W Madison Square Garden w Nowym Jorku Keyshawn Davis (14-0, 10 KO) udanie rozpoczął nowy rozdział swojej kariery. Amerykanin pokonał Jamaine’a Ortiza (20-3-1, 10 KO) przez techniczny nokaut w dwunastej rundzie walki zakontraktowanej w limicie kategorii junior półśredniej. Pojedynek był jednym z najciekawszych punktów gali organizowanej pod patronatem magazynu The Ring i długo trzymał w napięciu kibiców zgromadzonych w legendarnej hali.

Od pierwszego gongu Davis prezentował się jak zawodnik zdecydowany narzucić własne warunki. Zajmował środek ringu, pracował lewym prostym i stopniowo skracał dystans, szukając okazji do mocnych uderzeń na tułów. Ortiz odpowiadał ruchem i pojedynczymi, szybkimi kontrami. Przez kilka rund walka miała wyrównany charakter, a zawodnik z Massachusetts potwierdzał, że potrafi boksować na wysokim poziomie technicznym i nie pęka pod presją.

Wielki powrót do KSW? Dyrektor zdradził zaskakujące wieści

Z biegiem czasu przewaga Davisa zaczęła jednak rosnąć. Coraz częstsze ataki na korpus wyraźnie spowalniały Ortiza, który tracił mobilność i coraz trudniej wychodził z opresji przy linach. Davis konsekwentnie dokładał kolejne ciosy, nie forsując tempa, ale systematycznie odbierając rywalowi siły.

Przełom nastąpił w jedenastej rundzie, gdy po mocnym lewym na tułów Ortiz po raz pierwszy wylądował na deskach. Zdołał się podnieść i dotrwać do przerwy, jednak było jasne, że ciosy na ciało zaczynają zbierać swoje żniwo. W decydującej, dwunastej rundzie Davis ponownie trafił w okolice żeber, po czym sędzia ringowy przerwał pojedynek, widząc, że Ortiz nie jest w stanie skutecznie się bronić.

Dla Davisa było to niezwykle ważne zwycięstwo. Po problemach z wagą w kategorii lekkiej i konieczności zmiany dywizji potrzebował wyraźnego sygnału, że jego styl i siła przenoszą się również na wyższy limit. Wygrana przed czasem z tak solidnym rywalem jak Ortiz potwierdziła, że w wadze junior półśredniej może szybko stać się liczącą się postacią.

Ortiz, mimo porażki, zaprezentował się ambitnie i przez długie fragmenty walki potrafił stawiać opór faworytowi. Dopiero konsekwentna praca na tułów i presja Davisa przechyliły szalę zwycięstwa. Była to jego pierwsza zawodowa porażka przed czasem, ale również kolejny dowód, że należy do ścisłej krajowej czołówki.