„Chociaż atak nie spowodował przerw w dostawach energii, przeciwnicy uzyskali dostęp do systemów o kluczowym znaczeniu dla funkcjonowania sieci energetycznej” — czytamy w raporcie poświęconym cyberatakowi na polską infrastrukturę.

Z raportu firmy Dragos wynika, że atak był wymierzony w system ciepłowniczy oraz systemy zajmujące się dystrybucją energii z elektrowni wiatrowych i słonecznych. Hakerom skutecznie udało się zakłócić działanie około 30 obiektów.

Pełen zakres wrogich działań podjętych przez Electrum pozostaje jednak nieznany — wynika z raportu. Nie jest jasne, czy sprawcy próbowali wydawać polecenia operacyjne, czy też skupili się wyłącznie na uniemożliwieniu komunikacji.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Według ekspertów cyberatak na Polskę wygląda bardziej na pospieszną niż precyzyjnie zaplanowaną operację.

  • Jakie były cele cyberataku na Polskę?
  • Kto jest odpowiedzialny za cyberatak?
  • Czy cyberatak spowodował blackout?
  • Jakie efekty miała operacja grupy Electrum?

Wcześniej analitycy z firmy ESET wskazywali, że za cyberatak na polską infrastrukturę energetyczną odpowiada grupa Sandworm. Jak wskazuje serwis The Hacker News, grupa hakerska Electrum (odpowiedzialna m.in. za atak, który w 2016 r. doprowadził do blackoutu w części Kijowa) jest powiązana z grupą Sandworm.

Cyberatak na infrastrukturę krytyczną Polski

Pod koniec grudnia doszło do cyberataku na strukturę energetyczną Polski. Skalę ataku ujawnił 15 stycznia premier Donald Tusk, podczas konferencji zwołanej po specjalnej rządowej naradzie poświęconej bezpieczeństwu energetycznemu.

— Obroniliśmy się przed próbami destabilizacji i ani przez chwilę nie była zagrożona infrastruktura krytyczna. Nie groził nam tzw. blackout. Zaatakowano punktowo niektóre miejsca, w tym np. dwie elektrociepłownie. Ataki były wymierzone w system, który umożliwia zarządzaniem prądem pochodzącym z OZE. Potraktowaliśmy to bardzo poważnie — mówił Tusk. Dodał również, że „gdyby ten atak się powiódł, pół miliona ludzi byłoby pozbawione ciepła”.

— Nie możemy lekceważyć sygnałów. Nie ma twardych dowodów, ale wiele na to wskazuje, że te ataki były przygotowane przez grupy związane z rosyjskimi służbami. Nie chcę spekulować, ale raczej nie mamy wątpliwości co do źródeł inspiracji — stwierdził premier w połowie stycznia.