Polityka migracyjna miała być kluczem do sukcesu amerykańskiego prezydenta. Jednak po zabójstwie Renee Good i Alexa Prettiego ulice Minneapolis kipią wściekłością i po fali protestów Donald Trump wykonuje polityczny zwrot. — O rany, nie będzie dobrze — ostrzega anonimowo jedna z osób blisko związanych z Białym Domem.

Kalkulacja, która zmusiła administrację Trumpa do zmiany kursu, jest bronią obosieczną. Z jednej strony, jeśli administracja złagodzi swoje maksymalistyczne stanowisko wobec nielegalnej imigracji, ryzykuje rozczarowanie swojej zagorzałej bazy wyborczej MAGA i to w momencie, gdy republikanie nie mogą sobie pozwolić na utratę poparcia. Z drugiej strony, jeśli tego nie zrobi, ryzykuje zrażenie umiarkowanych republikanów, niezależnych wyborców, młodych wyborców i Latynosów, którzy teoretycznie popierają politykę imigracyjną administracji, ale nie podoba im się sposób jej realizacji.

— Martwię się, ponieważ jeśli stracimy program, to będzie po nas — a ludzie nie do końca zdają sobie sprawę, jak poważna jest to sprawa — mówi POLITICO Sean Spicer, były rzecznik prasowy Trumpa. — Kiedy masz większość dwóch mandatów w Izbie Reprezentantów lub większość dwóch lub trzech mandatów w Senacie, balansujesz na ostrzu noża. Niedostrzeganie tego jest absurdalne.

Dla Trumpa porażka w listopadowych wyborach uzupełniających [midterm elections] oznacza, że ostatnie dwa lata jego administracji mogą okazać się koszmarem dla Białego Domu. Demokraci z pewnością wykorzystają okazję, by ten czas został spożytkowany na dochodzenia i prawdopodobne postępowania w sprawie impeachmentu, a nie przez realizację programu Republikanów. A to sytuacja, której administracja prezydenta chce uniknąć.

W efekcie największa broń Trumpa, dzięki której mógł święcić triumfy, dziś staje się kulą u nogi. Wewnętrzne podziały w Partii Republikańskiej i zaostrzające się ataki Demokratów zmusiły Biały Dom do przyjęcia defensywnej postawy, a tego nawet bliscy doradcy prezydenta USA się nie spodziewali. Niektórzy sojusznicy Trumpa robią jednak dobrą minę do złej gry twierdząc, że Partia Republikańska nie powinna obawiać się tego, że jej dotychczasowa najsilniejsza broń obróci się przeciwko administracji amerykańskiego przywódcy. O obecną sytuację w partii obwiniają Demokratów.

— To obszar, w którym prezydent Trump odniósł największy sukces — tłumaczy ankieter Trumpa, John McLaughlin. — Republikanie przyjmują postawę obronną w sprawie, w której nie powinni tego robić.

Ekipa Trumpa robi krok w tył

Ostatnie badanie opinii publicznej przeprowadzone przez POLITICO podkreśla delikatną równowagę, jaką musi zachować administracja. Okazuje się bowiem, że 1 na 5 wyborców, którzy poparli prezydenta w 2024 r., twierdzi, że kampania masowych deportacji Trumpa jest zbyt agresywna, a ponad 1 na 3 wyborców republikanina twierdzi, że chociaż popiera cele jego kampanii masowych deportacji, nie aprobuje sposobu, w jaki ją realizuje.

W tym tygodniu administracja zmagała się z politycznymi konsekwencjami zabójstwa demonstranta Alexa Prettiego. Nawet zazwyczaj lojalni republikanie krytykowali prezydenta, a inni wzywali do odwołania najwyższych urzędników administracji, a konkretnie sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego Kristi Noem. Biały Dom złagodził swoją twardą retorykę, a Trump dokonał zmian personalnych w kierownictwie operacji w Minneapolis, wysyłając do stanu szefa straży granicznej Toma Homana, aby złagodził napięcia na miejscu.

W czwartek Homan powiedział dziennikarzom, że przeprowadził „owocne” rozmowy z demokratami ze stanu i lokalnymi władzami oraz że działania agentów federalnych będą w przyszłości bardziej ukierunkowane. Obiecał trzymać się misji administracji, ale powiedział, że ma nadzieję ograniczyć obecność służb imigracyjnych i celnych w mieście, jeśli urzędnicy federalni uzyskają dostęp do więzień stanowych.

Prezydent „nie chce zajmować się starciami między protestującymi a agentami federalnymi w Minnesocie” — mówi anonimowo jeden z bliskich współpracowników Białego Domu w rozmowie z POLITICO. — Gdyby Trump był bardziej zaangażowany w wynik tej sprawy, wysłałby Gwardię Narodową. Ogłosiłby stan wojenny. Byłby bardziej agresywny.

Rzeczniczka Białego Domu Abigail Jackson przekonuje, że administracja zawsze poszukuje „najskuteczniejszego sposobu” realizacji tego, co postrzega jako mandat od wyborców do przeprowadzenia masowych deportacji.

— Nasze priorytety pozostają niezmienne: skupiamy się na brutalnych przestępcach będących nielegalnymi imigrantami, jednocześnie egzekwując prawo — każdy, kto przebywa w kraju nielegalnie, podlega deportacji — zaznacza, dodając, że obejmuje to „nieustanne apele prezydenta do lokalnych przywódców Partii Demokratycznej o współpracę z administracją w celu usunięcia nielegalnych morderców, gwałcicieli i pedofilów ze swoich społeczności”.

Niektórzy sojusznicy Trumpa, obawiając się, że agresywna taktyka zrazi w listopadzie kluczowych wyborców, który się wahają, argumentują, że republikanie muszą skupić się na aresztowaniach przestępców, bezpieczeństwie publicznym i sukcesach administracji Trumpa w zabezpieczaniu południowej granicy, które są bardziej popularne wśród wyborców.

Republikanie mają dość. „O rany, nie będzie dobrze”

Jednak zwolennicy twardej polityki imigracyjnej w Partii Republikańskiej są coraz bardziej oburzeni działaniami administracji w tym tygodniu, w tym wyraźną gotowością do kompromisu z demokratami w sprawie polityki zwiększającej nadzór nad federalnymi funkcjonariuszami imigracyjnymi. Twierdzą, że administracja poświęca zbyt wiele uwagi relacjom w telewizji i obawom tych, którzy hojnie finansują Partię Republikańską, a zbyt mało wyborcom, którzy ponownie wybrali Trumpa na urząd.

Wynikiem drugiej kadencji Trumpa jako prezydenta bez realnej władzy miało być to, że będzie on realizował swoje zamierzenia niezależnie od presji ze strony konsultantów, ankieterów i lewicowych republikanów. Nie wydaje się, aby tak się działo, co jest rozczarowujące

— ocenia Mike Howell, prezes konserwatywnej grupy Oversight Project.

— Jestem zdumiony, że relacje CNN wydają się mieć większy wpływ na program egzekwowania przepisów imigracyjnych Białego Domu niż baza wyborcza, która wspierała Trumpa przez ostatnią dekadę — dodaje.

Mimo to niektórzy z bardziej radykalnych zwolenników działań prezydenta przyznają, że spektakularne działania administracji w zakresie egzekwowania przepisów imigracyjnych ujawniły pewną słabość administracji.

— Wielka, muskularna demonstracja siły — zbytnio prowokuje konfrontację — podkreśla anonimowo druga osoba blisko związana z Białym Domem. — Spróbujmy być bardziej dyskretni, ale deportujmy taką samą liczbę osób. Bądźmy trochę bardziej podstępni. Nie pokazujmy swojej siły i męskości. Jest w tym pewien element, który jest fajny, ale dlaczego nie możemy być jak najbardziej dyskretni i pojawiać się w całym stanie Minnesota?.

— Prawie sprowokowaliśmy reakcję — dodaje rozmówca POLITICO. — Jestem za najmądrzejszą taktyką, o ile końcowym rezultatem jest jak najwięcej deportacji.

Osoba ta ostrzega jednak, że jakiekolwiek oznaki wycofania się mogą zniechęcić elektorat, który i tak już jest zaniepokojony sytuacją gospodarczą.

Nasz elektorat nie jest zazwyczaj zamożny i nie radzi sobie najlepiej. Boryka się z trudnościami. Jeśli zabierzecie im imigrację — jeśli nie uwierzą, że on [prezydent] mówi poważnie — to, o rany, nie będzie dobrze

— podsumowuje.