Gdy w listopadzie 2024 udało się spłacić zadłużenie wynikające z procesu licencyjnego i Stal mogła w sezonie 2025 wystartować w PGE Ekstralidze, gorzowskim kibicom wydawało się, że kłopoty finansowe klubu wreszcie się skończyły.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jakie długi ma obecnie klub Stal Gorzów?

Kto został prezesem klubu Stal?

Co muszą zwrócić władze klubu?

Kto złożył analizę działań finansowych klubu?

Część zadłużenia została zamieniona w udziały, jednym z udziałowców zostało miasto, a Stalą wspólnie mieli kierować miejscowi przedsiębiorcy i zaufani ludzie prezydenta.

Sielanka nie potrwała jednak długo. Między oboma obozami szybko doszło do tarć i napięć, a mleko wylało się po sezonie, gdy okazało się, że Stal nadal ma 8 mln złotych długu i jedynym ratunkiem jest kredyt konsolidacyjny. Część poręczyło miasto, ale większość znów lokalni biznesmeni.

Doszło też do przetasowań we władzach klubu. Prezesem został szef firmy Gezet, sponsora tytularnego klubu, Zbigniew Głuchy, a funkcję wiceprezesa stracił Patryk Broszko, człowiek prezydenta miasta.

Ten drugi nie zamierzał siedzieć cicho i przed tygodniem przedstawił prezydentowi analizę działań finansowych w klubie w poprzednich latach.

— Jako były przedstawiciel miasta w strukturach Stali Gorzów przekazałem prezydentowi wnioski wynikające z analizy dokumentów finansowych. Nie mam wątpliwości, że doszło do naruszenia prawa — grzmiał Broszko w mediach społecznościowych.

A prezydent Wójcicki zwołał konferencję prasową, na której potwierdził, że Stal nieprawidłowo rozliczyła część dotacji za lata 2019-2023.

— Nieprawidłowo rozliczone dotacje muszą zostać zwrócone — przyznał, cytowany przez „Gazetę Lubuską”.

Prawo oczywiście należy respektować, ale gorzowscy kibice nie mają wątpliwości, że jest efekt walki politycznej o władzę w klubie.

Starczy im woli walki, żeby uratować Stal?

Cierpi jednak na tym sama Stal i biznesmeni, którzy zaangażowali swoje prywatne pieniądze w pomoc klubowi, a teraz dostają cios za ciosem.

— Ponad rok temu grupa gorzowskich przedsiębiorców pożyczyła swoje własne pieniądze, by spłacić zaległości zawodników, by klub mógł przystąpić do procesu licencyjnego. Mniej więcej miesiąc później dowiedzieli się o tym, że jeżeli nie przekształcą swoich pożyczek w udziały, to klub upadnie, a oni stracą swoje pieniądze. Przekształcili. Później dowiedzieli się, że skoro już są prywatnymi właścicielami, to jakoś sobie muszą z tym wszystkim radzić. A teraz dowiedzieli się, że muszą oddać 1,5 mln złotych dotacji, których nie zaciągali. Z głębi serca współczuję tym ludziom, którzy się w to zaangażowali. Podziwiam ich determinację i trzymam kciuki, żeby wystarczyło im chęci, woli walki, żeby ten klub uratować. Bo góry, które się piętrzą przed nimi, a cały czas coś nowego dochodzi, no nie wiem czy we mnie by było tyle woli, żeby jeszcze walczyć — skomentował były prezes Stali, Ireneusz Maciej Zmora, na antenie Telewizji Gorzów w programie Sport Info.