W piątek wznowiła rozgrywki Ekstraklasa. Zimowe okno minęło dotąd pod znakiem niesamowitych transferów Widzewa. Wydaje niespotykane dotąd w Ekstraklasie pieniądze. I to zimą, gdy kluby zwykle bardziej spektakularne transfery przeprowadzają latem. W czwartek ogłosił pozyskanie reprezentacyjnego obrońcy Przemysława Wiśniewskiego z włoskiej Spezii.
Wcześniej ściągnął sześciu innych piłkarzy, w tym innego reprezentanta Polski, bramkarza Bartłomieja Drągowskiego i pobił rekord transferowy Ekstraklasy, płacąc 5,5 mln euro za Osmana Bukariego. Łącznie według portalu Transfermarkt zimą wydał na transfery aż 13,7 mln euro, czyli tyle ile… w tym czasie wszystkie hiszpańskie kluby razem wzięte.
Tamtejsi działacze muszą się jednak mocno pilnować z wydatkami, bo są mocno kontrolowani przez ligę. W Polsce podobnie jak w całej Europie obowiązują ograniczenia narzucane przez UEFA, one wynikają też z przepisów PZPN. Teoretycznie mają zapobiegać sytuacji, w której bardzo bogaty właściciel, pompuje w klub gigantyczne pieniądze, znacznie przewyższające inne przychody klubu z „normalnych” źródeł. Sytuacja jest jednak złożona.
Patrząc choćby na Paris Saint-Germain czy Manchester City, można oczywiście zastanawiać się, w jakim stopniu te przepisy są efektywne, ale w jakiś sposób ograniczają właścicieli tych klubów z Bliskiego Wschodu.
Widzew działa jak szejkowie
W Ekstraklasie szejków nie mamy, ale taką rolę w pewnym stopniu pełni teraz właściciel Widzewa Robert Dobrzycki. Ostatnim szefem klubu, który zimą działał z takim rozmachem, był Bogusław Cupiał, gdy przejął Wisłę Kraków w sezonie 1997/98. Ściągnął wówczas ośmiu znanych piłkarzy, ale i Biała Gwiazda nie wydawała tyle co Widzew, choć oczywiście wtedy były inne realia.
Widzew Łódź znów ma być potęgąMarcin Bryja / newspix.pl
Po tych transferach drużyna broniąca się jesienią przed spadkiem zakończyła sezon na trzecim miejscu. Teraz Dobrzycki liczy pewnie na podobny scenariusz, z tą różnicą, że on już sporo wydawał latem, a efektem tego było miejsce tuż nad strefą spadkową po rundzie jesiennej.
Za czasów Cupiała inne były też przepisy. A o tym, jaki wpływ mają one na Widzew, mówi nam adwokat Adam Zakrzewski z kancelarii Chałas i Wspólnicy. — Polskie kluby są ograniczone w możliwości wydatkowania przez przepisy licencyjne zarówno Polskiego Związku Piłki Nożnej, jak i przepisy UEFA. Te ostatnie odnoszą się jednak do drużyn, które zakwalifikują się w danym sezonie do faz ligowych poszczególnych rozgrywek (choć trzeba zaznaczyć, że de facto proces licencyjny UEFA muszą przejść wszystkie drużyny uczestniczące w eliminacjach jako potencjalni uczestnicy faz ligowych). Nie mówimy tutaj jednak oczywiście o jakimś z góry określonym kwotowym ograniczeniu, a o relacji pomiędzy wydatkami klubu a jego przychodami — zaznacza.
— Aby przejść proces licencyjny zarówno przed przystąpieniem do rozgrywek krajowych, jak i europejskich, klub musi wykazać, że w okresie ostatnich trzech lat rachunkowych jego deficyt zysków do wydatków związanych z piłką nożną nie był wyższy niż pięć milionów euro (lub w przypadku licencji PZPN równowartości tej kwoty w złotych) — tłumaczy.
— Limit dotyczy zarówno klubów startujących w rozgrywkach europejskich, jak i rozgrywkach Ekstraklasy. Kluby startujące w rozgrywkach UEFA w danym sezonie przechodzą więc proces licencyjny tak naprawdę dwukrotnie — badane są zarówno przez odpowiednie organy polskiego związku, jak i europejskiej federacji — dodaje.
Oznacza to, że Widzew jeśli nawet w tym sezonie nie zbilansuje wydatków i przychodów, to nie musi się martwić, jeśli nie wyrówna te pozycje w ciągu trzech lat [dopuszany jest deficyt na poziomie 5 mln euro]. — Widzew będzie musiał albo podpisać duże umowy sponsorskie, albo sprzedawać drogo piłkarzy, na co zapewne liczy i wierzy, że w trzy lata wyrówna poziom przychodów i wydatków — przewiduje mec. Zakrzewski.
Widzew ma stać się potęgą w Polsce i EuropieMarcin Bryja / 400mm
Jak można obejść przepisy
Oczywiście kluby, i to te największe, obchodzą ograniczenia podpisując umowy sponsorskie z firmami należącymi lub mającymi związki z właścicielami, np. Manchester City ma umowę z liniami lotniczymi ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich Etihad Airways, a PSG z Qatar Airways. Na tej zasadzie Widzew mógłby podpisać lukratywny kontrakt z firmą Dobrzyckiego Panattoni.
— W przypadku podmiotów powiązanych badana jest rynkowość kwot takich umów — zaznacza mec. Zakrzewski.
Jest też furtka, która pozwala obejść ten przepis o pięciu milionach. — Przepisy UEFA wprowadzają przy tym dodatkową zasadę, że jeżeli deficyt pokrywany jest bezpośrednio poprzez coś, co możemy określić wkładem właścicielskim, to może on wynieść w badanym okresie nawet 60 milionów euro. Przy czym wkład właścicielski jest rozumiany rygorystycznie jako środki, które nie podlegają zobowiązaniu klubu do ich zwrotu — dodaje mecenas Zakrzewski.
W polskich realiach jednak trudno z tej furtki skorzystać. — Biorąc pod uwagę wymóg dla klubów Ekstraklasy działania poprzez formę spółki akcyjnej, tak naprawdę jedynym realnym wkładem właścicielskim pozwalającym „ograniczyć” limit wydatkowania może być emisja nowych akcji i objęcie ich przez właściciela w zamian za wkład pieniężny — tłumaczy.
Z raportu firny Grant Thornton, która prześwietliła finanse klubów Ekstraklasy, wynika, że przychody Widzewa w sezonie 2024/25 wyniosły 64,1 mln zł, czyli 15,2 mln euro przy obecnym kursie. W tym sezonie tylko na transfery przeznaczył już 20,7 mln euro (wg Transfermarkt).
W sobotę pierwszy sprawdzian Widzewa
Wydatki na transfery podlegają ograniczeniom, ale część innych już nie. — Istnieje dość precyzyjnie określony zakres wydatków, które nie są wliczane do przedstawianych powyżej limitów. Odnoszą się one głównie do środków inwestowanych przez kluby w akademię, infrastrukturę treningową oraz stadionową, jak również w rozwój sekcji kobiecych. Ma to zapewnić klubom możliwość inwestowania w projekty długoterminowe oraz społeczne, które są postrzegane przez federacje — bardzo słusznie zresztą — jako pożądane w piłce — tłumaczy mec. Zakrzewski.
— Dodatkowo, zarówno UEFA, jak i PZPN wprowadzają wymóg, aby koszty zespołu — które w dużym uproszczeniu oznaczają łączną wartość wynagrodzeń piłkarzy, trenera pierwszego zespołu i kosztów pośredników transferowych — nie przekraczały poziomu 70 proc. przychodów operacyjnych klubu w danym sezonie — dodaje.
W sobotę tak wzmocniony Widzew przejdzie pierwszy test na boisku. Podejmuje Jagiellonię Białystok. Sprawdzian finansów przyjdzie później.