Według danych Departamentu Handlu w 2024 r. Stany Zjednoczone wyeksportowały usługi o wartości 1,1 bln dol., czyli o ponad 300 mld dol. więcej niż kupiły za granicą.
Jest to główny czynnik generujący przychody m.in. dla amerykańskiego sektora finansowego, firm technologicznych i branży turystycznej — ale jest on coraz bardziej zagrożony.
Obecnie największym zagranicznym rynkiem zbytu dla amerykańskich usług jest Europa, która stała się m.in. w dużym stopniu zależna od amerykańskich platform technologicznych. Powrót Trumpa do Białego Domu przyspiesza jednak dążenie do cyfrowej suwerenności na kontynencie, zastępując amerykańską technologię europejskimi alternatywami. Najnowszy przykład: decyzja Francji z początku tego tygodnia o zakazie korzystania przez urzędników państwowych z amerykańskich platform, w tym Google Meet, Zoom i Teams, do organizowania spotkań online od 2027 r. i zastąpieniu ich francuską alternatywą.
- Jakie usługi eksportują Stany Zjednoczone?
- Kiedy Francja wprowadza zakaz korzystania z amerykańskich platform?
- Co to jest EuroStack?
- Jakie są obawy związane z cyfrową suwerennością Europy?
„Jedną z ogromnych zalet” istniejącego systemu handlowego „jest to, że wyspecjalizowaliśmy się w technologiach o niezwykle wysokich kosztach stałych i wymagających wysokich kwalifikacji, które są naprawdę opłacalne tylko wtedy, gdy można je sprzedawać na całym świecie” — mówi Phillip Luck, dyrektor programów ekonomicznych w Center for Strategic and International Studies, think tanku z siedzibą w Waszyngtonie. W miarę jak globalne wzorce handlowe i tradycyjne sojusze zaczynają się rozpadać, rynki te mogą się kurczyć — co będzie miało wpływ nie tylko na wyniki finansowe amerykańskich firm, ale także na przyszłe krajowe innowacje technologiczne.
— Jeśli jesteś teraz w Europie, zaczynasz zdawać sobie sprawę, że cała twoja gospodarka opiera się na amerykańskich usługach w chmurze oraz programach Microsoft Outlook i Excel — mówi Luck, który pełnił funkcję zastępcy głównego ekonomisty w Departamencie Stanu USA za prezydentury Joe Bidena.
Regularne ataki Trumpa na Europę, w tym groźba przejęcia Grenlandii, wzmogły obawy, że może on w dowolnym momencie odciąć usługi cyfrowe świadczone przez amerykańskich gigantów technologicznych. W Holandii 140 tys. osób podpisało petycję skierowaną do rządu w tym tygodniu, w której domagają się zablokowania przejęcia holenderskiego narzędzia do identyfikacji online przez amerykańską firmę właśnie z tego powodu.
Spór o Grenlandię i inne ataki Trumpa na Europę „były jak benzyna dolewana do ognia” — mówi Daniel Castro, wiceprezes Information Technology and Innovation Foundation, think tanku zajmującego się polityką technologiczną, który otrzymuje fundusze od amerykańskich korporacji.
Ostatecznym celem europejskiego ruchu na rzecz suwerenności cyfrowej — budowa EuroStacku, czyli infrastruktury cyfrowej niezależnej od technologii amerykańskiej — byłby ciosem dla amerykańskiego handlu usługami. Mogłoby to również spowolnić przyszłe innowacje, zarówno w USA, jak i poza nimi.
Stworzenie alternatyw dla usług wideokonferencyjnych, takich jak Zoom i Team, jest wykonalne, twierdzi Castro, ale zajmie kilka lat. Budowa centrów danych lub opracowanie zamiennika pakietu produktów Microsoft, jeśli kraje europejskie zdecydują się pójść tak daleko, wymagałoby wykładniczo większych inwestycji. — Stałe koszty budowy tych obiektów są ogromne — zauważa Luck.
Firmy po obu stronach Atlantyku będą miały mniej możliwości odzyskania tych kosztów, jeśli nie będą już sprzedawać sobie nawzajem tak dużo. — To nie tylko marnotrawstwo — mówi Luck. — Ogromna część przychodów, które napędzają rozwój [sztucznej inteligencji] tutaj, pochodzi z Europy, Meta, Google i inne firmy zarabiają w innych krajach i reinwestują te środki w Stanach Zjednoczonych.
Castro ostrzega, że rozstanie technologiczne między Europą a Stanami Zjednoczonymi prawdopodobnie da przewagę Chinom, ponieważ Pekin kontynuuje własne ogromne inwestycje w badania i rozwój: — W perspektywie długoterminowej jest to realna perspektywa, realne ryzyko.