ANTONI BUGAJSKI (Przegląd Sportowy): Na początek pytanie do kogoś, kto zanim trafił do Ekstraklasy SA, przez cztery lata był prezesem Widzewa Łódź. Jak według pana w rundzie wiosennej będzie sobie radziła w rozgrywkach drużyna z al. Piłsudskiego?
MARCIN ANIMUCKI (prezes Ekstraklasy SA): Nie chcę zgadywać, ale przyznaję, że imponujące są inwestycje dokonywane przez Roberta Dobrzyckiego. Myślę, że to już ponad 15 mln euro wydanych w tym i poprzednim okienku transferowym. Jeśli chodzi o okno zimowe — porównując z transferami klubów europejskich, oczywiście poza TOP 5, już robi się czołówka. Jesienią zespół dopiero się docierał, więc jeszcze efektów transferów nie było widać, zresztą sporo punktów uciekało w ostatnim kwadransie gry. Być może Widzew będzie celował w ścieżkę do Europy prowadzącą przez Puchar Polski. W każdym razie po dokonanych wzmocnieniach drużyna wygląda bardzo obiecująco.
Polska jest jednak podzielona w ocenie tego, co się dzieje w Widzewie. Niektórzy eksperci twierdzą, że nie można tak szybko zrobić wyniku sportowego, że to jest trochę droga na skróty.
Uważam, że w klubie nie ma mowy o nastawianiu się na błyskawiczne, oszałamiające efekty. Natomiast trzeba być przygotowanym na wydawanie dużych pieniędzy i myślę, że nadeszły już czasy, kiedy nasze kluby zaczynają się tego uczyć, bo w ogóle w całej polskiej piłce pojawiają się coraz większe środki, także ze sprzedaży praw mediowych i marketingowych centralnie zarządzanych przez Ekstraklasę oraz z nagród otrzymywanych za grę w europejskich pucharach od UEFA oraz od inwestorów, którzy poważnie się angażują. Perspektywa awansu do Europy i sukcesy, do których drogę pokazywały w ostatnich latach Jagiellonia, Lech, Raków czy Legia, dają przekonanie, że jest szansa na zrobienie dobrego budżetu właśnie dzięki wzmocnieniom w pionie sportowym z jednoczesną chęcią zwyciężania w międzynarodowych rozgrywkach i zwiększania przychodów dzięki nagrodom z UEFA.
Jest pan związany z Ekstraklasą SA od 2012 r. Proszę powiedzieć, jak wypada porównanie dwóch rzeczywistości — tej, kiedy pan zaczynał z tą obecną?
W 2012 r. mieliśmy w wielu miastach plac budowy stadionów albo dopiero dyskusja o potrzebie budowy. Dzisiaj infrastruktura jest na najwyższym europejskim poziomie. Pieniądze też są diametralnie inne. Przychody wszystkich klubów Ekstraklasy oscylowały wokół 300-400 mln zł. Dzisiaj przekraczają 1 miliard 200 mln. A w tym roku będzie jeszcze więcej z uwagi na sukcesy w Europie i wpływy ze sprzedaży zawodników do zagranicznych klubów. Wartość praw mediowych także mocno poszła w górę. Gdy przychodziłem do Ekstraklasy, było to 87 mln zł, a obecnie mamy średnio 325 mln na sezon.
Trzeba też wspomnieć o kwestiach technicznych, całym „opakowaniu” meczowym, kwestiach związanych z Live Parkiem, który już mocno zakorzenił się w krajobrazie Ekstraklasy. Zrobiliśmy tygrysi skok, bazując na bardzo konkretnej pracy w klubach, na rozwoju polskiej gospodarki oraz na umiejętnym korzystaniu z wzorców europejskich.
Czekamy więc na kolejne „tygrysie skoki”. Kiedy według pana polska ligowa piłka jest w stanie zapukać do europejskiego TOP 10 w klubowym rankingu UEFA?
Kilka lat temu postawiliśmy sobie za cel awans do „15”. Niektórzy nie wierzyli za bardzo, że jest to w ogóle możliwe. Dzisiaj zbliżyliśmy się już do miejsc 11-12., co zawdzięczamy pracy naszych czołowych klubów, które reprezentują nas w europejskich pucharach. Jagiellonia, Raków i Lech wciąż tej wiosny mogą zrobić wiele dobrego. Jeżeli będziemy utrzymywać pozycję, która gwarantuje mistrzowi kraju występ minimum w Lidze Europy, będzie się to wiązać z gwarancją wypłaty z UEFA co najmniej 7 mln euro. Dzięki pewności otrzymania takich znaczących środków mistrz będzie mógł dużo odważniej sięgać po droższych, a więc jeszcze lepszych zawodników na rynku transferowym bez czekania, jak potoczą się jego pucharowe losy.
Oceniam, że mamy już pięć-sześć drużyn na poziomie europejskich pucharów, a więc takich, które są w stanie zdobywać sporo punktów do rankingu ogólnego. Kolejnym celem powinno być osiągnięcie pozycji w TOP 10, co będzie dawało mistrzowi Polski bezpośredni awans do Ligi Mistrzów.
Tyle mogą kosztować prawa do meczów Ekstraklasy
Na jakim etapie jest procedura sprzedaży praw mediowych na mecze Ekstraklasy od lipca 2027 r.?
Jesteśmy mniej więcej w połowie tego procesu. We wrześniu — po kilku miesiącach różnego rodzaju analiz lig zagranicznych oraz działań na poziomie UEFA w zakresie sprzedaży rozgrywek Champions League, Ligi Europy, Ligi Konferencji — przedstawiliśmy specjalny raport naszej Radzie Nadzorczej. Wyłoniliśmy grupę osób, która ten projekt prowadzi.
Kto jest w tej grupie?
Osoby, które są z nami od lat — Leszek Miklas, Marcin Serafin, Kinga Szkutnik i Jarosław Stróżyk oraz strategiczni doradcy w postaci poprzedniego i obecnego przewodniczącego Rady Nadzorczej Ekstraklasy — Karola Klimczaka z Lecha Poznań i Wojciecha Strzałkowskiego z Jagiellonii Białystok. Pracujemy, mając wsparcie jednej z najlepszych na polskim rynku kancelarii prawnej pod przewodnictwem Michała Fereńca i doradztwo ekspertów z zagranicy. Analizujemy, jak wygląda kwestia oglądalności naszych ligowych meczów nie tylko w telewizji, ale także w internecie, w streamingu. Dyskutujemy już na temat pakietyzacji i wyceny tych praw. Od czerwca chcielibyśmy się pochylać nad pierwszymi ofertami. Równocześnie zamierzamy się spotykać zarówno z kluczowymi krajowymi partnerami, jak również z firmami streamingowymi spoza Polski.
Zastanawiam się, czy w zasadniczym kontrakcie jesteście właściwie skazani na dalszą współpracę z Canal+ jako wieloletnim i najbardziej sprawdzonym partnerem?
Dzięki tej współpracy Ekstraklasa jest w miejscu, o którym mówiliśmy. Bardzo sobie cenię profesjonalizm ludzi z Canal+, ich pomysł na pokazywanie ligi, na współpracę z nami i z Live Parkiem. Cieszylibyśmy się, gdyby ta współpraca była kontynuowana, natomiast musimy proces przetargowy przeprowadzić transparentnie i profesjonalnie. Dlatego nasza oferta będzie skierowana szeroko — zarówno do podmiotów operujących w Polsce, jak i tych, które zaczęły pokazywać różnego rodzaju rozgrywki sportowe na swoich platformach streamingowych. Można tutaj wymienić Disney+, Paramount, Amazon czy DAZN. Z niektórymi jesteśmy w ciągłym kontakcie, a z innymi zamierzamy te dyskusje rozpocząć.
Ten proces w dużej mierze opiera się on na analizie szerokich zbiorów danych, gromadzonych przez nas przez lata, które obecnie — we współpracy z agencjami — są analizowane z wykorzystaniem narzędzi AI przez krajowych i międzynarodowych ekspertów. W zgromadzonych danych szczególnie wyróżniają się wysokie wyniki oglądalności rozgrywek na żywo. W Polsce nasze mecze w poprzednim sezonie oglądało ponad 50 mln ludzi, z czego 30 proc. w streamingu, czyli także poprzez Canal Plus Online i TVP Sport Online. Liczba osób, które odwiedzają nasze serwisy w mediach społecznościowych, ale też klubowe profile, to są dziesiątki milionów osób. W tym sezonie najprawdopodobniej padnie również kolejny rekord ogólnej liczby kibiców, którzy pojawiają się na stadionach.
W tym nowym rozdaniu nadal będzie możliwość oglądania jednego meczu z kolejki w otwartej telewizji?
To będzie zależeć od finału naszych rozmów w najbliższych miesiącach z potencjalnymi partnerami. Jeżeli pojawi chęć pokazywania wybranych meczów w telewizji otwartej, dla nas będzie to atrakcyjna opcja promocji ligi i klubów. Jak pokazuje historia, to także świetna sposobność dla promowania oferty płatnej nadawców. U nas taki wariant ma już siedmioletnią tradycję.
Pierwotnie komuś mogło się wydawać, że to trochę dziwny pomysł, aby połączyć telewizję płatną z nadawcą publicznym, ale teraz się okazuje, że to świetny sposób na dotarcie do innego kibica. Oczywiście chodzi też o „wyłapywanie” osób, które mogą obejrzeć jakiś mecz na otwartym kanale YouTube, bo one krążą po internecie, a znacznie rzadziej zaglądają do telewizji linearnej.
Obecnie realizowany kontrakt mediowy daje Ekstraklasie 1,3 miliarda zł w skali czterech lat. Dla pana jest oczywiste, że padnie kolejny rekord?
O konkretnych liczbach nie będę mówić, bo w czekających nas negocjacjach albo bym się zamykał od góry, albo od dołu. Poprzestanę na stwierdzeniu, że jestem optymistycznie nastawiony do tego procesu z wielu powodów. Mówimy o dynamicznym rozwoju ligi we wszystkich aspektach. Jeżeli Polska jako kraj nadal będzie się tak szybko rozwijać, to myślę, że i wartość naszych praw mediowych będzie dalej rosła.
Od pewnego czasu mówiło się o możliwości połączenia oferty klubów ESA oraz 1. Ligi. Czy to jest nadal możliwe?
Tak bliskiej współpracy, jak mamy obecnie z 1. Ligą, nie pamiętam od początku założenia Ekstraklasy SA. Jesteśmy w kontakcie z prezesem Pierwszej Ligi Piłkarskiej, Marcinem Janickim, widzimy się lub słyszymy co najmniej raz w tygodniu przy okazji rozmów o wspólnych projektach. Akurat teraz jesteśmy zaangażowani we współpracę pomiędzy PZPN-em, Ekstraklasą a PLP w kontekście programów ministerialnych, ale istnieje też wciąż kwestia związana ze wspólną sprzedażą praw mediowych.
W samej strategii PZPN-u jest opisany wątek profesjonalizacji Pierwszej Ligi, a więc wprowadzenia tam standardów ligi zawodowej. I właśnie od tego trzeba zacząć, aby realnie mówić o wspólnej sprzedaży praw. Wiele zależy od klubów Pierwszej Ligi, w którą stronę chcą pójść. My wymieniamy się z nimi praktycznie wszystkimi danymi, pomysłami i narzędziami, jakimi dysponujemy.
Marcin Animucki i właściciel Motoru Zbigniew JakubasANNA KLEPACZKO/FOTOPYK / NEWSPIX.PL / newspix.pl
Ekstraklasa buduje nowoczesne Centrum Mediowe
Na pewno współpracujecie też w kwestii ramowego terminarza. Czy wprowadzona przez UEFA zmiana w organizacji zgrupowań i meczów drużyn narodowych (dłuższa przerwa na przełomie września i października) jest dla was dużym problemem w ustalaniu kalendarza krajowych rozgrywek?
To jest oczywiście duże wyzwanie, ale byliśmy dobrze przygotowani, bo wiedzieliśmy o tych zmianach już kilka miesięcy temu i zapewniam, że Departament Logistyki Rozgrywek z Marcinem Stefańskim i Piotrem Bieleckim na czele sobie poradzi. Dla nas jest ważne, aby łączyć start rozgrywek i potem restart po zimowej przerwie z kalendarzem międzynarodowym w taki sposób, by jak najlepiej pomagać naszym pucharowiczom w dojściu do sukcesu. Co istotne, w kontekście układania kalendarza dużą zmianą dla nas będzie przejście z czterech na pięć drużyn, które zagrają w europejskich pucharach.
A jak przebiegają prace związane z budową Centrum Mediowego w Warszawie przy ulicy Aleksandra Fleminga? Na razie już wiemy, że nie będzie tam centrum VAR, bo ono powstaje w siedzibie PZPN przy Bitwy Warszawskiej. Czy ten fakt ma istotny wpływ na waszą inwestycję?
Nie ma żadnego wpływu. Nawiasem mówiąc, braliśmy udział w procesie wyboru przez PZPN dostawców systemu VAR, konsultując także kwestię przesyłu tego sygnału, by mógł być dostępny zarówno w siedzibie przy Bitwy Warszawskiej, jak i w naszym Centrum przy Fleminga. Intensywnie współpracujemy z piłkarską federacją w tym projekcie, choćby w kwestii wprowadzenia technologii tzw. półautomatycznego spalonego.
W Centrum Mediowym mogła się mieścić centrala VAR, ale to była dodatkowa opcja. Najważniejszym filarem działalności naszego ośrodka jest oczywiście obsługa meczów, czyli zadań, które obecnie realizujemy w ramach Live Parku w innym formacie. Powstanie Centrum da nam możliwość prowadzenia zdalnej produkcji meczowej.
Dlaczego to jest tak korzystne?
Bo sygnał z tych meczów będzie mógł trafiać bezpośrednio do naszego centrum, a nie do wozu transmisyjnego. A zatem nasi najlepsi ludzie, najbardziej wyszkoleni — producent, reżyser wideo, realizator dźwięku, osoby odpowiadające za powtórki — będą mogli być na stałe w Warszawie. Obecnie muszą podróżować z miasta do miasta, przez co mogą produkować maksymalnie cztery mecze w weekend ligowy. A przy założeniu produkcji zdalnej będzie się to rozszerzało na większą liczbę meczów — nie tylko z Ekstraklasy i nie tylko piłkarskich. W naszym Centrum będziemy bowiem mieli studia telewizyjne w stu procentach przygotowane do tworzenia profesjonalnych materiałów i programów także w ramach usług zewnętrznych. Więc jeżeli ktoś z zagranicy zechce w większym zakresie zaangażować się w pokazywanie Ekstraklasy, to my będziemy przygotowani do kompletnej produkcji meczu na najwyższym poziomie. Krótko mówiąc — będziemy w stanie przygotować transmisję wydarzenia we wszystkich detalach, łącznie z jej medialnym opakowaniem, co w jeszcze większym stopniu zabezpieczy nas jako ligę na wypadek jakiegoś dramatycznego tąpnięcia.
Marcin Animucki i kapitan mistrza Polski Lecha Poznań Mikael IshakJAKUB PIASECKI/CYFRASPORT — Newspix.pl / newspix.pl
Jakie tąpnięcia ma pan na myśli?
Mówię choćby o takiej sytuacji, jaka miała miejsce niedawno w Belgii, kiedy nadawca z dnia na dzień powiadomił o zerwaniu kontraktu i nie było wiadomo, kto wyprodukuje sygnał i przygotuje najbliższe mecze ligi belgijskiej do transmisji. My w takim kryzysowym momencie bylibyśmy w stanie zrobić to sami.
Ile kosztuje powstanie Centrum Mediowego?
Liczymy się z wydatkiem rzędu 15-20 mln euro. To dobrze lokowane środki. Wóz HD, który kupiliśmy w 2016 r., kosztował w okolicach 15 mln zł. Z kolei bus 4K pozyskaliśmy w 2018 r. za 25 mln zł. One nie tylko się spłaciły, ale spowodowały, że stawaliśmy się lepsi technologicznie, dzięki czemu mogliśmy oferować coraz lepszy produkt. Centrum Mediowe w pełni uruchomimy w połowie 2027 r., czyli wtedy, kiedy będziemy mieli nowy kontrakt telewizyjny, dlatego nie jest to przypadkowa data. Chcemy mieć różne karty w ręku w czekającym nas przetargu.