Donald Trump pręży muskuły. U wybrzeży Iranu gromadzi się amerykańska flota — lotniskowce i niszczyciele. Mimo to prezydent USA podkreśla, że ma nadzieję, iż nie będzie musiał użyć siły. — W tej chwili zmierzają w stronę Iranu naprawdę wielkie, potężne okręty. I byłoby wspaniale, gdybyśmy nie musieli ich użyć — powiedział Trump.

Jednocześnie stawia Teheranowi jasne ultimatum. Aby uniknąć ataku militarnego, Iran musi spełnić dwa warunki: — Po pierwsze, żadnej broni jądrowej. Po drugie, musi przestać zabijać protestujących — podkreślił prezydent USA. Rozmowy już się odbyły, planowane są kolejne.

W centrum amerykańskich rozważań pojawia się jedno nazwisko: Ali Chamenei. Przywódca sprawuje najwyższą religijną i polityczną władzę w Iranie, jest kluczowym filarem reżimu. Atak na niego oznaczałby uderzenie w sam system. Jednak taki ruch wiąże się z ogromnym ryzykiem.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

W Waszyngtonie toczy się dyskusja na temat opcji, która z militarnego punktu widzenia uchodzi za „czystą”, ale politycznie jest niezwykle niebezpieczna. Chodzi o tzw. decapitation strike, czyli uderzenie w przywódcę Iranu. Założenie jest proste: brak inwazji, brak ciągnącej się latami wojny. Zamiast tego — precyzyjny atak na przywództwo, by zdestabilizować system od środka.

Trump doskonale zna tę logikę. W Wenezueli przez wiele miesięcy wywierał silną presję militarną, by zmusić reżim do porozumienia. Gdy to nie przyniosło efektu, zdecydował się na atak i doprowadził do aresztowania Nicolasa Maduro.

Podobną strategię wobec Iranu Stany Zjednoczone, wspólnie z Izraelem, zastosowały już w czerwcu 2025 r.: krótkie, precyzyjne uderzenia na instalacje nuklearne. Trump ogłosił potem, że irański program atomowy został praktycznie wyeliminowany. Jednak sam reżim przetrwał. Uderzenie w Chameneiego mogłoby być kolejnym etapem eskalacji.

Maksymalna presja, niejasne intencje, gotowość do eskalacji

Iran jest idealnym przeciwnikiem: dla Republikanów władze tego kraju są znienawidzone. Konflikt z Iranem łatwo sprzedać opinii publicznej, a przy okazji odwrócić uwagę od problemów wewnętrznych — presji gospodarczej, politycznych afer czy spadającego poparcia.

Mural włoskiego artysty aleXsandro Palombo przedstawiający Donalda Trumpa siedzącego na nagrobku z napisem "RIP Chamenei". Mediola, 16 stycznia 2026 r.

Mural włoskiego artysty aleXsandro Palombo przedstawiający Donalda Trumpa siedzącego na nagrobku z napisem „RIP Chamenei”. Mediola, 16 stycznia 2026 r.EPA/Andrea Fasani / PAP

Kalkulacja Trumpa opiera się na dobrze znanym schemacie: maksymalna presja, niejasne intencje, ciągła gotowość do eskalacji. Kto pierwszy ustąpi — przegrywa.

Ale właśnie tu zaczyna się ryzyko. Nawet w amerykańskiej administracji USA panuje przekonanie, że nikt nie wie, co by się stało po epoce Chameneiego. Irański przywódca to nie tylko głowa państwa, ale także najwyższy autorytet religijny. Jego śmierć lub obalenie nie stworzyłoby próżni władzy, nad którą da się zapanować, lecz wywołałoby trudny kryzys polityczny, do którego system jest przygotowany tylko częściowo.

Irańska konstytucja przewiduje procedurę sukcesji. Najwyższego Przywódcę wybiera Zgromadzenie Ekspertów, ciało składające się z 88 szyickich duchownych. Jednak pole manewru jest niewielkie: de facto wybierani są wyłącznie lojalni wobec reżimu twardogłowi. Eksperci spodziewają się więc raczej słabego kandydata kompromisowego albo nawet zbiorowego kierownictwa niż silnej, nowej osobowości.

Nadzieja, że następca mógłby być bardziej otwarty na Zachód lub gotowy do negocjacji, wydaje się raczej życzeniowym myśleniem. Iran przez dekady nauczył się przekuwać presję z zewnątrz w jedność wewnętrzną. Uderzenie w przywódcę może osłabić system. Ale może też go brutalnie go scalić.

Żałobnicy trzymają portrety Alego Chameneiego podczas ceremonii pogrzebowej funkcjonariuszy irańskich służb. Teheran, 14 stycznia 2026 r.

Żałobnicy trzymają portrety Alego Chameneiego podczas ceremonii pogrzebowej funkcjonariuszy irańskich służb. Teheran, 14 stycznia 2026 r.EPA/ABEDIN TAHERKENAREH / PAP

Dochodzi do tego wymiar regionalny. Iran to nie jest samotny gracz, lecz centralny punkt sieci zbrojnych powiązań. Atak na kierownictwo nie pozostałby bez odpowiedzi: można spodziewać się odwetowych uderzeń na bazy USA, ataków na Izrael, destabilizacji w rejonie Zatoki Perskiej.

Sytuacja może się wymknąć spod kontroli — nawet prezydentowi, który stawia na szybkie zwycięstwa.

Trump zapewnia, że nie chce wojny. Deklaruje, że liczy na rozmowy. Jednocześnie rozstawia okręty wojenne i stawia warunki. Uderzenie w Chameneiego mogłoby wstrząsnąć reżimem. Może jednak wywołać dokładnie to, czemu Trump rzekomo chce zapobiec: eskalację, nad którą nikt już nie zapanuje.