„Niewinny” — taki wyrok w czwartek 29 stycznia 2026 r., kilka minut po godz. 12, usłyszał w zakopiańskim sądzie rejonowym funkcjonariusz Marcin K. [prosi, by nie podawać jego pełnego nazwiska, ponieważ pracuje jako oficer operacyjny]. Od tego czasu nie jest już „oskarżonym” tylko osobą, która nie sprzeniewierzyła się prawu. Wyrok dla policjanta zapadł niecałe sześć lat po tragedii, która rozegrała się w Kościelisku-Kirach i dwa lata po tym, jak oskarżony mundurowy po raz pierwszy zasiadł na ławie oskarżonych.
Policjant, który w przeszłości był nagradzany za bohaterskie zachowanie (w 2015 r. wyprowadził ludzi z pożaru), w nocy z 27 na 28 czerwca 2020 r. został wraz z partnerem wysłany przez przełożonych na stadion biathlonowy w Kościelisku— Kirach. W tym czasie trwał remont tego obiektu. Pracująca tam firma budowlana zostawiała na noc przy stadionie swoje koparki. Po czasie zaczęło z nich ginąć paliwo. Informację o tym wielokrotnie zgłaszano policji. Dlatego w feralną noc (z soboty na niedzielę) policjanci mieli się w Kirach zaczaić na złodziei.
W środku nocy doszło do dramatu. Policjanci twierdzą, że nakryli złodziei paliwa na gorącym uczynku. Jednym z nich miał być Dariusz Nawara. Drugi zbiegł. Nawara miał być w kominiarce, a w ręku trzymać kanister. Gdy policjanci wezwali go, by się im poddał, Nawara zaczął uciekać. Funkcjonariusz ruszył za nim w pościg. Sięgnął po broń. Odbezpieczył ją w trakcie biegu i kilka sekund później… się potknął. Broń wystrzeliła mu przypadkowo. Kula trafiła Nawarę w głowę. 28-latek zmarł po kilku minutach.
Proces policjanta ruszył dopiero trzy lata później. Najpierw zdarzenia z Kościeliska badała bowiem zakopiańska Prokuratura Rejonowa. Ta szybko wyłączyła się jednak ze śledztwa z uwagi na fakt, że z zakopiańską policją stale współpracuje. Wówczas śledztwo przejęła Prokuratura Okręgowa w Krakowie. Postępy w jej śledztwie na długo zastopowała pandemia COVID-19. Ostatecznie dopiero w 2023 r. do Sądu Rejonowego w Zakopanem trafił akt oskarżenia przeciwko policjantowi. Proces długo jednak nie ruszał, bo powołując się na „zagrożenie dla powagi wymiaru sprawiedliwości” wszyscy sędziowie pod Giewontem odmówili orzekania w tej sprawie. Czy mieli do tego prawo przez wiele miesięcy badał Sąd Najwyższy. Ostatecznie uznał, że Sąd Rejonowy w Zakopanem proces musi jednak przeprowadzić. Proces ruszył dopiero na początku 2024 r. Od tego czasu odbyło się siedem posiedzeń. To z czwartku, 29 stycznia było tym ostatnim.
— Sąd w całości uniewinnia Marcina K. od stawianych mu zarzutów i zasądza dla niego od skarbu państwa zwrot kosztów, jakie musiał wydać na obrońców procesowych — orzekł sędzia Sądu Rejonowego w Zakopanem Leszek Łowczowski.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Kiedy zapadł wyrok uniewinniający policjanta Marcina K.?
Czego dotyczyła sprawa policjanta z Podhala?
Dlaczego sędzia uniewinnił policjanta?
Jakie emocje towarzyszyły ogłoszeniu wyroku?
Sędzia bronił policjanta: oni są, by bronić społeczeństwa
Ten wyrok każda ze stron przyjęła z emocjami. Policjant próbował ukryć, że jest wzruszony, ale widać było, że bardzo to przeżywa. Gdy sędzia ogłosił wyrok „niewinny”, w pierwszym rzędzie cicho zapłakała Paulina Molek, niedoszła żona śmiertelnie rannego Dariusza Nawary i matka jego syna, który urodził się miesiąc po śmierci ojca. Młoda kobieta próbowała jeszcze zabrać głos, ale nie zostało to zauważone przez sędziego Łowczowskiego. Sędzia — co na salach sądowych zdarza się rzadko — również był bardzo poruszony sprawą, którą właśnie przyszło mu osądzić.
Zdaniem sędziego nie było żadnych podstaw, by skazać zakopiańskiego policjanta. Sędzia perorował, że ten jest niewinny, bo nie można mu udowodnić, że działał z premedytacją. Tłumaczył, że funkcjonariusz nie chciał zabić, a broń wystrzeliła mu przypadkowo w sytuacji skrajnie kryzysowej i nieprzewidywalnej. Sędzia Łowczowski absolutnie jednak odrzucił lansowaną (w mowie końcowej) przez prokuratora tezę, że policjant w sytuacji, gdy gonił podejrzanego w nocy po lesie, nie powinien nawet myśleć o sięganiu po broń.
— Osoba, która siedziała tu na ławie oskarżonych i którą właśnie uniewinniamy, jest policjantem. Skazać bym mógł tego człowieka, gdyby tego pościgu nie podjął, i gdyby po tę broń nie sięgnął — mówił stanowczo sędzia. Sędzia tłumaczy, że są dowody na to, że Dariusz Nawara przyszedł na stadion, by kraść. Miał na twarzy kominiarkę. Miał w ręku kanister. Gdy usłyszał, że został namierzony przez policję, rzucił tym kanistrem w funkcjonariusza i zaczął uciekać.
— Policjant za nim pobiegł i wówczas usłyszał w ciemności groźbę „odje**ę cię psie” Orzekam wiele lat i wiem, że tak wyrażają się ludzie niebezpieczni. Policjant też to wiedział. Dlatego miał prawo bać się o swoje życie i sięgnąć po broń, by w razie potrzeby jej użyć. Nie tylko po to, by bronić siebie, ale także po to, by bronić społeczeństwa. Dziś wiemy, że Nawara nie miał przy sobie broni, ale w tych feralnych, dramatycznych sekundach policjant tego nie wiedział. Co by było, gdyby ten mężczyzna uciekł, a później ranił kogoś przypadkowego? Wówczas policjant ponosiłby odpowiedzialność, ale za niedopełnienie obowiązków — dodał sędzia.
— dodał sędzia Leszek Łowczowski.
Sędzia uważa, że rodzina zmarłego powinna dostać duże odszkodowanie od państwa
Jeszcze mocniejsza była jednak druga część wystąpienia zakopiańskiego sędziego, w której uzasadniał on swój wyrok. Sędzia Leszek Łowczowski dosłownie zmiażdżył osoby odpowiedzialne za szkolenie policjantów w Polsce i tym samym cały kraj jako instytucję.
— W tym procesie ocenialiśmy winę policjanta i on tak jak mówię, jej nie ponosi osobiście. Jest niewinny, bo miał prawo sądzić, że to, czego nauczył się podczas szkoleń na temat użycia broni, jest wystarczające — mówił sędzia. — Ale tak nie jest. Z tego procesu wyłania się tragiczny obraz. Dramatyczne są zaniedbania w szkoleniu policjantów, którzy mają bronić społeczeństwa. Oni mają dramatycznie niską wiedzę, jeśli chodzi o sposoby użycia broni. Nie mogą z nią obcować, ćwiczyć. Ilość oddawanych przez policję strzałów treningowych w ciągu roku jest jakimś nieporozumieniem. To mówili nam tutaj biegli. Pisali o tym w swoich opiniach. Państwo ma obowiązek szkolić policjantów, by oni mogli później bronić nas — społeczeństwo. Ale państwo tego nie robi. Nie robią tego ludzie, odpowiedzialni za szkolenia w policji. Mam nadzieję, że ten wyrok, choć w części dla tych ludzi będzie jakimś otrzeźwieniem. Inaczej dojdziemy do dwóch sytuacji, w których żadna nie jest dobra.
Zdaniem sędziego z Zakopanego, jeśli policjanci dalej będą szkoleni na tak żenująco niskim poziomie, jak obecnie, to w sytuacjach kryzysowych „będą uciekać od odpowiedzialności” i nie strzelać do bandytów, bojąc się konsekwencji swego ewentualnego błędu. Zdaniem sędziego drugi scenariusz jest jednak jeszcze gorszy.
— Będziemy słyszeć o coraz większej licznie ofiar takich strzałów przypadkowych. Ludzie będą umierać od kul na ulicach — mówił sędzie i dodał, że Dariusz Nawara niezależnie od tego, czy był złodziejem, czy też nie, powinien dziś dalej żyć.
— On powinien zostać ujęty, osądzony, ukarany, ale żyć i móc wychowywać swoje dziecko. Niestety zmarł. Dlatego moim zdaniem rodzina zmarłego powinna wygrać inny proces. Proces cywilny, jaki powinna wytoczyć polskiemu państwu. I tam powinna za swoją stratę wygrać naprawdę wielkie odszkodowanie — zakończył sędzia.
Będzie apelacja?
Wyrok, jaki zapadł w Zakopanem, jest nieprawomocny. Strony mogą się od niego odwołać do Sądu Okręgowego. Sam policjant po rozprawie nie chciał rozmawiać z mediami. Był w zbyt dużych emocjach. Jego prawnicy zapowiedzieli jednak, że są z wyroku zadowoleni. Dla nich taka decyzja sądu była oczywista od początku. — By była kara, musi być wina. Wina zamierzona. Mój klient nic złego nie planował zrobić. To był wypadek podczas wykonywania przez niego zadań służbowych — mówił mec. Marek Maślanka.
— Jako obrońcy otrzymaliśmy ogromne wsparcie od zarządu Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Policjantów woj. małopolskiego. Bardzo za niego dziękujemy. Oni w całości sfinansowali koszty ochrony prawnej pozwanego — mówi adwokat dr Aleksanda Cempura, która od początku reprezentowała policjanta.
Prokuratury Okręgowe w Krakowie o to, czy będzie się odwoływała od wyroku, nie udało nam się spytać. Prokurator obecny na rozprawie zaraz po niej szybko wyszedł z sądu.
Na pewno odwoływać zamierza się Paulina Molek, niedoszła żona zmarłego Dariusza Nawary i matka jego 6-letniego dziś syna. Dla kobiety wyrok jest niesprawiedliwy. Dalej stoi na stanowisku, że jej postrzelony narzeczony w feralnym dniu znalazł się w Kościelisku-Kirach po prostu przez przypadek.
Według niej, tego wieczoru miał wyjść po prostu do sklepu po piwo. Zdaniem kobiety dowody (kominiarka i kanister) świadczące o tym, że Nawara kradł paliwo, mogły zostać po prostu podrzucone w celu uwiarygodnienia wersji policji na całe zdarzenie. Tam nie było bowiem innych świadków jak tylko zmarły i dwaj policjanci. Paulina Molek podaje przy tym „argument logiczny”, który jej zdaniem jest tu kluczowy. Nawara zostawił swój samochód pod jej położonym 2 km dalej domem. Jeśli poszedł kraść paliwo na piechotę, to później ten ciężki kanister z olejem napędowym musiałby te 2 kilometry nieść.
— Jaki złodziej tak robi? — pyta Molek
Góralka z Kościeliska nie potrafi dziś powiedzieć na pytanie: czy skorzysta z rady sędziego i pozwie o odszkodowanie za stratę niedoszłego męża i ojca swojego dziecka państwo polskie. Chce to przemyśleć.
Paulina Molek po śmierci narzeczonego dalej samotnie wychowuje syna. Po wyroku była zrozpaczona. W rozmowie z Onetem stwierdziła emocjonalnie, że dziś za zabicie psa ludzie idą za kratki, a ona straciła partnera sześć lat temu i do dziś nie ma winnych tej tragedii.
Uniewinniony policjant cały czas był na służbie
Jak ustalił Onet, uniewinniony mężczyzna pomimo trwającego procesu cały czas był czynnym policjantem. Co prawda w 2023 r. gdy prokurator przedstawił mu akt oskarżenia, funkcjonariusz ten został zawieszony, ale po zaledwie miesiącu jego przełożenie znów przywrócili go do pracy. Od tego czasu oczyszczony dziś z zarzutów funkcjonariusz awansował i dziś jest jednym z najbardziej cenionych policjantów w komendzie, w której służy. Pracuje jako policjant operacyjny. Właśnie z tego względu — na prośbę policjanta — nie podajemy w tekście jego pełnego nazwiska ani nie publikujemy jego zdjęć.