W sobotę rozpoczął się KINGS, kongres zwolenników Grzegorza Brauna i jego partii Konfederacja Korony Polskiej. Już przed południem dużo się tam dzieje. Lawiruję w tłumie ludzi. Na korytarzach kręcą się posłowie Korony i działacze z drugiego garnituru partyjnego. Porządku pilnują mundurowi z ruchu „Bronimy Polskiej Granicy”. Ludzie kręcą krótkie filmiki, robią sobie zdjęcia, chętnie udzielają wywiadów.

Pokazana przez nas wczoraj „talia Brauna” zrobiła małe zamieszanie w szeregach partii. — Ambitna i pracowita? No ładnie to napisaliście — śmieje się Marta Mrzygłód, sekretarz Korony i jedna z najbardziej wpływowych osób w partii. — Tak o pani w partii mówią — odpowiadam zgodnie z prawdą.

Teoretycznie rozmawiamy otwarcie, ale czuć spory dystans. „Pochwała” na stronach Onetu jest traktowana bardziej w kategorii niedźwiedziej przysługi. Mrzygłód nie chce zgodzić się na oficjalną rozmowę, mimo że obiecuję autoryzować jej wypowiedzi. Jej asystent mówi, że najpierw powinienem wysłać e-maila z obietnicą, że taką autoryzację zagwarantuję.

Nagle wszedł Braun. „A, to pan. Niech pan jedzie z nami”

Pojawia się Grzegorz Braun w towarzystwie kolejnych ważnych „kart” — nierozłączonego Włodzimierza Skalika i partyjnego ochroniarza Sławomira Ozdyka. Jest też kilku górali, i od lat kręcący się przy Braunie mundurowi od ruchu „Bronimy Polskiej Granicy”. Towarzystwo całkiem barwne. — A co to za zamieszanie? — uśmiecha się Braun, patrząc na nas.

Grzegorz Braun ze zwolennikami na kongresie KINGSPiotr Olejarczyk / Onet

Grzegorz Braun ze zwolennikami na kongresie KINGS

Wita się ze wszystkimi. Widzi moją plakietkę z nazwiskiem i nazwą redakcji. W przeciwieństwie do Mrzygłód Braun jest serdeczny i pewny siebie. Nie ma mowy o nieufności i dziwnych negocjacjach. W rozmowie pomaga mi, że jestem z Gdańska, gdzie Braun kiedyś kandydował na prezydenta. Krótko do tego nawiązuję. Pomaga mi też wspomniana „talia”, bo mam wrażenie, że Braun na nią zerknął.

— A, to pan — mówi nagle. — Niech pan redaktor jedzie z nami — dodaje, zapraszając mnie do auta. Spieszy się już na panel o demografii, który od budynku z główną imprezą oddalony jest o kilkaset metrów.

Na parkingu jest kilka aut. Ja do samochodu Brauna się jednak nie mieszczę. Pakuję się więc do auta „obstawy”. Przez moment mam wrażenie, że jadę na jakąś studencką imprezę. Miejsca w aucie jest mało, a chętnych sporo. Do środka pakują się górale, którzy w pewnym momencie zaczynają śpiewać. Brakuje miejsca, więc góralki siadają nam na kolanach. I tak jedziemy sobie na „demograficzny panel” na imprezie Brauna. Totalna abstrakcja.

Włodzimierz Skalik i Grzegorz BraunPiotr Olejarczyk / Onet

Włodzimierz Skalik i Grzegorz Braun

Siedzę w aucie „wodza”. Towarzystwo parska śmiechem, gdy pytam o Mentzena

Na panelu sporo osób. Braun i jego świta ustawiają się z tyłu. Na sali widać poruszenie. Braun uważnie się przysłuchuje i w pewnym momencie energicznie klaszcze. Ludzie są zachwyceni.

Braun wychodzi po pięciu minutach. Wraz z nim cała obstawa i ja. Tym razem udaje mi się wejść do auta „wodza”. Pakuję się z tyłu. Braun siedzi z przodu. Jest w dobrym humorze. Gdy jednak proszę o krótką rozmowę, Braun odmawia. Zapewnia, że może ze mną porozmawiać dłużej, ale muszę się z nim najpierw umówić na wywiad.

Kilka zdań udaje się jednak zamienić, m.in. o froncie gaśnicowym, czy o Konfederacji Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka. Braun wciąż nie zdradza, czy, kiedy i z kim będzie tworzył szerszą koalicję na prawicy, ale podkreśla, że takie rozmowy trwają.

Jest autentycznie dumny, że na kongresie są ludzie spoza jego środowiska, w tym także różnej maści eksperci.

Jeden z paneli na kongresiePiotr Olejarczyk / Onet

Jeden z paneli na kongresie

Gdy rozmowa skręca na chwilę w stronę Mentzena, który rok temu wyrzucił Brauna z Konfederacji, robi się chwila ciszy. Reszta towarzystwa parska ironicznie śmiechem, sam Braun się tylko uśmiecha. Czuć jednak, że — delikatnie rzecz ujmując — towarzystwo nie pała miłością do lidera Konfederacji. I że triumfuje, widząc jak w sondażach dystans między Koroną a Konfederacją się zmniejsza.

— Mam wrażenie, że pan odżył po tym, jak pana nie ma już w Konfederacji. Sondaże ma pan coraz lepsze — próbuję ciągnąć za język. — Ależ panie redaktorze, my się nie zmieniliśmy. Mam wrażenie, że dopiero teraz wielu dziennikarzy nas odkryło. My tu zawsze byliśmy — mówi.

Auto zatrzymuje się na parkingu. Przez całą rozmowę Skalik nawet na mnie nie spojrzał. — Panie pośle, pan się chyba nie obraził za te karty? Że napisaliśmy, że jest pan biurokratą i że rządzi pan w Koronie twardą ręką? — podpuszczam.

Skalik spóźnia się z odpowiedzią. — Ktoś musi to wszystko posprzątać — śmieje się Braun. Nie wyjaśnia już, na czym sprzątanie polega. W budynku rozmawiamy jeszcze chwilę, a Braun rzuca mi, żebym zainteresował się sprawami ważnymi dla Polski. Mówi też o sobie: „ja i moje środowisko jesteśmy dla ludzi, których nikt nie reprezentuje”.

Grzegorz Braun ze zwolennikamiPiotr Olejarczyk / Onet

Grzegorz Braun ze zwolennikami

„Król” odwiedza swoje włości. Jedno zdanie, setki westchnień

Krążymy po kolejnych panelach. Na każdym z nich Braun zostaje kilka minut. Wygląda to trochę tak, jakby król odwiedzał swoje włości. Tu skinie głową, tam zaszczyci kogoś spojrzeniem, ludzie naprawdę są w niego wpatrzeni.

Podczas ekonomicznego panelu z mocną reprezentacją z centrum Adama Smitha (Robert Gwiazdowski i Ireneusz Jabłoński) i Januszem Korwinem-Mikke, Braun rzuca nagle z tyłu: „Z ZUS-em szlus”. Ludzie klaszczą. Braun się uśmiecha i kłania.

Na kongresie jest 700 osób, ale nie ma wątpliwości, że król jest tu tylko jeden. Braun robi sobie selfie z chętnymi, podpisuje gaśnice, chwilę rozmawia z każdym. Również z patoinflencerami „kamratami”, którzy w głównym holu mają nawet swoje „stoisko”. Uczestnicy kongresu robią sobie z nimi zdjęcia. W pewnym momencie robi się nawet kolejka. Kilku działaczy Korony zapewnia mnie, że nikt tu nie traktuje „kamratów” poważnie i że Braun nigdy ich na listy nie weźmie.

Marcin Osadowski i Wojciech Olszański, mający problemy z prawem patostreamerzy, pojawili się na kongresie BraunaPiotr Olejarczyk / Onet

Marcin Osadowski i Wojciech Olszański, mający problemy z prawem patostreamerzy, pojawili się na kongresie Brauna

„Pan Braun nie ściemnia”

A propos gaśnic, na kongresie można je kupić w wersji mini za 80 zł. Podobnie jak kubki z podobizną Brauna (20 zł) czy kalendarze. Oprócz tego jest mnóstwo stoisk z „niepokornymi” książkami. Każdy chce tu zarobić. Zresztą, chętni na udział w kongresie też musieli zapłacić niemało, a pieniądze zasiliły partyjną kasę. Dziennikarze do portfela nie musieli sięgać, wystarczyła akredytacja.

Na kongresie rozmawiam z działaczami partii. I ludźmi, którzy w Koronie oficjalnie nie są, ale orbitują w stronę Brauna.

— Czym różni się Konfederacja Bosaka i Mentzena od Korony Brauna? — pytam.

— Szczerością. Pan Braun nie ściemnia. On taki jest — słyszę od jednej działaczki Korony.

Inna osoba mówi krótko: — Menztzen to śliski typ. Nie można mu ufać.

Kolejna działaczka Korony mówi, że „po wyrzuceniu Brauna z Konfederacji od razu zapisała się do Korony”. — Nie ma innego człowieka, który tak walczy o polskie sprawy — mówi.

Gdy dopytuję, jakie to sprawy, słyszę: — Wiara, rodzina.

Niechęć do Mentzena jest tu powszechna. Nieco mniejsza jest do Jarosława Kaczyńskiego i Prawa i Sprawiedliwości. — PiS to zło. Ubrali się w narodowe i katolickie szaty, tylko po to by szkodzić Polsce — przekonuje mnie jeden z sympatyków Korony, który przestrzega Brauna przed pomysłem wchodzenia w koalicję z PiS.

Kongres Grzegorza Brauna i KoronyPiotr Olejarczyk / Onet

Kongres Grzegorza Brauna i Korony

„To jak inaczej przebijemy się do mediów?”

Chcę też wiedzieć, czy są jakieś kojarzone z prawicą poglądy i działania, na które w Koronie nie ma przyzwolenia. Pytanie wydaje się dość abstrakcyjne, tym bardziej że co jakiś czas migają mi w tłumie „kamraci”. — Na pewno brak szacunku do drugiej osoby — słyszę od jednego z działacza.

Gdy wskazuje na jawnie antyukraińskie działania Brauna, czy akcje wymierzone w społeczność LGBT, mój rozmówca wzrusza ramionami. — To jest bardziej happening. A jak się inaczej Braun przebije się do mediów? — pyta.

Zauważam, że na dzisiejszym kongresie KINGS jest mnóstwo redakcji (także z zagranicy), a nikt przecież nie niszczy wystaw LGBT i nie zrywa ukraińskich flag.

— No widzi pan? Nie ma tu faszystów, prawda? — zaczepnie pyta inna działaczka. — Macie państwo żal do mediów, że opisujemy wybryki Brauna? Wiele osób w Polsce boi się tego, co robicie — odpowiadam. — No jak tak jesteśmy przedstawiani — ripostuje kobieta.

Na kongresie kręci się sporo przedsiębiorców o poglądach mocno wolnorynkowych. Co rusz przekonują, że są tłamszeni przez państwo biurokracją, podatkami i nowymi obowiązkami. W ich opowieściach nie zawsze słychać braunistyczno-narodowe tony — to ludzie, którzy kiedyś wspierali Korwin-Mikkego, później Konfederację, teraz — mając poczucie, że Mentzen i Bosak dryfują w stronę centrum — stawiają na Brauna.

Janusz Korwin-Mikke na kongresie Grzegorza BraunaPiotr Olejarczyk / Onet

Janusz Korwin-Mikke na kongresie Grzegorza Brauna

Jeden z nich, góral z Korony przez wszystkie przypadki odmienia „małą ojczyznę” i że liczą się właśnie mali przedsiębiorcy, którzy — jego zdaniem — przez działania rządu mają wielkie problemy z utrzymaniem się na powierzchni.

Sam Korwin-Mikke też jest na kongresie. Zamieniamy kilka słów. Korwin-Mikke nadal nie chce powiedzieć, czy wystartuje wspólnie z Braunem do Sejmu i co w przypadku, gdy dla jego ludzi nie znajdzie się miejsce na listach gaśnicowych. — Rozmowy trwają — rzuca krótko.

Medialni przedstawiciele kongresu KINGS mówią, że wzięło w nim udział 700 osób. Słyszę też, że w przyszłości Korona chce organizować podobne wydarzenia, również bardziej regionalne.