Szereg depesz zaadresowanych do Departamentu Stanu USA, które widziała redakcja POLITICO, ujawnia, jak głośnym echem na świecie odbiły się groźby kierowane przez Trumpa pod adresem Grenlandii. Wiele zagranicznych urzędników wyraziło w tym miesiącu na piśmie swoje oburzenie i frustracje wobec amerykańskich odpowiedników. Niepublikowane wcześniej wiadomości, które widzieli dziennikarze POLITICO, pokazują, jak za kulisami wygląda dyplomatyczna walka o Grenlandię — i nie tylko o nią.

Zwracają uwagę na nowe napięcia w stosunkach transatlantyckich, które i tak są już nadwyrężone wojną Rosji w Ukrainie, sporami dotyczącymi ceł i krytyką europejskiej polityki, jakiej dopuszczają się Amerykanie. Z depesz wynika, że Trump przygotowuje porozumienie ramowe dotyczące Grenlandii — zgodnie z nim Stany Zjednoczone nie przejęłyby wprawdzie wyspy, ale rozszerzyłyby tam swoją działalność wojskową i wydobywczą.

Co być może najważniejsze, depesze te podkreślają, jak ważne pozostają Stany Zjednoczone dla wielu krajów w Europie — nawet jeśli zachowanie Trumpa doprowadza przywódców tego kontynentu do granic wytrzymałości.

„Nie rozwódźmy się, a już na pewno nie w sposób burzliwy” — napisała minister spraw zagranicznych Finlandii Elina Valtonen w jednej z wiadomości.

Próba złagodzenia nastrojów

Depesza, która wpłynęła do Białego Domu z ambasady USA w Pekinie 21 stycznia, sugeruje, że chiński rząd chętnie skorzystałby na działaniach Trumpa wobec Grenlandii. Sytuacja ta może „wzmocnić transatlantyckie tarcia” — napisali amerykańscy dyplomaci, przedstawiając sposób myślenia Chin. Powołali się na chińskie media i analityków powiązanych z rządzącą Komunistyczną Partią Chin. Dodali jednak, że że chińskie kierownictwo było świadome tego, że większa obecność wojskowa USA w Grenlandii może negatywnie wpłynąć na realizację ich celów w Arktyce i „umocnić przewagę militarną i infrastrukturalną USA”.

Rzecznik ambasady Chin Liu Pengyu nie odniósł się bezpośrednio do treści depeszy, ale stwierdził, że wszelkie działania Chin są zgodne z prawem międzynarodowym. — Działania Chin w Arktyce mają na celu promowanie pokoju, stabilności i zrównoważonego rozwoju regionu — powiedział Liu.

Kolejna depesza z 20 stycznia, wysłana z ambasady USA w Helsinkach, mówiła o obawach w biurze ministra spraw zagranicznych Finlandii dotyczących gróźb Trumpa. Powiedział on, że nałoży cła na kraje europejskie, które wysłały doradców wojskowych na Grenlandię w celu zaplanowania tam ćwiczeń wojskowych. Valtonen próbowała łagodzić napięcia. Z depeszy wynika, że powiedziała ona odwiedzającym Grenlandię amerykańskim ustawodawcom, że przybycie kilku żołnierzy do Grenlandii było „nieporozumieniem”.

Dodała, że Finlandia nie planowała żadnych działań „przeciwko Amerykanom”, a oficerowie — „kilku facetów”, jak ich nazwała — wrócili już z powrotem do Finlandii. Zbagatelizowała groźby Unii Europejskiej dotyczące odwetu za cła, nazywając to taktyką negocjacyjną, i zapowiedziała, że ​​będzie naciskać na UE, by „zrobiła wszystko, aby zapobiec wojnie handlowej”.

Rząd fiński nie odpowiedział na prośbę o komentarz.

Zapytany o depesze Departament Stanu odniósł się do środowych zeznań sekretarza stanu Marco Rubio przed Senacką Komisją Spraw Zagranicznych. Zaznaczył on wówczas, że rozmowy między Stanami Zjednoczonymi, Danią i Grenlandią zostały rozpoczęte i „będą miały charakter regularny”, choć nie podał żadnych szczegółów.

— Mamy trochę pracy do wykonania, ale myślę, że osiągniemy dobry wynik. Myślę, że wkrótce usłyszycie to samo od naszych kolegów w Europie — powiedział.

Krucha umowa

Napięcie pojawiło się także w Islandii. Nominowany przez Trumpa na ambasadora w tym kraju Billy Long zażartował, że Islandia może stać się „52. stanem” USA — prawdopodobnie po tym, jak Grenlandia stanie się 51. stanem — a on będzie pełnił funkcję gubernatora.

Sekretarz stanu Islandii Martin Eyjolfsson wezwał charge d’affaires USA Erin Sawyer, by zażądać od niej oficjalnych przeprosin ze strony Stanów Zjednoczonych i poinformować ją, że takie wypowiedzi „nie mają miejsca w dyskursie międzynarodowym”. Tak wynika z treści depeszy przesłanej przez ambasadę USA w Rejkjawiku do Waszyngtonu 23 stycznia.

Sawyer powiedziała mu, że uczynienie z Islandii stanu nie jest polityką Stanów Zjednoczonych. Zwróciła też uwagę na to, że Long przeprosił za swoje komentarze. Nie ma żadnych informacji sugerujących, by Sawyer przekazała przeprosiny od Białego Domu, o które prosiła Islandia. Svanhildur Holm Valsdottir, ambasador ego kraju w Stanach Zjednoczonych, oświadczyła, że rząd „otrzymał satysfakcjonujące wyjaśnienie” dotyczące wypowiedzi Longa i „uważa sprawę za zamkniętą”.

Mark Rutte i Donald Trump, Davos, 21 stycznia 2025 r. Chip Somodevilla / Getty Images

Mark Rutte i Donald Trump, Davos, 21 stycznia 2025 r.

W zeszłym tygodniu Trump wycofał się z rzucanych od miesięcy gróźb dotyczących przejęcia Grenlandii siłą i rozpoczęcia wojny handlowej z sojusznikami NATO. Ogłosił, że wraz z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos wypracowali „ramy przyszłego porozumienia” w sprawie Grenlandii.

Propozycje omówione przez Ruttego i Trumpa obejmują trzy główne elementy. Jeden z nich pozwolałby Stanom Zjednoczonym zachować pełną suwerenność nad bazami w Grenlandii, przyznając im prawa podobne do tych, jakie Wielka Brytania ma wobec baz na Cyprze — donsi europejski dyplomata i inna osoba zaznajomiona z rozmowami. Stany Zjednoczone mogłyby ponadtwo utworzyć na arktycznej wyspie więcej baz, chociaż Dania miałaby prawo weta w sprawie ich lokalizacji. Umowa zakłada również włączenie Złotej Kopuły — tarczy obronnej Trumpa — do planów ramowych NATO, a także utworzenie misji sojuszu skoncentrowanej na Arktyce. Stany Zjednoczone zyskałyby również pierwszeństwo w odrzucaniu projektów wydobycia zasobów naturalnych.

W obronie NATO

Nie jest jasne, ile czasu zajmie dopracowanie szczegółów lub przekonanie Grenlandii i Danii do zaakceptowania tego porozumienia. Obie strony podkreślają, że bez względu na okoliczności nie pójdą na kompromis w kwestii suwerenności wyspy. Groźby Trumpa dotyczące Grenlandii stanowią egzystencjalne zagrożenie dla NATO, który rzadko doświadcza takich sporów wewnątrz sojuszu.

Rutte szybko podjął działania w celu znalezienia kompromisu. Wykorzystał chęć Europy do utrzymania sojuszu, aby lobbować sojuszników na rzecz intensyfikacji prac nad bezpieczeństwem Arktyki. Jak powiedział jeden z wysokich rangą dyplomatów NATO, Rutte był wytrwały w swoich działaniach.

Sekretarz generalny NATO, uzbrojony w konkretne propozycje, które mógł przedstawić Trumpowi, starał się zharmonizować stanowiska poszczególnych krajów. W obliczu eskalacji kryzysu spędził „wiele dni” na rozmowach telefonicznych z doradcami ds. bezpieczeństwa narodowego i przywódcami, w tym z premier Danii Mette Frederiksen, prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, Giorgią Meloni z Włoch, kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem, Keirem Starmerem z Wielkiej Brytanii i Trumpem.

Jego wysiłki doprowadziły do specjalnej sesji w Davos, którą Trump nazwał „bardzo produktywną” i która — jak się wydaje — rozładowała potencjalny kryzys w NATO. Europejscy urzędnicy nadal są zaniepokojeni sytuacją dyplomatyczną i niepewni co do intencji Trumpa.

— W tej chwili NATO potrzebuje jedności, a podnoszenie tematu Grenlandii przez Stany Zjednoczone jest ogromnym błędem — powiedział europejski urzędnik.