– To bylo bardzo dobre spotkanie. Na końcu wszyscy doszliśmy do porozumienia. Zmiany w składzie reprezentacji Polski na igrzyska nie będzie – mówił wyraźnie triumfujący Radosław Piesiewicz.

– Nie traktuję tego jako porażki. Cieszę się, że mieliśmy okazję wyjaśnić sobie wszystkie nieporozumienia. Oczywiście nie zgodziliśmy się, co do tego, kto powinien jechać na igrzyska. Nie ma jednak wątpliwości, że to do PKOl-u należy ostateczna decyzja i tego nie mogę kwestionować. Ustaliliśmy z panem prezesem, że to spotkanie kończy nasz spór, a od teraz liczy się tylko dobro reprezentacji – skomentował Adam Małysz.

Prezes PZN po raz kolejny przyznał się do błędu w przypadku braku powołania dla narciarki alpejskiej Anieli Sawickiej. Na przyszłość obiecał, że kluczowe zdanie w kwestii powołań zawodników będzie mieć trener reprezentacji, a nie działacze. Podczas trzygodzinnego spotkania poruszono też wątpliwości co do sposobu funkcjonowania PKOl-u, ale w tym przypadku zabrakło konkretnych wniosków. Takie zakończenie spotkania nie jest niespodzianką, bo już wcześniej wydawało się, że zmiana jednogłośnej decyzji zarządu PKOl jest malo prawdopodobna.

Pierwszy na spotkaniu pojawił się Adam Małysz. Tuż przed wyznaczoną godziną w budynku ministerstwa zjawił się za to prezes PKOl-u Radosław Piesiewicz oraz sekretarz organizacji Marek Pałus. Ten pierwszy zdążył zapewnić zgromadzonych dziennikarzy, że nie ma mowy o cofnięciu zatwierdzonych nominacji olimpijskich. Piesiewicz od początku był pewny swego, co nie zapowiadało kompromisowego rozwiązania.

Przypomnijmy, że w poniedziałek ogłoszono, że zarząd PKOl jednogłośnie uchylił decyzje PZN i zatwierdził inne nominacje – zamiast Nikoli Komorowskiej do Cortiny pojedzie Aniela Sawicka, a miejsce Piotra Habdasa zajmie Michał Jasiczek. Zwłaszcza ta druga nominacja – zatwierdzona wbrew woli PZN – wywołała gigantyczne zamieszanie.

ZOBACZ WIDEO: PZN zmienia decyzję. Adam Małysz: „To był duży błąd!”

W reakcji na tę decyzję Adam Małysz w liście otwartym wzywał PKOl do cofnięcia nominacji i przywróceniu do kadry olimpijskiej Habdasa. – Uważamy, że decyzja PKOl-u została podjęta na podstawie niepełnych lub nieprawdziwych informacji oraz bez rzetelnej znajomości systemu kwalifikacji obowiązującego w PZN. Nie jesteśmy w stanie wziąć odpowiedzialności za aktualny stan zdrowia Michała Jasiczka, a tym bardziej „czystość antydopingową” i o takowym stanowisku poinformujemy niezwłocznie FIS, wskazując iż Polski Komitet Olimpijski przejmuje takową odpowiedzialność poprzez powołanie tego zawodnika wbrew rekomendacji i uchwale Zarządu Polskiego Związku Narciarskiego – napisano w liście otwartym PZN do prezesa Piesiewicza.

Dopiero później okazało się, że nominowany przez PKOl Michał Jasiczek przez ostatnie cztery lata ani razu nie był poddawany testom antydopingowym.

Szef PKOl-u był pewny swojej racji i nie miał litości dla Małysza. – Jak sobie nie radzi – powinien odejść! Jak się jest wybitnym sportowcem, nie zawsze sprawdza się, że jest się potem świetnym managerem. To zostało pokazane przy tak drastycznym łamaniu regulaminu PZN – podkreślił Piesiewicz w wywiadzie dla Radia Zet.

Mateusz Puka, dziennikarz WP SportoweFakty