W skrócie
- Nowe badania toksykologiczne wykazały, że Paulinie celowo podano amiodaron w toksycznej dawce, co było prawdopodobną przyczyną jej śmierci
- Rodzice Pauliny przez lata samodzielnie prowadzili śledztwo, doprowadzając do ekshumacji i przełomowych badań
- Paulina Antczak zmarła w nocy 24 września 2014 r. w swoim mieszkaniu we Wrocławiu. Gdy umierała, nie była sama. Był z nią jej chłopak, Dawid. Czy w mieszkaniu był ktoś jeszcze?
Więcej takich historii przeczytasz na stronie głównej Onetu
— Wreszcie sprawa trafiła na właściwe tory prawne i może być rzetelnie i właściwie wyjaśniana — mówiła zaraz po wyjściu z sali rozpraw adwokat Justyna Flankowska, pełnomocniczka rodziców Pauliny Antczak, komentując w ten sposób decyzję sędzi Antoniny Surmy.
- Jakie nowe dowody zostały odkryte w sprawie Pauliny Antczak?
- Kiedy Paulina Antczak zmarła?
- Kto był z Pauliną w czasie jej śmierci?
- Jakie działania podjęli rodzice Pauliny Antczak po umorzeniu sprawy?
Sędzia Sądu Rejonowego we Wrocławiu zgodziła się na wniosek wrocławskiej prokuratury przenieść sprawę śmierci Pauliny Antczak do sądu okręgowego, bo jak mówiła w uzasadnieniu, nowa opinia biegłego z zakresu medycyny sądowej wskazuje na możliwość popełnienia zabójstwa w tej sprawie.
Tomasz Pajączek / Onet
Sędzia Antonina Surma uzasadnia decyzję o przeniesieniu sprawy Pauliny Antczak do Sądu Okręgowego we Wrocławiu
— Bardzo współczuję rodzicom Pauliny, że musieli na to tyle czekać, zwłaszcza że sąd potwierdził wszystkie te okoliczności, które my podnosiliśmy od wielu lat i nie docierały one przez tyle lat do wymiaru sprawiedliwości — podkreśliła adw. Justyna Flankowska.
Ofensywa prokuratury
Przekazanie sprawy sądowi okręgowemu to dopiero pierwszy krok z planu wrocławskiej prokuratury, który ujawniliśmy w Onecie na początku tygodnia. Następnym będzie cofnięcie sprawy z sądu do Prokuratury Okręgowej i badanie jej nie tylko pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci i nieudzielenia pomocy, ale przede wszystkim pod kątem zabójstwa. A to zapowiedź śledztwa z prawdziwego zdarzenia, jakiego w tej sprawie nigdy nie było.
— Dołożymy wszelkich starań, żeby wyjaśnić tę sprawę — mówił Onetowi Daniel Drapała, Prokurator Okręgowy we Wrocławiu, który już przed tygodniem spotkał się z rodzicami Pauliny i poinformował ich o działaniach prokuratury.
— Czekamy na to z wielką niecierpliwością. Będziemy się aktywnie włączać do wyjaśniania tej sprawy. Jesteśmy gotowi na to, żeby współpracować. Mamy nadzieję, że to wspólne wyjaśnienie sprawy będzie krócej trwało, uda się ustalić właściwy przebieg wydarzeń i doprowadzić do tego, że osoby, które popełniły czyny zabronione, będą za to ukarane — słyszę od adw. Justyny Flankowskiej.
Ona sama nie ma wątpliwości, że sprawa Pauliny Antczak to swego rodzaju precedens, bo to rodzice 25-latki przez lata wcielali się w rolę śledczych i to oni doprowadzili do przełomu. Teraz chcą tylko tego, by winni zabójstwa ich córki zostali ukarani.
Blamaż prokuratury
Wrocławska prokuratura, która przed laty badała sprawę, nie wyjaśniła, co było przyczyną śmierci Pauliny. Nie zleciła badań toksykologicznych, bo nie widziała takiej potrzeby. Nie miała jednak problemu ze stwierdzeniem, że do jej śmierci nikt się nie przyczynił i sprawę umorzyła.
Wcześniej prokurator już podczas oględzin uznał, że zgon nastąpił we śnie, na skutek upojenia alkoholem. Później prokuratura się z tego wycofała, bo jak wykazała sekcja, dziewczyna nie miała w organizmie nawet odrobiny alkoholu. Innych wątków prokuratura nie badała.
Na tej sprawie „poległo” kilkoro prokuratorów, m.in. Marek Zieliński, Radosław Żarkowski, Ireneusz Zieliński, Ewa Bernacka i Karolina Stocka-Mycek.
W nowym śledztwie sprawą pokieruje prokurator, który nie miał z nią wcześniej żadnej styczności.
Tajemnicza śmierć
Paulina Antczak zmarła w nocy 24 września 2014 r. w swoim mieszkaniu we Wrocławiu. Gdy umierała, nie była sama. Był z nią jej chłopak, Dawid. Czy w mieszkaniu był ktoś jeszcze? Z relacji Dawida wynika, że nie, choć analizując sprawę, można mieć co do tego spore wątpliwości.
Dawid przedstawił kilka wersji jej śmierci. Nie wiadomo, czy którakolwiek z nich jest prawdziwa. Koleżance mówił, że Paulina nagle upadła, zalała się krwią i zmarła. Co innego przekazał śledczym. Raz mówił, że zbudziło go jej charczenie, raz, że były to uderzenia w ścianę, a jeszcze innym razem, że wstał, gdy zadzwonił budzik.
Archiwum rodzinne
Paulina Antczak zmarła 24 września 2014 r.
To on miał wezwać do niej pogotowie. Jak zeznał, reanimował ją według wskazówek dyspozytora numeru 112. Tyle że przesłuchany po dwóch latach operator zapewnił, że wcale go nie instruował.
Gdy Dawid wezwał pogotowie była godz. 5.05, ale już o 3.29 wysłał do ojca SMS o treści: „Odezwij się do mnie, Paulina nie żyje”. Co robił przez półtorej godziny? Nie wiadomo. Śledczy nigdy tego nie ustalili.
Determinacja rodziców
Po umorzeniu sprawy przez prokuraturę rodzice Pauliny sami postanowili wyjaśnić, dlaczego ich córka nie żyje. To oni skierowali do sądu subsydiarny (prywatny) akt oskarżenia przeciwko byłemu chłopakowi córki.
I to oni zdobyli zgodę na ekshumację, na którą sąd kilkukrotnie się nie zgadzał. Sami zapłacili za ponowną sekcję zwłok i badania toksykologiczne, które okazały się przełomowe dla sprawy.
Zrobili to, czego nie zrobili śledczy, choć powinni.
Przełomowe badania
Przeprowadzone przez Zakład Medycyny Sądowej w Szczecinie badania toksykologiczne rzuciły zupełnie nowe światło na śmierć Pauliny. Z badań biegłych wprost wynika, że ktoś za życia „w sposób intencjonalny” podał jej amiodaron w toksycznej dawce. Tę substancję biegli wykryli nie tylko w badanych narządach, ale też w ziemi i trumnie.
Zdaniem szczecińskich biegłych to podanie amiodaronu było prawdopodobną przyczyną śmierci 25-latki. — Na podstawie tego materiału i tych wyników wniosek nie może być inny. Lek podano nie po to, żeby pomóc, ale żeby zaszkodzić — mówił przed sądem na początku 2024 r. prof. Mirosław Parafiniuk z Zakładu Medycyny Sądowej w Szczecinie. Potem dodał: — Ten lek w takim stężeniu należy traktować jako truciznę.
Ich opinię podzielił też Rafał Skowronek, biegły z Zakładu Medycyny Sądowej w Katowicach, który analizował materiały z wynikami badań na polecenie sądu. On także uznał, że ktoś celowo podał 25-latce amiodaron w dawce przekraczającej tę, którą stosuje się w ratownictwie medycznym. Podkreślił też, że lek ten podaje się nie tylko w celach medycznych, ale też przestępczych.
Według rodziców Pauliny za zabójstwem stoi jej były chłopak. Nie wierzą jednak, że był z nią sam. Podejrzewają, że ktoś mu pomagał.
Kontakt z autorem: tomasz.pajaczek@redakcjaonet.pl