Toszek to niewielka miejscowość nieopodal Gliwic. Słynie z bogatej piastowskiej tradycji i potężnego kompleksu szpitalnego, który wzniesiono pod koniec XIX w. Dziś działa tutaj Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej Szpital Psychiatryczny w Toszku.
Na oddziałach odwykowych i detoksykacyjnym leczeni są pacjenci alkoholowi, którzy odbywają tu siedmiotygodniową terapię. Oprócz nich do szpitala trafiają również osoby z problemami psychicznymi i problematyczna młodzież.
Od przyszłego roku pacjentom w trakcie odwyku towarzyszyć będzie… gwar ogródków piwnych. Browar stanie vis-à-vis głównej bramy.
Zaskakująca opinia dyrektora szpitala
Kontrowersje wokół inwestycji podzieliły lokalną społeczność. Radni próbowali ją zablokować, ale polegli w głosowaniu. Projekt zwiększenia strefy ochronnej wokół szpitala i żłobka wylądował w koszu.
Brama wjazdowa do Szpitala Psychiatrycznego w ToszkuŹródło: Zdjęcia własne / Mateusz Schuler
— Nasz Ośrodek Pomocy Społecznej miał negatywne stanowisko, jednak formalnie się nie wypowiedział. Krajowe Centrum Przeciwdziałaniu Uzależnieniom również skrytykowało inwestycję, ale ta instytucja uważa, że nic nie może z tym zrobić, bo wiążąca jest wyłącznie uchwała rady gminy — przekazuje przewodniczący rady Rafał Kucharczyk.
Tylko Prokuratura Gliwice-Zachód jednoznacznie potępiła projekt inwestycji podczas konsultacji, ponieważ na oddział odwykowy w Toszku kierowani są również osadzeni.
Zdaniem śledczych lokalizacja jest „niefortunna”, a 50 m odległości to za mało, by skutecznie leczyć ludzi. Prokuratura sugerowała 100 m — tak, by pacjenci nie widzieli ogródków piwnych z okien swoich sal.
Widok na browar i ogródki piwne z bramy głównej szpitalaŹródło: Zdjęcia własne / Mateusz Schuler
Tu pojawia się jednak zaskoczenie, bo o ile wiele instytucji krytykuje powstanie baru w takiej lokalizacji, o tyle sam szpital wydał radykalnie inne stanowisko. W odpowiedzi udzielonej przewodniczącemu rady miasta dyrektor stwierdził: browar nie zaszkodzi pacjentom.
Pozytywna opinia Mariusza Kasperczyka, dyrektora szpitala, który — podobnie jak inwestor Andrzej Grzybek — jest członkiem lokalnych struktur Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz byłym kandydatem na stanowisko burmistrza Pyskowic, pomogła zatrzymać zmianę przepisów.
— Rozmowy z dyrekcją były prowadzone w celu ustalenia, czy szpital dostrzega problem. Skoro dyrektor wziął decyzję na siebie, to jako rada postanowiliśmy zagłosować za odrzuceniem uchwały — mówił podczas sesji przewodniczący Rady Miasta Toszka Rafał Kucharczyk.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Dyrektor szpitala Mariusz Kasperczyk na początku odmówił zajęcia stanowiska w sprawie kontrowersyjnej inwestycji pod oknami jego placówki. Zdaniem Rady Gminy w Toszku doszło do tego dopiero po naciskach samego inwestora.
„Szpital nie widzi podstaw do twierdzenia, że powstanie konkretnego lokalu w przestrzeni miejskiej wpłynie w sposób decydujący na przebieg procesu terapeutycznego w jego strukturach […] Pacjent musi nauczyć się funkcjonować w środowisku, w którym alkohol jest obecny” — czytamy w odpowiedzi dyrektora placówki na pytania przewodniczącego rady gminy. Postanowiliśmy zapytać dyrektora o jego stanowisko.
— Proszę zauważyć, że nie jestem dyrektorem do spraw lecznictwa oraz medykiem. Bazowałem na opinii lekarzy, którzy pracują w mojej placówce — słyszymy.
Budynek browaru w trakcie budowy (2023 r.)Źródło: Zdjęcia własne
Powstający browar w ToszkuŹródło: Zdjęcia własne / Mateusz Schuler
„Pacjent może kupić alkohol wszędzie”
— Podobnie, jak nie sposób zlikwidować głodu alkoholowego u osoby uzależnionej, tak nie sposób zlikwidować alkoholu, który znajduje się prawie w każdym sklepie. Pacjent ma nauczyć się radzić sobie z nim, podobnie jak osoba chorująca na cukrzycę powinna unikać określonych produktów — przekazała Onetowi Agata Młynarczyk-Burek, kierowniczka oddziału odwykowego w Toszku.
Psycholożka podkreśliła również, że ograniczenie dostępności alkoholu to jeden z najskuteczniejszych instrumentów polityki alkoholowej, która przyczynia się do spadku jego spożycia. Jednak jego wybiórcze stosowanie wydaje się nieuzasadnione.
Z opinii dyrektora placówki wielokrotnie korzystał inwestor, sugerując w mediach, że powstający browar przeszkadza jedynie grupie zbuntowanych radnych.
Zdaniem Mariusza Kasperczyka odległość nie ma znaczenia, bo pacjent może opuścić obiekt w każdym momencie i zakupić alkohol w dowolnym sklepie na terenie miasta. — Nawet jeśli browar będzie znajdować się 50,100 czy 300 m od szpitala, to pacjent i tak kupi to, czego potrzebuje — wyjaśnia w rozmowie dyrektor.
Z jego słowami nie zgadza się Paulina Pietras-Prucnal, specjalistka terapii uzależnień oraz terapeutka w Stowarzyszeniu MONAR. — Fakt, że alkohol jest dostępny powszechnie, a pacjent nie żyje w zupełnie sterylnym świecie, jest prawdą. Jednak kluczowe są warunki, w jakich odbywa się jego leczenie. Oddział odwykowy i toksykologiczny to miejsce leczenia i wsparcia, a nie treningu ekspozycyjnego na alkohol — tłumaczy w rozmowie z Onetem.
Eksperci jednogłośnie podkreślają, że w pierwszych fazach terapii głównym celem jest stabilizacja psychiczna pacjenta, odbudowa kontroli jego impulsów i stworzenie bezpiecznego środowiska, w którym pacjent będzie mógł odzyskać poczucie sprawczości.
— Ekspozycja na alkohol w żaden sposób nie przyśpieszy leczenia. Powiem więcej: będzie dodatkowo obciążała zasoby psychiczne pacjenta. Pamiętajmy, że problem alkoholowy dotyczy nie tylko samej substancji, ale i całego spektrum skojarzeń: zapachu piwa, widoku pijących ludzi w ogródkach i dźwięku towarzyszącego konsumpcji — dodaje Paulina Pietras-Prucnal.
Widok na oddział odwykowy z tarasu przed browaremŹródło: Zdjęcia własne / Mateusz Schuler
— Początek terapii alkoholowej to prawdziwa walka. Jeśli pacjent w momencie słabości otworzy okno i zobaczy z oddziału terapeutycznego ludzi wesoło popijających piwo, to wystarczą mu dwie minuty, żeby zejść na dół i wrócić do picia — podsumowuje terapeutka.
#muremzabrowarem i prywatna wojna
— Przed procedowaniem uchwały w mediach społecznościowych wylały się na mnie i radę miasta negatywne komentarze. Dlatego część radnych stwierdziła, że nie warto ruszać tej sprawy — mówi Rafał Kucharczyk, przewodniczący rady miasta.
Na kilka tygodni przed głosowaniem uchwały blokującej powstanie browaru do akcji wspierającej inwestora włączyli się również lokalni politycy PSL-u, którzy komentowali sprawę w mediach społecznościowych pod hasztagiem „muremzabrowarem”. Przypomnijmy, że inwestor Andrzej Grzybek jest członkiem tej partii.
Dodatkowo 26 sierpnia 2025 r., czyli na dwa dni przed głosowaniem, sprawę opisał lokalny serwis „Śląski Portal Informacyjny”. Niestety, na ich stronie nie znajdziemy już artykułu zatytułowanego „Browar w Toszku pod ostrzałem. Jak lokalnemu przedsiębiorcy utrudnia się rozwój miasta”. Autor materiału skasował go po kontakcie z redakcją Onetu.
W dyskusji nad budową browaru pojawiły się też argumenty „za”. Inwestor przekonuje, że otwarcie browaru ma dać miastu nowe miejsca pracy. Sam zainwestował już milion złotych.
Ostatecznym argumentem Grzybka przeciwko rozszerzaniu minimalnej odległości między szpitalem a jego browarem jest tlący się w jego rodzinie konflikt. Rafał Kucharczyk, czyli przewodniczący rady i jeden z inicjatorów niewygodnej dla Grzybka uchwały zabraniającej powstania browaru, prywatnie jest zięciem inwestora (w trakcie rozwodu z jego córką). W rozmowie z portalem Grzybek zaznaczył, że próba zmiany przepisów to „prywatna wojna” rozgrywana publicznymi narzędziami.
— W normalnej rodzinie, to zięć by wspierał teścia w takiej inwestycji — podsumował gorzko Grzybek w rozmowie z portalem TwojeMedia.pl, gdzie stanowisko redaktora naczelnego piastuje Józef Kruczek, sympatyzujący z PiS były radny powiatu gliwickiego.
Z kolei autorem tekstu „Browar w Toszku pod ostrzałem. Jak lokalnemu przedsiębiorcy utrudnia się rozwój miasta” jest Łukasz Kałdonek, który w poniedziałek zadzwonił do redakcji Onetu, podając się za rzecznika prasowego Szpitala Psychiatrycznego w Toszku, a następnie zaczął wygrażać dziennikarzowi.
— Napiszesz swój paszkwil w Onecie, dostaniesz maksymalnie 40 lajków. Zasięg będzie może 4 tys. Okej, super. Wtedy ja się odwinę. Przeczytam to przy herbatce, zaniosę do prawnika, a pan na drugi dzień będzie musiał iść do Banku Śląskiego albo Santandera wziąć kredyt, żeby mnie spłacić — opowiadał mężczyzna.
— Rozumiesz teraz, młody człowieku, co do ciebie powiedziałem, czy nie? Zresztą, każdy jest do trafienia w jakiś sposób — podsumował uniesionym głosem.
Żłobek: nikt nie zapytał nas o zdanie
Pozwolenie na budowę browaru obok szpitala wydała Rada Powiatu Gliwickiego. — Być może dlatego, że na początku była mowa tylko o browarze, a nie ogródkach piwnych — zastanawia się radny i dodaje: — Kiedy przed powstającym browarem wylano płytę, która docelowo ma stać się ogródkiem piwnym, w urzędzie zapaliła się lampka — słyszymy.
Mecenas reprezentujący Urząd Miasta zauważył problem z inwestycją, ponieważ na początku nie spełniała ustawowych 50 m, które muszą oddzielać obiekty wrażliwe od punktów sprzedaży alkoholu. Faktyczna odległość między placem zabaw żłobka a browarem to 4 m.
Wąska droga oddzielająca plac zabaw od budynku browaruŹródło: Zdjęcia własne / Mateusz Schuler
Widok z terenu placu zabaw żłobkaŹródło: Zdjęcia własne / Mateusz Schuler
Sabina Brzezowska, prowadząca żłobek w Toszku, o całej sprawie dowiedziała się przez przypadek. Na co dzień mieszka w Rudzie Śląskiej, dlatego nie śledzi bieżącej polityki w mieście.
— Widzieliśmy, że coś powstaje obok placu zabaw, ale nikt nie przypuszczał, że to browar. Przez wiele miesięcy urzędnicy nie byli w stanie udzielić konkretnej odpowiedzi na nasze pytania. O sprawie donieśli nam pracownicy i rodzice już w trakcie konsultacji społecznych — mówi.
W pewnym momencie grupa zaniepokojonych rodziców planowała zainterweniować w sprawie inwestycji, jednak do oficjalnego protestu nie doszło. — Słyszymy, że dużo ludzi boi się rozmawiać na ten temat — opowiada Brzezowska.
— Browar stoi w sprzeczności z prowadzoną przez nas działalnością, ustawą o wychowaniu w trzeźwości i podstawowymi intuicjami moralnymi. Nie ma na to naszej zgody. Szokujące jest, że przez cały ten czas nikt nie zapytał nas o zdanie — podsumowuje.
W jaki sposób inwestorowi udało się uzyskać zgodę na budowę w sąsiedztwie żłobka?
— Diabeł tkwi w szczegółach, czyli w metodzie liczenia odległości. Inwestor wykorzystał lukę w przepisach o dukcie pieszym. Zamiast liczyć ją w linii prostej lub według położenia działek, gmina mierzy trasę, którą musi przejść pieszy od wejść do budynków. Przesunięcie drzwi głównych i budowa sztucznych barier pozwoliły inwestorowi formalnie odsunąć browar od szpitala i żłobka, choć budynki wciąż stoją niemal ściana w ścianę — tłumaczy Kucharczyk.
Zdaniem radnego, w teorii inwestor spełnił wymóg 50 m. W praktyce jednak nie może być o tym mowy, dlatego rada postanowiła zmienić obowiązujące przepisy. — Niestety, przed głosowaniem żaden zainteresowany organ nie wyraził jednoznacznego stanowiska na piśmie, a zmiana ustawy dotknęłaby wszystkie sklepy i knajpy sprzedające alkohol w gminie — dodaje.
— Dzieci uczą się przez obserwacje. Dlatego widok dorosłych pijących alkohol w przestrzeni, która kojarzy się z zabawą, sprzyja normalizacji picia. To przyzwyczajanie najmłodszych, że alkohol to nieszkodliwy element towarzyszący codzienności — tłumaczy Onetowi Paulina Pietras-Prucnal, specjalistka terapii uzależnień.
Emocje podczas rady miasta
Przed głosowaniem podczas sesji rady miasta swoje stanowisko wyraził sam inwestor oraz dwóch jego synów. Andrzej Grzybek pochwalił dyrektora szpitala, który ” jako jedyny nie dał wciągnąć się w gierkę”.
— Rada Powiatu Gliwickiego, wydając zgodę na budowę browaru, wiedziała, że obok jest żłobek. Powiedzieli: „Grzybek, musisz odciąć wszystko od widoku dzieci”. Po drugie, twój syn [kieruje słowa do przewodniczącego rady], a mój wnuk chodzi do tego żłobka. Przecież ja też go muszę chronić przed tym — mówił emocjonalnie inwestor.
W międzyczasie Andrzej Grzybek zarzucał radzie, że ta wywarła wpływ na opinię przygotowaną przez Prokuraturę Rejonową w Gliwicach. Kiedy w trakcie rozmowy przewodniczący rady odwoływał się do negatywnych opinii ekspertów z Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, głos zabrał syn inwestora, Jakub Grzybek, który stwierdził, że ci konsultanci to „osoby wizerunkowe, często polityczne”.
— Ale nie ukrywajmy, takie instytucje nie mogą powiedzieć, że „możecie postawić sobie browar naprzeciwko szpitala”. Przecież media by ich zjadły, ponieważ takie stanowisko byłoby niezgodne z całym procesem i leczeniem. Jak dla mnie, oni nie mogą wypowiedzieć się inaczej — zauważył syn inwestora.
Radni jednogłośnie odrzucili projekt zwiększenia strefy ochronnej wokół szpitala, choć jeszcze miesiąc przed głosowaniem aż 11 z nich chciało zmiany.
Dziedziniec szpitala psychiatrycznego w ToszkuŹródło: Zdjęcia własne / Mateusz Schuler
Szpital psychiatryczny w ToszkuŹródło: Zdjęcia własne / Mateusz Schuler
Po głosowaniu inwestor złożył doniesienie do Prokuratury Gliwice-Zachód o przekroczenie uprawnień przez przewodniczącego rady. Kucharczyk również złożył doniesienie o popełnieniu przestępstwa z tytułu znieważenia funkcjonariusza oraz powielania fałszywych oskarżeń na jego temat.
„Nigdy nie widziałem jego karty, czy deklaracji członkowskiej PSL-u”
Choć dyrektor i inwestor to partyjni koledzy z PSL, dyrektor szpitala Mariusz Kasperczyk zaprzecza, by barwy polityczne miały wpływ na jego decyzję.
— Nigdy nie spotkałem się z Andrzejem Grzybkiem. Nie widziałem też jego karty członkowskiej. O tym, że pan Grzybek jest z PSL-u, dowiedziałem się od pana. Myślę, że na tym powinniśmy zakończyć temat, bo wchodzi pan nie na te płaszczyzny, które trzeba. Jeśli chodzi o browar i szpital, to żadnej afery nie ma — ucina w rozmowie z Onetem.
Podobne pytanie zadaliśmy również Andrzejowi Grzybkowi. Jego wersja różni się od relacji dyrektora. — Po raz pierwszy spotkałem się z dyrektorem Kasperczykiem, gdy pojawił się problem z browarem. Wtedy też zwróciłem się do niego o wyrażenie stanowiska w tej sprawie — wyjaśnia Grzybek.
Inwestor w rozmowie z Onetem zapewnia, że budowa browaru prowadzona jest zgodnie z decyzją starosty gliwickiego. Otwarcie lokalu zaplanowano na pierwszą połowę 2027 r.