To druga część długiej rozmowy z Rafałem Górakiem. W pierwszej części trener GKS-u chłodnym okiem podsumował, co zawiodło w grze jego zespołu w rundzie jesiennej i odnosi się do transferowego szaleństwa Widzewa Łódź. Opowiada też o nowej erze dla katowickiego klubu.

Zespół wzmocnili już Mateusz Wdowiak i Erik Jirka. Jaką realną wartość mogą wnieść do drużyny?

Wydaje mi się, że ogromną. Mateusz jest zawodnikiem, który dotarł do mnie trochę na skróty. Chodzi mi o taktyczne rozumienie gry, bo ma znakomite przetarcie po występach w Rakowie i doskonale rozumie w jaki sposób funkcjonujemy na boisku. Z jednym z obecnych naszych zawodników rozmawiałem na temat Mateusza i jego spojrzenia na grę w Rakowie. Ale już jak oglądałem materiały wideo, to widziałem, że Mateusz radził sobie tam doskonale.

A funkcjonując w Zagłębiu Lubin, które preferuje trochę inny styl gry, widziałem, że było mu ciężko. Dlatego myślę, że wszystkie trzy strony były zadowolone z takiego obrotu spraw. Wszystko udało się szybko przeprowadzić. A wiem, że jak wykorzysta swoje walory, to to jest absolutnie czołowy zawodnik na swojej pozycji w Ekstraklasie.

Erik jest natomiast zawodnikiem, który znajduje się w szerokim składzie reprezentacji Słowacji. Już jest nośnikiem określonej wartości. I choć przeważnie jest na liście rezerwowej to widać, że cały czas jest w kręgu zainteresowań selekcjonera. Miał ochotę, by zmienić środowisko i skorzystaliśmy z tego. Rozmowy z Piastem Gliwice też były bardzo konkretne.

A jakich wzmocnień jeszcze poszukujecie? Ile ruchów w zimowym okienku fani GKS-u mogą się spodziewać?

Warto podkreślić, że na obozie w Belek udało nam się przedłużyć kontrakty z trzema bardzo ważnymi zawodnikami. To też są transfery, trzeba jasno postawić sprawę. Umowy Adama Zrelaka, Lukasa Klemenza i Borji Galana kończyły się i mogliśmy po prostu ich stracić. A choćby Lukas miał bardzo dużo różnych propozycji. Zrobił ogromny progres po przyjściu z Górnika Łęczna. Początek naszej współpracy nie był wcale łatwy i to dla obu stron. Można powiedzieć, że na początku mieliśmy szorstką relację. Z tego względu, że bardzo dużo od niego wymagałem, a Lukasowi wydawało się, że już jest gotowy. Ale jak zauważyłem, ile pracy włożył i jak wyglądał na boisku w drugiej części sezonu, to nie ukrywam, że byłem bardzo zadowolony. Nie dziwię się, że wiele klubów zauważyło jego dyspozycję i wokół niego sporo się działo. Ale szybko usłyszał ode mnie, że bardzo chciałbym, by z nami został. I cieszę się, że tak to się potoczyło.

Borja Galan i Adam Zrelak przedłużyli umowy z GKS-em Katowice

Borja Galan i Adam Zrelak przedłużyli umowy z GKS-em KatowiceIreneusz Wnuk / newspix.pl

Teraz nie ukrywam, bo zawsze byłem transparentny wobec drużyny, że szukamy zawodnika, który jeszcze mógłby nas wzmocnić w środku obrony. Ze względu na to, że Aleksander Paluszek jeszcze nie będzie gotowy do gry. A chcę być zabezpieczony w każdej formacji. Minimum 17 spotkań w lidze i co najmniej jeden w Pucharze Polski, a mam nadzieję, że więcej — będą dla nas ogromnym wyzwaniem. Zawodnicy wiedzą, kogo poszukiwaliśmy. Na razie nie udało nam się dojść do porozumienia z żadnym z zawodników, którzy pojawiali się w spekulacjach w sieci. Ale podchodzę do tego spokojnie. Dla mnie priorytetem było zatrzymanie Lukasa Klemenza. A pozostali zawodnicy są w 100 proc. gotowi, by jechać i walczyć do Lubina.

Coraz więcej w Ekstraklasie pojawia się zawodników z rynku skandynawskiego. W GKS-ie oglądamy Norwega Emana Markovicia. Dlaczego to teraz tak kuszący rynek dla polskich klubów?

Może poszukujemy właśnie zawodników o takim temperamencie. W przeszłości mocno postawiliśmy na Hiszpanów, Portugalczyków, czy zawodników czarnoskórych z różnych zakątków świata. Podobnie jest z Emanem, od którego na początku było wyraźnie czuć chłodem. Z każdym dniem coraz mocniej się otwierał i myślę, że fajnie się zaaklimatyzował. A trzeba powiedzieć wprost, że to zawodnicy grający na bardzo wysokim poziomie, bo ich rodzime rozgrywki są bardzo wymagające. Są bardzo zbliżone do Ekstraklasy.

Eman to też zawodnik, który bardzo dobrze radził sobie w reprezentacjach młodzieżowych Norwegii. A wiadomo, że nie był zawodnikiem modelowym. Grał w całkowicie innych realiach, ale już gdy go oglądaliśmy, to mocno imponował mi tym, jak potrafi operować piłką przy nodze. Być może potrzebował trochę więcej czasu, by się wdrożyć. Ale na obozie w Belek radził sobie bardzo dobrze.

Na wiosnę kibice liczą, że zarówno on, jak i Jesse Bosch w pełni odpalą w Ekstraklasie.

Jesse szybciej znalazł miejsce i pewność w tym, co chcemy grać. Ostatnie mecze w rundzie jesiennej miał już bardzo udane. Eman na pewno jeszcze dużo da naszej drużynie.

Liczby zmieniły codzienną pracę w futbolu. I stały się utrapieniem

Często pan podkreśla, że opanowanie modelu gry, jaki preferujecie w GKS-ie nie jest łatwe i stawia ogromne wymagania przed zawodnikami. Niektórzy potrzebują kilku miesięcy, by się do niego zaadoptować. Tak faktycznie jest?

Myślę, że tak. Mógłbym to mówić z punktu widzenia trenera i trochę mogłoby to trącać zarozumialstwem. Bardzo często słucham też spostrzeżeń zawodników. W jednej z ostatnich rozmów Lukas Klemenz wspominał, że potrzebował sześciu miesięcy, by spokojnie zasnąć ze świadomością, że zrozumiał założenia taktyczne. Chodzi o to, by nauczyć się automatyzmów. Zawodnik, gdy przychodzi i usłyszy ode mnie nasze założenia, to w zasadzie wszystko rozumie. A potem zaczynamy trenować i rozliczać ich z tego.

Potem zawodnicy tłumaczą, że zachowali się w określony sposób, ale to nie wpisuje się w nasz model gry. Zaczynamy ich niekiedy trochę przeciążać, bo gdy do nas trafiają często są rozregulowani. I ich dyspozycja przez to spada. Bo jak zawodnik bardzo dużo myśli na boisku, to też nie jest dobrze. Jeśli myśli i robi to z automatu, to wtedy mówimy o zachowaniu idealnym. A jeżeli zawodnik na odprawie rozmawia ze mną o aspektach defensywnych i ofensywnych, ale już tylko o rzeczach modelowych, to rzeczywiście na początku popełnia masę błędów. Brakuje właśnie automatyzmów. Musi się z tym wszystkim przespać i niekiedy trwa to pół roku. Trzeba być systematycznym i powtarzalnym. A wiem, że są piłkarze, którzy potrzebują na to jeszcze więcej czasu.

Sporo mamy zasad zarówno w grze ofensywnej, jak i defensywnej. W defensywie praktycznie wszystkie aspekty są nienegocjowalne u mnie. Są twarde reguły. A w ofensywie dajemy przestrzeń, by zawodnicy mogli błysnąć czymś więcej. I też szukamy zawodników o takim profilu. Nie jest to proste, ale myślę, że na ten model i proces, jaki obowiązuje w GKS-ie, jest to skuteczne.

Mam wrażenie, że bardzo mocny akcent w codziennej pracy sztabów trenerskich położony został na statystyki. Na co zwracacie uwagę jeśli chodzi o liczby? Jeszcze kilka lat temu nie odgrywały one aż takiej roli.

Bo nie było odpowiednich narzędzi. Dzisiaj wiele zmienia technologia. Dlatego nasze sztaby się rozrastają. W naszym przypadku dzieje się tak też dlatego, że denerwuje mnie to, jeśli technologia, jaką dysponujemy w klubie, nie jest wykorzystywana. To dla mnie największa bolączka. Jeśli płacimy niemałe pieniądze za określone narzędzie, a miałoby mi to leżeć w kącie, to trafiłby mnie szlak, gdyby ktoś przy tym nie pracował. I nie przychodził do mnie raz na jakiś czas z określonymi wnioskami.

Dzisiaj to, jakie mamy systemy monitorowania zawodników z różnych platform: Wyscout, Statsbomb, Opta, Transferoom lub systemy Tracab, Catapult, jest niesamowite. Dostajemy ogrom danych. Ale dla trenera każda z nich to ciężar. Bo żeby poważnie do niej podejść to trzeba ją wdrożyć w głowie i mieć świadomość skąd są takie, a nie inne wyniki. Czasem te wszystkie algorytmy mocno mieszają w głowie. Dlatego też analitycy tych danych są niezbędni w sztabach.

Ale to my, jako pierwsi trenerzy musi podejmować decyzje w oparciu o systemy analityczne. Minęły czasy, gdy podejmowaliśmy je tylko intuicyjnie. Kiedyś faktycznie intuicja była ważna, a najlepsi trenerzy potrafili podejmować świetne decyzje. I przez to czyniły ich zupełnie innymi.

Mamy naprawdę sporo narzędzi, wykorzystujemy dane w rozmowach z zawodnikami i sztabem, ale zawsze będę się starał po prostu nie przegrzać z tym tematem. Przez 11 lat grałem na poziomie Ekstraklasy i I ligi i czasem mam na to inne spojrzenie. Niekiedy nie ma co zawodnika „zastrzelić” samymi liczbami. Każdy mecz można obalić liczbami. Można wyrzucać na zewnątrz dane, jacy jesteśmy doskonali i przy tym chować mniej korzystne informacje. Wszystko weryfikuje to, co jest na końcu, czyli wynik.

Bardzo lubię, by mój sztab pod tym względem pracował w ciszy. Nie lubię chwalić się tym na zewnątrz i mówić, ile robimy. Powinniśmy działać jak korporacja, która powinna dążyć do tego, by wygrać dany mecz. I to ma nas cechować. Nigdy nie będę bronił zespołu, który ma tylko kapitalne liczby, gdy jednocześnie dostrzegałbym, że w innych aspektach na przestrzeni choćby pół roku w Ekstraklasie nasze statystyki są niepokojące.

Ciężko byłoby, żebym nie usiadł ze sztabem, próbował pochylić się nad problemem i jego rozwiązaniem. A to też nie chodzi o to, by na jednym treningu zaaranżować kilka ćwiczeń. To chodzi o całą metodykę pracy. Jeśli mamy problem, to musimy zaplanować pracę na przestrzeni trzech/czterech miesięcy. Nikt mi nie powie, że ktoś kto nie potrafi biegać nagle przebiegnie maraton. Trzeba trenować i być do bólu konsekwentnym.

Definiując problem nigdy nie powiem zawodnikom, że jutro go rozwiążemy. To cały proces, a w takiej sytuacji uważam, że zespół czuje się bardziej komfortowo. Wie, że ma problem do rozwiązania. Nigdy nie byłem trenerem, który np. zmieniłby bramkarza po zawalonej bramce. To fajna droga na skróty. Trzeba pracować, by błędów popełniać jak najmniej.

Rafał Górak: to największy komplement jaki mogę usłyszeć

Wszyscy zawodnicy zgodnie powtarzają, że takiej szatni jak w GKS-ie nie ma nigdzie indziej. Gdzie tkwi klucz do tego?

Być może to jeden z największych komplementów, które jako trener mogę usłyszeć. W momencie, kiedy wróciłem do GKS-u na pierwszym treningu znałem tylko jednego zawodnika. To byli obcy dla mnie ludzi z innej bajki. W dodatku po spadku, gdy były tutaj zgliszcza. Trener Dawid Szwarga był niesamowicie zmasakrowany tym, co się stało. Faktem jest, że miał taki charakter i dzięki temu, że zaraz dogadaliśmy się, szybko stanął na nogi. Był dla mnie ogromnym wsparciem w odbudowie zespołu. To była świetna współpraca i zawsze będę ją doceniał.

Ale atmosfery nie było żadnej. Od tego czasu minęło sześć sezonów. Ktoś powie długo, a ktoś inny, że krótko. A jeśli udało się zbudować coś takiego, że sami zawodnicy mówią, że takiej szatni nigdzie indziej nie było, to wynika to tylko z tego, co cyklicznie jest robione. Myślę, że zawodnicy nigdy nie zawiedli się na klubie, bo to jest bardzo ważne. Zawsze wiedzieli, że mają wsparcie w klubie i trenerze i widzą, że dzięki nam są w stanie zrobić progres. Najgorsze są momenty, kiedy ilość emocji odchyla się bardzo w jedną, bądź drugą stronę. Po złych meczach jest tragedia w klubie, a wystarczy, że wygra się dwa/trzy mecze i jest ogromna euforia. Nie cierpię tego. To nie ma nic wspólnego z tym, co chcę robić w GKS-ie Katowice.

Trenerzy Dawid Szwarga  i Rafał Górak wspólnie rozpoczęli odbudowę katowickiego zespołu

Trenerzy Dawid Szwarga i Rafał Górak wspólnie rozpoczęli odbudowę katowickiego zespołuReprodukcja Adam Starszyński/PressFocus / newspix.pl

I być może ich też tym uspokoiłem. Gdy mamy jakiś trudny moment, to nie popadają w panikę. I w euforię, gdy sytuacja jest zgoła odmienna. I na tej płaszczyźnie z odpowiednim nastawieniem przychodzą do pracy. Czują, że są częścią procesu. I taka zawsze była moja idea. Zawsze im przypominałem, żeby po przegranych meczach nie spuszczali głowy na dół, a po zwycięstwach nie skakali na środku boiska w kółku i nie robili cyrków. To jest tylko jeden mecz. A musimy bo chcemy robić rzeczy, które będą zapisywały się w historii.

Zaczynacie wiosnę od maratonu (w dwa tygodnie GKS rozegra cztery mecze). I patrząc na sytuację w tabeli passa wygranych może was mocno wywindować do góry w tabeli.

Będzie się liczyło bardzo wiele. Istotny będzie każdy punkt i każdy wygrany mecz. Trzeba będzie o to walczyć. W związku z tym, jak wygląda sytuacja w tabeli trzeba wszędzie jechać z totalnym przekonaniem, że jesteśmy gotowi. Zdaję sobie sprawę, że może w 10 spotkaniach pod rząd np. z mistrzem Polski nie zrobilibyśmy dodatniego bilansu. Ten rywal ma na ten moment większy potencjał i pewnie w większej liczbie spotkań by nas ograł. Ale w tym jednym? Nigdy! Zawsze może z nami przegrać. Wierzę, że w każdym meczu do którego staniemy będziemy przygotowani na to, by ograć tych teoretycznie mocniejszych. Będziemy walczyć o to, żeby Ekstraklasa w Katowicach była po prostu na lata.

To druga część długiej rozmowy z Rafałem Górakiem. W pierwszej części trener GKS-u chłodnym okiem podsumował, co zawiodło w grze jego zespołu w rundzie jesiennej i odnosi się do transferowego szaleństwa Widzewa Łódź. Opowiada też o nowej erze dla katowickiego klubu.