojewódzkim Urzędzie Pracy przekłada się na pośredniaki we wschodnich powiatach. PUP w Zamościu przyznaje, że w tym roku na łagodzenie skutków bezrobocia i aktywizację zawodową otrzymał 1,5 mln zł, co przy 11,6 mln zł z zeszłego roku oznacza spadek o 87 proc. Sytuacji nie ratują nawet zwiększona rok do roku o 500 tys. zł dotacja dla PUP z Zamościa programu z EFS+.

W łódzkim zadowolona jest tylko stolica województwa

W woj. łódzkim Onet zapytał o sytuację z pieniędzmi dla PUP-ów w kilku miastach. Najbardziej alarmująco odpowiedziała Marta Pietrak-Kędzierawska, dyrektor urzędu w Zgierzu, pisząc o „dramatycznych cięciach”.

Z wyliczeń zgierskiej dyrektorki wynika, że obecnie jej urząd dysponuje, na programy dotyczące aktywności zawodowej w 2026 r., łączną kwotą niemal 7 mln zł. Są to środki unijne (z Europejskiego Funduszu Społecznego Plus — EFS+), „dopełnione” dotacją prawie 200 tys. zł, z rządowego Funduszu Pracy, na wkład własny do projektów „europejskich”.

Tyle że — dla porównania — na aktywizację w 2025 r. zgierski PUP dysponował łączną kwotą powyżej 16,5 mln zł: z czego prawie 8,3 mln zł pochodziło właśnie z Funduszu Pracy.

Zatem rok do roku PUP w Zgierzu jest „stratny” około 9,5 mln zł, a mowa o urzędzie, który „obsługuje” powiat liczący 160 tys. mieszkańców.

„Wsparciem objęto aż 579 osób” — wylicza dane za 2025 r. Pietrak-Kędzierawska. I dodaje: „czyli o 342 osoby więcej niż w roku bieżącym”.

Pod koniec korespondencji z Onetem dyrektor PUP w Zgierzu wymienia szereg konsekwencji, jakie niesie za sobą zmniejszony budżet zgierskiego pośredniaka.

„Ta sytuacja przyczyni się przede wszystkim do wzrostu stopy bezrobocia, rozwoju tzw. szarej strefy, czy też braku rozwoju lokalnej przedsiębiorczości” — alarmuje Pietrak-Kędzierawska. Jak dodaje: „konsekwencje te odczuwalne będą również na innych płaszczyznach, tj. w opłacaniu lokalnych podatków, braku wsparcia dla rodzimych pracodawców, a także wyzyskiem pracownika”.

Co ciekawe, na razie na alarm nie bije PUP w Łodzi. Urzędnicy ze stolicy województwa w połowie stycznia zorganizowali nawet konferencję promującą ubieganie się o pieniądze „na zatrudnienie pracownika bądź stażysty, rozwój firmy oraz rozpoczęcie działalności” — z udziałem właścicielki restauracji „Proszę Schaba”, która powstała dzięki takim funduszom.

Władze Łodzi chwalą się budżetem na aktywizację sięgającym na 2026 r. prawie 46,5 mln zł (z komunikatów urzędników wynika, że to nawet o milion więcej niż przed rokiem). Podobnie jak w Zgierzu, budżet Powiatowego Urzędu Pracy w Łodzi opiera się na pieniądzach z EFS+, które w przypadku Łodzi to niemal 31 mln zł. Fundusz Pracy zabezpieczył jedynie środki „na pokrycie zobowiązań, wynikających z zawartych umów w 2025 r.” — czyli prawie 5,2 mln zł. Za to władze Łodzi traktują jako swoje duże osiągnięcie „rekordową” kwotę pozyskaną z innego mechanizmu — Krajowego Funduszu Szkoleniowego — czyli 10,3 mln zł.

Poznań na razie czeka na rozwój wypadków

Przy „dramatycznych” głosach z Małopolski czy Lubelszczyzny, wielkopolscy urzędnicy zajmujący się pośrednictwem pracy mogą mówić o „szczęściu”. W województwie wielkopolskim cięcia w programach na aktywizację zawodową osób bezrobotnych to „tylko” 50 proc.

— Rząd dał nam mało pieniędzy, bo twierdzi, że jest niskie bezrobocie i nie ma kogo aktywizować — mówi nam jeden z urzędników pracujących w wielkopolskim urzędzie pracy. Faktycznie, w całym województwie bezrobocie to 3,5 proc., a w samym Poznaniu 1,4 proc. Ale te środki były jednak potrzebne, by niektóre miejsca pracy utrzymywać, wprowadzać młode osoby na rynek pracy lub pomagać na niego wrócić osobom z grup zagrożonych.

— Co gorsze nowa ustawa o rynku pracy z czerwca zeszłego roku wprowadziła zasady, że można łączyć formy aktywizacji bezrobotnych na przykład: prace interwencyjne ze szkoleniami — mówi nasz rozmówca z Wielkopolski. — Czyli jeden bezrobotny może dziś korzystać z obu form, a nie z jednej. To powinno oznaczać, że środków na aktywizację powinniśmy mieć więcej, a nie mniej — tłumaczy.