— Znowu doszło do postrzelenia przez żołnierza nielegalnego imigranta podczas jego ucieczki w rejonie granicy z Białorusią — poinformował na początku programu Marcin Wyrwał. — I pomimo że wszystkie późniejsze ekspertyzy świadczyły na korzyść żołnierza, to zgadnijcie państwo, kto w tej sprawie został objęty ochroną prawną, a kto dostał zarzuty karne?

W ten sposób autorzy podcastu rozpoczęli opowieść o bulwersujących wydarzeniach na granicy. Jak informują, 2 listopada 2023 r. na granicy z Białorusią żołnierz z 1. Warszawskiej Brygady Pancernej podczas pogoni za obywatelem Syrii, który wraz z grupą innych mężczyzn przekroczył granicę, potknął się, a broń, która samoczynnie wystrzeliła, raniła Syryjczyka.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Dziennikarze zwracają uwagę na serię trudnych do wyjaśnienia faktów. Już kilka dni po postrzale pełnomocnictwa do reprezentowania obywatela Syrii uzyskał znany adwokat Piotr Zemła, który w imieniu obecnej władzy przejął TVP. Na pytania dziennikarzy o to, kto go skontaktował z Syryjczykiem oraz go opłaca, mecenas Zemła zasłonił się tajemnicą adwokacką.

Wydawało się, że sprawę załatwią korzystne dla żołnierza ekspertyzy biegłych. Jeden z nich orzekł, że broń żołnierza posiadała wadę konstrukcyjną, która umożliwia niekontrolowany wystrzał. Prawnicy dodają od siebie, że żołnierz działał przecież na rozkaz, więc nie można winić go za to, co się stało. Dodatkowo po ujawnionej przez Onet historii o żołnierzach zakutych w kajdanki przez Żandarmerię Wojskową po ich interwencji na granicy, politycy obecnej władzy zapewniali, że żołnierze nie mogą się bać posługiwać broną. Mimo tego wszystkiego żołnierz dostał zarzuty karne.

Z kolei obywatel Syrii dostał międzynarodową ochronę prawną i obecnie mieszka w jednym z miast na wschodzie Polski. Od żołnierza domaga się 50 tys. zł odszkodowania.

Komentując tę sytuację Edyta Żemła zwróciła uwagę, że stało się przynajmniej tyle dobrego, że po naszym artykule o żołnierzach zakutych w kajdanki powstał Zespół Ochrony Praw Żołnierzy, który w bardzo krótkim czasie zapewnił prawnika żołnierzowi, który postrzelił Syryjczyka. — Od wielu lat byli pozostawieni samym sobie w armii. Teraz to się zmieniło — powiedziała.

— To świetnie, że uzyskał pomoc prawną, ale tego rodzaju historię wywołują wśród żołnierzy tzw. efekt mrożący — oponował Marcin Wyrwał, powołując się na słowa żołnierzy z 1. WBPanc., z którymi rozmawiali dziennikarze.

— Ludzie z wojskowego wymiaru sprawiedliwości, prokuratur, sądów, Żandarmerii Wojskowej, to jest państwo w państwie. Ci ludzie czasem zachowują się jak usłużni wykonawcy poleceń generałów, zamykając oczy na konkretne fakty. Trudno mi w tym znaleźć sprawiedliwość — podsumowała Edyta Żemła.

Skandaliczne słowa Trumpa o weteranach. „Polscy politycy stracili okazję, żeby krzyczeć”

Następnie autorzy „Frontów Wojny” odnieśli się do cytatu, który zbulwersował całą Europę. Chodzi o słowa Donalda Trumpa, który w wywiadzie dla Fox News odniósł się do działań sojuszników Ameryki w wojnach w Iraku i Afganistanie, powiedział: „My nigdy ich nie potrzebowaliśmy. My nigdy tak naprawdę o nic ich nie prosiliśmy. Powiedzą, że wysłali jakieś wojska do Afganistanu, czy tu czy tam. I tak zrobili — pozostali trochę z tyłu, trochę poza linią frontu”.

Edyta Żemła zareagowała na te słowa historią z własnego dziennikarskiego wyjazdu do Afganistanu. — To była trzynasta zmiana w 2011 r. Trzy dni po moim powrocie usłyszałam w radio komunikat, że w Afganistanie zginęło pięciu polskich żołnierzy, którzy jechali w kolumnie do miasta Ghazni. To my zapewniliśmy bezpieczeństwo w tej prowincji, to nasi żołnierze narażali życie i zdrowie, i to nasi żołnierze tam ginęli. Ta żałoba po moich kolegach, którzy zginęli w Afganistanie, siedzi we mnie bardzo głęboko. Dlatego jak słyszę słowa Trumpa, to krew mnie zalewa, bo my tam nie byliśmy z tyłu — powiedziała.

Marcin Wyrwał odniósł się do jeszcze jednego wątku tej sprawy. Zacytował słowa dowódcy dwunastej zmiany polskiego kontyngentu w Afganistanie gen. Andrzeja Tuza, który w rozmowie z dziennikarzami powiedział: „Prezydent Donald Trump napluł nam w twarz, ale jako środowisko weteranów czujemy, że nasi politycy również zrobili to samo. Żaden z nich nie powiedział głośno, że doradcy prezydenta Trumpa wprowadzają go w błąd. W ich wypowiedziach nie było odniesienia do słów prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wszyscy mówili tylko, że w Afganistanie zginęli polscy żołnierze. To za mało”.

Gen. Tuz oskarżył o brak właściwej reakcji zwierzchnika Sił Zbrojnych prezydenta Karola Nawrockiego, który wręcz bronił Trumpa, twierdząc, że nie miał na myśli polskich żołnierzy, ale także premiera Donalda Tuska i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.

Komentując to Marcin Wyrwał odniósł się do słów francuskiego prezydenta Jacquesa Chiraca, który krytykując poparcie Polski dla interwencji USA w Iraku w 2003 r. wygłosił słynne słowa: „Polacy stracili okazję, żeby siedzieć cicho”. — Myślę, że w tym przypadku polscy politycy stracili okazję, żeby krzyczeć — stwierdził dziennikarz.

Drony główną bronią współczesnego pola walki. „Polski przemysł działa tak, jakby tej wojny nie było”

W ostatniej części podcastu dziennikarze omówili nowe dane dowodzące, że drony stały się głównym narzędziem walki współczesnej wojny. Marcin Wyrwał omówił rozwój tego środka bojowego od początku masowej inwazji Rosji na Ukrainę.

W 2022 r. 60-80 proc. wszystkich strat przeciwników powodowała artyleria, pozostając „królową pola walki”.

W 2023 r. trend zaczął się odwracać. Stosunek zniszczeń powodowanych przez artylerię i drony zaczął się wyrównywać.

Przełomowym rokiem okazał się 2024 r., kiedy to drony zaczęły zyskiwać przewagę nad artylerią w kategorii zniszczeń.

W 2025 r. aż 80-85 proc. wszystkich porażeń na froncie powodowały już drony, dowodząc swojej absolutnej dominacji.

Dziennikarz poinformował, że w tym samym 2025 r. Ukraina dostarczyła na front aż 2,2 mln dronów. Przypomniał, że Rosjanie nie są wcale gorsi w tej kategorii. Dodał, że za tym trendem idą największe potęgi z USA na czele, które w najbliższych latach planują zakup lub produkcję setek tysięcy, a nawet milionów dronów, koncentrując się na małych, tanich i masowych rozwiązaniach.

Na tym tle sytuacja Polski jest dramatycznie zła. Polski przemysł jest w stanie wyprodukować kilka setek większych dronów i być może kilka tysięcy małych, lecz złożonych z komponentów zagranicznych, co skazuje nas na produkcyjną zależność od innych krajów. Żadnej z tych liczb nie zbliża się nawet skalą do tego, co dzieje się za naszą wschodnią granicą.

Dziennikarz przypomniał, że współczesna strategia produkcji dronów bojowych opiera się na trzech fundamentach:

1. Masowa produkcja

2. Niskie koszty

3. Ciągła i szybka ewolucja

— Jak możemy rozmawiać w Polsce o niskich kosztach, skoro w 2025 r. średni koszt rażenia dronem wyniósł 850 dol., podczas gdy polska amunicja krążąca DragonFly kosztuje 100 tys. zł za sztukę, a w obecnych warunkach zakłócania elektronicznego nie jest nawet w stanie zbliżyć się do pola walki? — zapytał retorycznie dziennikarz.

— Jeśli zaś chodzi o ewolucję, to dziś budowane w Ukrainie modele dronów ulegają modyfikacjom co kilka tygodni — dodał. — Wypuszcza się jedną serię liczącą kilkaset lub kilka tysięcy sztuk, a kolejna seria jest już innym, zmodyfikowanym dronem. Do tego stawia się na autonomię bezzałogowców. U nas autonomia wojskowego drona Wizjer polega na tym, że wyjątkowo często traci on łączność z operatorem i leci sobie autonomicznie w siną dal — ironizował dziennikarz.

— Ja mam wielki żal do wojska, do decydentów, do polskiej zbrojeniówki, że działają tak, jakby tej wojny nie było, jakby zagrożenie nie istniało. Panowie i panie coś sobie testują, coś modyfikują. Natomiast z jednej strony mamy cyberwojska, które rozwijają się doskonale, tworzą swoje własne modele sztucznej inteligencji, z drugiej strony mamy polskie autonomiczne systemy operacyjne, to jest polska myśl techniczna. Z trzeciej strony mamy przygotowane firmy prywatne, które są gotowe do produkcji dronów. Może nie całkowicie we własnym zakresie, może potrzebują jeszcze zagranicznych podzespołów, ale działają. Natomiast nie widzę woli wojska, żeby to wszystko spiąć w jakiś jeden system — skonstatowała Edyta Żemła.